"Spójrz na siebie, na wszystkie swoje cechy, talenty i zalety, na wszystkie swoje władze, na całe życie, na swoje ciało z jego wszystkimi zmysłami - i w tym wszystkim ujrzysz miłość Bożą do ciebie." - ks. Witold Kacz
czwartek, 27 lutego 2020
Łaska, żeby podjąć nasz krzyż - myśli na Post
Ból, choroba, cierpienie wydają się uderzać bezrozumnie i często wypaczają życie, którego dotykają. Dlaczego ten lub tamten muszą być wyróżnieni przez cierpienie, tego nikt nie wie. Wiadomo tylko to, że Bóg jest naszym Ojcem i dopuszcza, żeby się działy tylko takie rzeczy, które są dla naszego dobra. Są one rzeczywiscie dla naszego własnego dobra, jeżeli używamy ich prawidłowo.
"Ofiaruj to Bogu" jest typowym wyrażeniem, które przyniesie uśmiech uznania każdemu, kto uczęszczał kiedykolwiek do szkoły katolickiej. W okresie dzieciństwa to wyrażenie potrafiło przemienić wszystko - od utraconej nagrody lub otartego kolana po dawkę gorzkiego lekarstwa czy przykrości od naśmiewającego się kolegi. W starszym wieku i z sofistyka naszej epoki łatwo jest nam zapomnieć, że większe, bolesne, gorzkie krzyże naszego życia również można "ofiarować Bogu",we wspólnocie z naszym cierpiącym Panem właśnie tak samo skutecznie, jak drobne próby w dzieciństwie. Ponadto mogą być zniesione z radością, nie tylko jako medyczna miara pomocna do naszego wyzdrowienia, ale jako moneta do nieba.
Każdy ból jest przeznaczony na stracenie i szkoda zmarnować nawet najmniejszą jego cząstkę. Oczywiście to nie znaczy, że osoba z zapaleniem wyrostka robaczkowego jest przeznaczona do złożenia rąk i pobożnej śmierci, zamiast wezwać pomoc lekarską. Bóg, który dał nam lekarstwa, wymaga od nas, żebyśmy je używali. Ale zawsze będzie ból, którego żaden lekarz nie będzie w stanie zmniejszyć i zawsze będzie cierpienie, na które nie pomoże żadne lekarstwo. Co z tym zrobić? To darmowy dar dla nas, jak krzyż włożony na plecy Szymona z Cyreny. Narzekanie w czasie dźwigania go nie uczyni go lżejszym ani nie uwolni nas od niego... Dźwigać krzyż cierpienia z szacunkiem względem Tego, Który pozwala nam go nieść, jest mądrym i dobrym wykorzystaniem pewnego środka do nieba.
Siostra Mary Jean Dorcy O.P.
Siostra Mary Jean (+1988) była siostrą dominikanka, pisarką i ilustratorką, zwłaszcza literatury dziecięcej.
tłum. własne
niedziela, 16 lutego 2020
SPOSÓB MEDYTACJI WEDŁUG ŚW. ALFONSA LIGUORI
„Modlitwa wewnętrzna jest latarnią, która oświeca naszą drogę ku wieczności.”
PRZYGOTOWANIE
• Przygotuj około piętnastu minut na swoją medytację.
• Znajdź spokojne miejsce na modlitwę.
• Usiądź lub uklęknij wygodnie.
• Zamknij oczy.
• Delikatnie zwróć swoje myśli ku Bogu, obecnemu w tobie.
• Otwórz swoje serce na Jego miłość.
• Rozpocznij rozmowę z Bogiem… Mój Boże, wierzę, że jesteś tutaj ze mną. Kocham Cię z całego mego serca.
• Odmów modlitwę „Zdrowaś Mario” lub krótką osobistą litanię:
Święta Mario, Matko Boża, módl się za mnie.
Dobry Święty Józefie, módl się za mnie.
Święty ………. (twój patron lub ulubiony święty), módl się za mnie.
MEDYTACJA
• Żeby pobudzić swoją duszę, przeczytaj kilka wersów z Pisma świętego (np. fragment Ewangelii przypadający na dany dzień) lub krótki urywek z jakiejś książki duchowej.
• Rozważaj przez kilka minut nad każdą myślą, która uderzyła cię podczas czytania; zastanów się przez krótki czas nad tym, czego nauczył cię dany tekst.
• Spojrzyj na swoje życie w świetle powyższej nauki. Czy lektura pobudza cię do zrobienia wyraźnej, pozytywnej zmiany w twoim życiu?
• Ale pamiętaj, myślisz tylko po to, żebyś mógł modlić się dobrze. Myślenie można przyrównać do igły, która rysuje złotą nicią akty miłości, modlitwę prośby oraz postanowienia. Nić jest o wiele ważniejsza od igły. Dlatego podczas medytacji najwięcej czasu powinno być poświęcone aktom miłości, modlitwie prośby oraz postanowieniom.
1. Akty miłości - mów Bogu, że Go kochasz. Proś o łaskę poznania Boga jako najbliższego i najwspanialszego towarzysza.
2. Modlitwa prośby – podczas medytacji czyń wiele próśb, prosząc Boga o potrzebne łaski. Proś Boga, żeby usunął z twego życia wszystkie przeszkody, które odgradzają cię od innych lub dzielą cię wewnętrznie. Proś Boga, żeby kierował każdym krokiem w twojej podróży na ziemi, tak byś w chwili śmierci pobiegł ochoczo na spotkanie swoich ukochanych.
3. Postanowienia – Św. Teresa z Avila napisała:”Na postęp duszy nie składa się myślenie wiele o Bogu, ale kochanie Go, a ta miłość zyskuje, kiedy decyduje się wiele czynić dla Niego.”
ZAKOŃCZENIE
Dopełnij swoją medytację trzema krótkimi aktami:
• Podziękuj Bogu za wszelkie światło, jakie otrzymałeś.
• Ponów swoje postanowienie uczynienia określonego dobra lub uniknięcia jakiegoś grzechu.
• Poproś Jezusa i Marię, by opiekowali się tobą dzisiaj i pomogli ci wypełnić twoje postanowienia.
Catholic Prayers & Devotions, ojcowie redemptoryści
tłumaczenie własne
sobota, 8 lutego 2020
WSŁUCHUJĄC SIĘ W CHRYSTUSOWE WEZWANIE
Chrystus wzywa nas w ciągu całego naszego życia. Pierwszy raz wzywa nas w chrzcie, ale potem również; czy słuchamy Jego głosu, czy też nie, On łaskawie wciąż nas wzywa. Jeżeli po chrzcie upadamy, Jego głos wzywa nas do pokuty; jeżeli gorliwie dążymy do wypełniania naszego powołania, On wzywa nas od jednej łaski do drugiej, z jednego uświęcenia do wyższego, w ciągu całego życia.

Abraham został wezwany ze swojego domu, Piotr od swoich sieci, Mateusz ze swojej komory celnej, Eliasz ze swojej roli, Natanael ze swego zacisza modlitewnego; wszyscy jesteśmy w trakcie wezwania, nieustannie, od jednej rzeczy do następnej, nie mając miejsca do odpoczynku, ale wspinając się ku naszemu wiecznemu odpoczynkowi. Jezus wzywa nas nieustannie, żeby nas usprawiedliwić, coraz bardziej i bardziej, żeby nas uświęcić i obdarzyć chwałą.
Byłoby wspaniale, gdybyśmy to zrozumieli, lecz z trudnością przychodzi nam poznanie tej wielkiej prawdy, że Chrystus idzie pośród nas i swoim spojrzeniem, swoim głosem zachęca nas, byśmy podążali za Nim. Starajmy się pojąć, że Jego wezwanie ma miejsce także właśnie w chwili obecnej.
Św. John Henry Newman
Św. J. H. Newman (+1890) założył Oratorium Angielskie w Birmingham i jako kaznodzieja odznaczał się wielką elokwencją.
tłumaczenie własne

Abraham został wezwany ze swojego domu, Piotr od swoich sieci, Mateusz ze swojej komory celnej, Eliasz ze swojej roli, Natanael ze swego zacisza modlitewnego; wszyscy jesteśmy w trakcie wezwania, nieustannie, od jednej rzeczy do następnej, nie mając miejsca do odpoczynku, ale wspinając się ku naszemu wiecznemu odpoczynkowi. Jezus wzywa nas nieustannie, żeby nas usprawiedliwić, coraz bardziej i bardziej, żeby nas uświęcić i obdarzyć chwałą.
Byłoby wspaniale, gdybyśmy to zrozumieli, lecz z trudnością przychodzi nam poznanie tej wielkiej prawdy, że Chrystus idzie pośród nas i swoim spojrzeniem, swoim głosem zachęca nas, byśmy podążali za Nim. Starajmy się pojąć, że Jego wezwanie ma miejsce także właśnie w chwili obecnej.
Św. John Henry Newman
Św. J. H. Newman (+1890) założył Oratorium Angielskie w Birmingham i jako kaznodzieja odznaczał się wielką elokwencją.
tłumaczenie własne
wtorek, 28 stycznia 2020
CZY JESTEŚ DRUGIM MESJASZEM?
Prorok Eliasz należy do tych postaci Starego Testamentu, które mocno zapadły w serca i umysły narodu wybranego. Zgodnie z przekonaniem, jakie żyło wśród Izraelitów, Eliasz zabrany kiedyś przez Boga do nieba na wozie ognistym przyjdzie jeszcze raz na ziemię, by zapowiedzieć nastanie ery mesjańskiej. Tradycja ta ma swoje rzeczowe podstawy w przepowiedni proroka Malachiasza, u którego czytamy słowa: Oto ja poślę wam proroka, Eliasza, przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego (3,23). W dzisiejszej Ewangelii słyszeliśmy słowa Chrystusa: że Eliasz już przyszedł, a więc rozpoczął się już dla nas święty czas zbawienia.
Wprowadzenie przez liturgię postaci proroka Eliasza do naszych adwentowych rozważań ma swoją wymowę i wagę. Eliasza, jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu dzisiejszym, to postać ognista, którego słowo płonęło jak pochodnia. To człowiek zdecydowany i jednoznaczny. Jego programem życia była nieustanna troska o prawa w świecie. Upominając się o te prawa, jak to czytamy w 3 Księdze Królewskiej (18,21), jakże odważnie i śmiało wystąpił przeciw niezdecydowaniu swoich rodaków: Dokądże — powiedział do nich — będziecie chwiać się na obie strony ? Jeśli Jahwe jest prawdziwym Bogiem, to Jemu służcie, a jeśli Baal — to służcie Baalowi. Bądźcie zatem zdecydowani.
Adwent jest takim czasem, w którym trzeba się zdecydować: albo pójść za Bogiem, za Chrystusem, ukochać Go i Jemu wiernie służyć, albo stanąć przeciw Niemu. Postawa proroka Eliasza pozwala nam teraz rozwiązać ten dylemat. Nie darmo Kościół wprowadza go w adwentowe mroki, blaskiem jego oczu oświetla nam drogę do Chrystusa, nie darmo Chrystus nas upomina, byśmy przyjęli na siebie coś z jego postawy. Najważniejsze, to mieć w sobie ducha Eliaszowej gorliwości.
Z myślą o tej gorliwości i trosce o chwałę Bożą, Chrystus nazywa Jana Chrzcicielu w dzisiejszej Ewangelii nowym Eliaszem. On także, jak drugi Eliasz błysnął światu w oczy blaskiem swej odwagi. On także wzywał do stałości w wierze, podprowadził wątpiących i słabych na spotkanie z Chrystusem. Wielka szkoda, że współcześnie z nim żyjący ludzie, nie poznali go i postąpili nim jak chcieli (w. 12), tzn. pozbawili go życia. Jakże fatalną popełnili pomyłkę. Mieli w jego osobie najwspanialszy wzór, który przygotowywał ich na przyjście Mesjasza, a oni wzgardzili nim.
Dzisiejsza Ewangelia wspominając Jana Chrzciciela i jego męczeńską śmierć czyni także aluzję do męki i śmierci Chrystusa. Śmierć bowiem poprzednika Chrystusa, ma Apostołów i nas wszystkich przygotować na zrozumienie cierpień boskiego Mistrza. W tym sensie w dzisiejszej Ewangelii sam Chrystus wypowiada słowa: Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał (w. 12). Skąd te myśli o cierpieniu, męce i śmierci Chrystusa w kontekście adwentowego oczekiwania? Jeszcze Chrystus nie narodził się, a już wtłaczamy Mu koronę cierniową na głowę. Ma to głębokie znaczenie teologiczne. Narodzenie bowiem Chrystusa wiąże się organicznie z Jego męką. Tylko w świetle tej męki stanowi pełnowartościowy element historii zbawienia człowieka. Jeśli Jana Chrzciciela prześladowali, jeśli to samo robili z prorokami, mędrcami i uczonymi Starego Zakonu, to czy Syna Człowieczego ma spotkać inny los? On, Apostołowie i wierne rzesze Jego wyznawców, muszą także to wycierpieć i tak wejść do chwały swojej.
Syn Człowieczy cierpiał z rąk tych samych ludzi, którzy przyczynili się do śmierci Jana Chrzciciela. Nie chodzi jednak tylko o fizyczny i psychiczny ból straszliwych tortur. Słowo „paschein" zastosowane przez Ewangelistę oznacza wejście w paschalny wymiar cierpienia. Jezus nie przyjmuje go biernie, wprost przeciwnie - czyni z niego przejście z grzechu do wolności. Biorąc dobrowolnie na siebie zadawane Mu cierpienia, wprowadza nas w nowe życie. Pytanie tylko, czy chcemy owo życie w pełni przyjąć z Jego ręki. Odpowiedź kryje się po części także w naszym sposobie przyjmowania krzywd zadawanych nam ze względu na Jego imię. Możemy bowiem agresją reagować na prześladowania i żywić w sercu nienawiść. Albo możemy przyjąć w krzyżu przemocy objawiającą się nam paschalną rzeczywistość. Wówczas postępujemy w duchu Eliasza. Jednocząc się z naszym Panem, ogłaszamy Boże królestwo i całą naszą postawą potwierdzamy w tym świecie Jego moc.
Aby jednak cierpienie nas nie załamało, dzisiejsza liturgia mszalna ukazuje nam jego wartość w kontekście osoby Eliasza i sceny Przemienienia Pańskiego na górze Tabor. Dzisiejsza Ewangelia jest bowiem zakończeniem, jakby podsumowaniem ściśle z nią powiązanego wcześniejszego opowiadania. W tym opowiadaniu trzej Apostołowie: Piotr, Jakub i Jan oglądają przemienionego Chrystusa w towarzystwie Mojżesza i Eliasza. Wszystko to dokonało się po to, aby wydarzenia późniejszych dni były dla nich lżejsze i łatwiejsze do przeżycia.
Kiedy dziś przygotowujemy się na Boże Narodzenie pomyślmy o tym, że może na naszej drodze do betlejemskiej groty nie wszystko będzie wyglądało różowo, nie wszystko ułoży się po naszej myśli. Może niejedna przeciwność, cierpienie i trud będą próbowały oddalić nas, albo może całkiem odsunąć od Chrystusa. Wspomnijmy sobie wtedy Jego słowa: Nigdy nie jest uczeń większy nad swego mistrza. Mnie prześladowali i was prześladować będą. Ale ufajcie — ja zwyciężyłem świat (J 15,20).
Postać Eliasza z dzisiejszej Ewangelii, niech będzie dla nas natchnieniem i zachętą do tego, by za wszelką cenę stać się sobie i światu drugim Eliaszem. Do zrealizowania tego postanowienia ma nam dopomóc Msza Św., w której obecnie bierzemy udział. W niej także Chrystus przemienia się i cierpi. Bierzmy z niej pełnymi dłońmi moc do znoszenia po chrześcijańsku naszych cierpień i zachętę do stałej, permanentnej przemiany.
Grudzień 2019, ks. Adam Ogiegło - Dzień skupienia Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka
Wprowadzenie przez liturgię postaci proroka Eliasza do naszych adwentowych rozważań ma swoją wymowę i wagę. Eliasza, jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu dzisiejszym, to postać ognista, którego słowo płonęło jak pochodnia. To człowiek zdecydowany i jednoznaczny. Jego programem życia była nieustanna troska o prawa w świecie. Upominając się o te prawa, jak to czytamy w 3 Księdze Królewskiej (18,21), jakże odważnie i śmiało wystąpił przeciw niezdecydowaniu swoich rodaków: Dokądże — powiedział do nich — będziecie chwiać się na obie strony ? Jeśli Jahwe jest prawdziwym Bogiem, to Jemu służcie, a jeśli Baal — to służcie Baalowi. Bądźcie zatem zdecydowani.
Adwent jest takim czasem, w którym trzeba się zdecydować: albo pójść za Bogiem, za Chrystusem, ukochać Go i Jemu wiernie służyć, albo stanąć przeciw Niemu. Postawa proroka Eliasza pozwala nam teraz rozwiązać ten dylemat. Nie darmo Kościół wprowadza go w adwentowe mroki, blaskiem jego oczu oświetla nam drogę do Chrystusa, nie darmo Chrystus nas upomina, byśmy przyjęli na siebie coś z jego postawy. Najważniejsze, to mieć w sobie ducha Eliaszowej gorliwości.
Z myślą o tej gorliwości i trosce o chwałę Bożą, Chrystus nazywa Jana Chrzcicielu w dzisiejszej Ewangelii nowym Eliaszem. On także, jak drugi Eliasz błysnął światu w oczy blaskiem swej odwagi. On także wzywał do stałości w wierze, podprowadził wątpiących i słabych na spotkanie z Chrystusem. Wielka szkoda, że współcześnie z nim żyjący ludzie, nie poznali go i postąpili nim jak chcieli (w. 12), tzn. pozbawili go życia. Jakże fatalną popełnili pomyłkę. Mieli w jego osobie najwspanialszy wzór, który przygotowywał ich na przyjście Mesjasza, a oni wzgardzili nim.
Dzisiejsza Ewangelia wspominając Jana Chrzciciela i jego męczeńską śmierć czyni także aluzję do męki i śmierci Chrystusa. Śmierć bowiem poprzednika Chrystusa, ma Apostołów i nas wszystkich przygotować na zrozumienie cierpień boskiego Mistrza. W tym sensie w dzisiejszej Ewangelii sam Chrystus wypowiada słowa: Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał (w. 12). Skąd te myśli o cierpieniu, męce i śmierci Chrystusa w kontekście adwentowego oczekiwania? Jeszcze Chrystus nie narodził się, a już wtłaczamy Mu koronę cierniową na głowę. Ma to głębokie znaczenie teologiczne. Narodzenie bowiem Chrystusa wiąże się organicznie z Jego męką. Tylko w świetle tej męki stanowi pełnowartościowy element historii zbawienia człowieka. Jeśli Jana Chrzciciela prześladowali, jeśli to samo robili z prorokami, mędrcami i uczonymi Starego Zakonu, to czy Syna Człowieczego ma spotkać inny los? On, Apostołowie i wierne rzesze Jego wyznawców, muszą także to wycierpieć i tak wejść do chwały swojej.
Syn Człowieczy cierpiał z rąk tych samych ludzi, którzy przyczynili się do śmierci Jana Chrzciciela. Nie chodzi jednak tylko o fizyczny i psychiczny ból straszliwych tortur. Słowo „paschein" zastosowane przez Ewangelistę oznacza wejście w paschalny wymiar cierpienia. Jezus nie przyjmuje go biernie, wprost przeciwnie - czyni z niego przejście z grzechu do wolności. Biorąc dobrowolnie na siebie zadawane Mu cierpienia, wprowadza nas w nowe życie. Pytanie tylko, czy chcemy owo życie w pełni przyjąć z Jego ręki. Odpowiedź kryje się po części także w naszym sposobie przyjmowania krzywd zadawanych nam ze względu na Jego imię. Możemy bowiem agresją reagować na prześladowania i żywić w sercu nienawiść. Albo możemy przyjąć w krzyżu przemocy objawiającą się nam paschalną rzeczywistość. Wówczas postępujemy w duchu Eliasza. Jednocząc się z naszym Panem, ogłaszamy Boże królestwo i całą naszą postawą potwierdzamy w tym świecie Jego moc.
Aby jednak cierpienie nas nie załamało, dzisiejsza liturgia mszalna ukazuje nam jego wartość w kontekście osoby Eliasza i sceny Przemienienia Pańskiego na górze Tabor. Dzisiejsza Ewangelia jest bowiem zakończeniem, jakby podsumowaniem ściśle z nią powiązanego wcześniejszego opowiadania. W tym opowiadaniu trzej Apostołowie: Piotr, Jakub i Jan oglądają przemienionego Chrystusa w towarzystwie Mojżesza i Eliasza. Wszystko to dokonało się po to, aby wydarzenia późniejszych dni były dla nich lżejsze i łatwiejsze do przeżycia.
Kiedy dziś przygotowujemy się na Boże Narodzenie pomyślmy o tym, że może na naszej drodze do betlejemskiej groty nie wszystko będzie wyglądało różowo, nie wszystko ułoży się po naszej myśli. Może niejedna przeciwność, cierpienie i trud będą próbowały oddalić nas, albo może całkiem odsunąć od Chrystusa. Wspomnijmy sobie wtedy Jego słowa: Nigdy nie jest uczeń większy nad swego mistrza. Mnie prześladowali i was prześladować będą. Ale ufajcie — ja zwyciężyłem świat (J 15,20).
Postać Eliasza z dzisiejszej Ewangelii, niech będzie dla nas natchnieniem i zachętą do tego, by za wszelką cenę stać się sobie i światu drugim Eliaszem. Do zrealizowania tego postanowienia ma nam dopomóc Msza Św., w której obecnie bierzemy udział. W niej także Chrystus przemienia się i cierpi. Bierzmy z niej pełnymi dłońmi moc do znoszenia po chrześcijańsku naszych cierpień i zachętę do stałej, permanentnej przemiany.
Grudzień 2019, ks. Adam Ogiegło - Dzień skupienia Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka
środa, 18 grudnia 2019
Powołał Andrzeja Apostoła
Ostatnie dni roku liturgicznego obfitowały we fragmenty opisujące zburzenie Jerozolimy bądź też znaki i wydarzenia poprzedzające koniec świata. Dziś, w ostatni dzień roku liturgicznego liturgia stawia nam przed oczy Apostoła Andrzeja, brata znanego nam dobrze Piotra Apostoła.
Jezus powołuje swoich uczniów, jednego po drugim, tam, gdzie żyją. To On przychodzi do Andrzeja, Piotra, Jakuba, kiedy łowią ryby. Powołuje ich, a oni zostawiają swój zawód, swoich bliskich, swoją przeszłość i natychmiast idą z Jezusem. Towarzyszą Mu na modlitwie, przy posiłkach, kiedy naucza i kiedy czyni cuda. Jednak po trzech latach formacji i ciągłej bliskości z Chrystusem porzucają Go - wciąż nie są gotowi na mękę. A Jezus po zmartwychwstaniu znowu do nich przychodzi, aby ich przekonać, że żyje. To jakby drugie powołanie. Dopiero napełnieni Duchem Świętym, staną się gotowi na wszystko, ze względu na Jezusa.
Jeśli dane nam było kiedykolwiek lub też będzie nam dane znaleźć się w bazylice św. Piotra w Watykanie, znajdziemy postać św. Andrzeja jako jedną z czterech postaci znajdujących się w pobliżu ołtarza papieskiego. Ze świętym Andrzejem jednak spotykamy się częściej, niż nam się wydaje. Wszak przed przejazdami kolejowymi ci, którzy są kierowcami, bez trudu wskażą krzyż św. Andrzeja. Inny, niż krzyż na którym umierał Zbawiciel, inny od tego, na jakim skonał brat apostoła – św. Piotr.
Św. Andrzej pierwszy poszedł za Jezusem. To on przyprowadził do Niego Piotra. Choć nie jest wymieniony imiennie jak Piotr, pośród tych, którzy zapewniali, że za Mistrza gotowi są oddać życie, to w chwili próby, podobnie jak pozostałych apostołów zabrakło go na Golgocie.
Do każdego z nas Jezus przychodzi osobiście. Tam, gdzie toczy się moje życie. Każdego wzywa po imieniu i powtarza swoje „Nie bójcie się" i „Pójdź za Mną". On chce mi objawiać Ojca, chce mnie uzdrawiać, ożywiać, nauczać, posyłać. Niezależnie od tego, jak długo już mnie formuje, ciągle na nowo przekonuje o zmartwychwstaniu i posyła swego Świętego Ducha, abym wreszcie uwierzył do końca i przestał uciekać spod krzyża. Powołuje mnie po raz drugi i trzeci, i setny, i kolejny. Nawet jeśli sam jestem już sobą rozczarowany, Bóg nigdy ze mnie nie rezygnuje.
My też poszliśmy za Jezusem. Ofiarujemy Mu swój czas, modlitwę, zawierzamy życiowe decyzje i wybory. Jednak wiara w Mistrza z Nazaretu musi nas pobudzać do coraz większej ofiary z życia. Pójście za Panem nie jest bowiem przynależnością do stowarzyszenia czy partii politycznej. Jezus wybrał nas i powołał. Niekiedy dziwimy się a nawet buntujemy, że nasze życie wiary prowadzi nas po trudnej, kamienistej i ciernistej drodze. Jednak warto abyśmy pamiętali, że na końcu tej drogi czeka nas życie a nie śmierć, zbawienie obiecane tym, którzy wytrwają do końca.
W dzisiejszych czasach nieco zapomnieliśmy, że w życie chrześcijanina wpisana jest ofiara, a niekiedy nawet męczeństwo. Powołanie do pójścia za Panem, to tak jak w przypadku apostołów powołanie do zaparcia się siebie i odważnego wyznawania wiary. Pamiętając o tym pamiętajmy także, że do ostatecznej ofiary z życia apostołowie długo dorastali i dojrzewali.

Jutro wejdziemy w Adwent, w radosne oczekiwanie na przyjście Pana. To dobry czas, aby na nowo usłyszeć Jezusowe „Pójdź za Mną". Aby zobaczyć momenty, kiedy Bóg objawiał mi swoją miłość i swoją wolę. Aby natychmiast porzucić wszystko to, co mnie obciąża i blokuje na drodze wiary, i pójść za Nim.
„Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię.” Powołał mnie do wiary, do świętości, do miłości, do życia wiecznego. Powołał mnie do jedności z Nim we wspólnocie Kościoła. A to, do czego mnie powołał, sam chce we mnie urzeczywistnić. Przychodzi w tej Eucharystii, aby mnie przemieniać. Czy może uczynić mnie świętym? Skoro świętymi uczynił Andrzeja i innych, których wybrał...
Homilia wygłoszona przez ks. Adama Ogiegło na listopadowym dniu skupienia.
Jezus powołuje swoich uczniów, jednego po drugim, tam, gdzie żyją. To On przychodzi do Andrzeja, Piotra, Jakuba, kiedy łowią ryby. Powołuje ich, a oni zostawiają swój zawód, swoich bliskich, swoją przeszłość i natychmiast idą z Jezusem. Towarzyszą Mu na modlitwie, przy posiłkach, kiedy naucza i kiedy czyni cuda. Jednak po trzech latach formacji i ciągłej bliskości z Chrystusem porzucają Go - wciąż nie są gotowi na mękę. A Jezus po zmartwychwstaniu znowu do nich przychodzi, aby ich przekonać, że żyje. To jakby drugie powołanie. Dopiero napełnieni Duchem Świętym, staną się gotowi na wszystko, ze względu na Jezusa.
Jeśli dane nam było kiedykolwiek lub też będzie nam dane znaleźć się w bazylice św. Piotra w Watykanie, znajdziemy postać św. Andrzeja jako jedną z czterech postaci znajdujących się w pobliżu ołtarza papieskiego. Ze świętym Andrzejem jednak spotykamy się częściej, niż nam się wydaje. Wszak przed przejazdami kolejowymi ci, którzy są kierowcami, bez trudu wskażą krzyż św. Andrzeja. Inny, niż krzyż na którym umierał Zbawiciel, inny od tego, na jakim skonał brat apostoła – św. Piotr.
Św. Andrzej pierwszy poszedł za Jezusem. To on przyprowadził do Niego Piotra. Choć nie jest wymieniony imiennie jak Piotr, pośród tych, którzy zapewniali, że za Mistrza gotowi są oddać życie, to w chwili próby, podobnie jak pozostałych apostołów zabrakło go na Golgocie.
Do każdego z nas Jezus przychodzi osobiście. Tam, gdzie toczy się moje życie. Każdego wzywa po imieniu i powtarza swoje „Nie bójcie się" i „Pójdź za Mną". On chce mi objawiać Ojca, chce mnie uzdrawiać, ożywiać, nauczać, posyłać. Niezależnie od tego, jak długo już mnie formuje, ciągle na nowo przekonuje o zmartwychwstaniu i posyła swego Świętego Ducha, abym wreszcie uwierzył do końca i przestał uciekać spod krzyża. Powołuje mnie po raz drugi i trzeci, i setny, i kolejny. Nawet jeśli sam jestem już sobą rozczarowany, Bóg nigdy ze mnie nie rezygnuje.
My też poszliśmy za Jezusem. Ofiarujemy Mu swój czas, modlitwę, zawierzamy życiowe decyzje i wybory. Jednak wiara w Mistrza z Nazaretu musi nas pobudzać do coraz większej ofiary z życia. Pójście za Panem nie jest bowiem przynależnością do stowarzyszenia czy partii politycznej. Jezus wybrał nas i powołał. Niekiedy dziwimy się a nawet buntujemy, że nasze życie wiary prowadzi nas po trudnej, kamienistej i ciernistej drodze. Jednak warto abyśmy pamiętali, że na końcu tej drogi czeka nas życie a nie śmierć, zbawienie obiecane tym, którzy wytrwają do końca.
W dzisiejszych czasach nieco zapomnieliśmy, że w życie chrześcijanina wpisana jest ofiara, a niekiedy nawet męczeństwo. Powołanie do pójścia za Panem, to tak jak w przypadku apostołów powołanie do zaparcia się siebie i odważnego wyznawania wiary. Pamiętając o tym pamiętajmy także, że do ostatecznej ofiary z życia apostołowie długo dorastali i dojrzewali.

Jutro wejdziemy w Adwent, w radosne oczekiwanie na przyjście Pana. To dobry czas, aby na nowo usłyszeć Jezusowe „Pójdź za Mną". Aby zobaczyć momenty, kiedy Bóg objawiał mi swoją miłość i swoją wolę. Aby natychmiast porzucić wszystko to, co mnie obciąża i blokuje na drodze wiary, i pójść za Nim.
„Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię.” Powołał mnie do wiary, do świętości, do miłości, do życia wiecznego. Powołał mnie do jedności z Nim we wspólnocie Kościoła. A to, do czego mnie powołał, sam chce we mnie urzeczywistnić. Przychodzi w tej Eucharystii, aby mnie przemieniać. Czy może uczynić mnie świętym? Skoro świętymi uczynił Andrzeja i innych, których wybrał...
Homilia wygłoszona przez ks. Adama Ogiegło na listopadowym dniu skupienia.
piątek, 13 grudnia 2019
Ten, Który Nadchodzi
Adwent to obcy wyraz. Znaczy "nadchodzący". Adwent łączy się z takim wyrażeniem, jak "przybywający wkrótce". Kiedy coś nadchodzi, kiedy spodziewamy się jakiegoś wydarzenia, adwentu, zazwyczaj jesteśmy czujni wewnętrznie. Nasłuchujemy. Moja rodzina przyjeżdża na Boże Narodzenie i ja jestem na wsi, i nasłuchuję odgłosu samochodu. To szczególny samochód i ja jestem nastawiona na szczególne nasłuchiwanie.
Adwent jest pięknym okresem. To czas odnowy; to zwłaszcza czas przebaczenia, ponieważ Bóg obdarzył nas swoim przeznaczeniem w postaci Syna. Rok kościelny rozpoczyna się w Adwencie. I za każdym razem, gdy nadchodzi, moje serce drży na nowo ...

Słowo adwent posiada dwa znaczenia. Oznacza nadejście nowego okresu liturgicznego, czas przygotowania do Bożego Narodzenia, do przybycia naszego Pana jako Dziecka na ziemię, do Jego wcielenia w czasie. Ale oznacza również inny adwent - paruzję, powtórne przyjście Chrystusa, w chwale, na końcu świata. Tego adwentu rosyjskie serca pragną i oczekują. Mają nadzieję, że to wydarzy się jeszcze w ciągu ich życia, a jeżeli nie, to cieszą się, że to wydarzy się w czyimś życiu.
Te dwa Adwenty łączą się wzajemnie w mojej duszy, umyśle i sercu. Przynoszą pragnienie i tęsknotę, są okresami oczekiwania. Oczekiwania na co? Na kogo? Dla mnie na Niesamowitą Miłość, na Pana, na Chrystusa.
Służebnica Boża Catherine de Hueck Doherty
Catherine de Hueck Doherty (+1985) urodziła się w Rosji i była założycielką Madonna House w Combermere w Kanadzie.
tłumaczenie własne
sobota, 23 listopada 2019
Modlitwa do Chrystusa Króla

Chryste, nasz Królu,
Zstąpiłeś z tronu Krzyża
Aby królować w wrażliwych sercach
Z tronu Krzyża
Wskazujesz ludzkości
drogę do krainy szczęścia.
Na tronie Krzyża
otwierasz nam
cudowne bogactwo
Twego Serca.
O Królu Dusz, dziękuję Ci,
że pozwalasz mi wzrastać
w cieniu krzyża.
Zbawicielu, pozwól mi,
moim bliskim i mojemu narodowi
odczuwać ciepło, miłość
i moc Twego Serca.
Amen
Modlitwa ta pochodzi z modlitewnika, spisanego odręcznie przez cztery litewskie dziewczęta, które zostały deportowane na Syberię w okresie II. wojny światowej. W 1953 roku modlitewnik znalazł się na Zachodzie, gdzie został przetłumaczony na osiem języków i doczekał się wielu wydań. Pierwsze angielskie wydanie ukazało się w USA w 1959 r., natomiast w Wielkiej Brytanii w 1964 r. Imiona czterech litewskich dziewcząt to: Lione, Vale, Levute i Adele.
tłumaczenie własne
Subskrybuj:
Posty (Atom)