poniedziałek, 17 lipca 2017

MIŁOŚĆ WZAJEMNA

Św. Teresa z Awila w swojej książce "Droga doskonałości" (XVI. wiek) wskazuje drogę, jaką należy iść, aby osiągnąć doskonałość. W drugiej części książki pisze między innymi o tym, jak oczyścić własną miłość.

OCZYSZCZENIE MIŁOŚCI

Istnieje w nas podwójna zdolność kochania, jedna duchowa a druga zmysłowa. Możemy więc kochać wolą i uczuciem, a zwykle jednoczymy jedno z drugim, bo jesteśmy jedną naturą i jedną osobą. Miłością zmysłową kierują zmysły a miłością duchową rozum. Miłość zmysłowa jest mniej szlachetna, bo szuka ona dla siebie zadowolenia i korzyści. Miłość woli, skierowana ku czynieniu dobrze innym, jest miłością życzliwości. By czynić dobrze innym, jestem gotowy zapomnieć o sobie samym, wyrzec się własnej korzyści – to jest miłość szlachetna, podczas gdy tamta, zmysłowa, pozostaje często o wiele od niej niższa..

Miłość nadprzyrodzona jest duchowa, a nie zmysłowa. By nas doprowadzić do zażyłości z sobą, Bóg podniósł nasze władze do dziedziny nadprzyrodzonej. Miłość, jaką zapalił w nas, jest miłością duchową czyli woli, miłością, którą podtrzymuje rozum. Lecz podtrzymuje ją już nie rozum naturalny, ale rozum oświecony wiarą.

Nasi pierwsi rodzice, podobnie jak my, posiadali podwójną zdolność kochania, lecz mieli również szczególny dar Boży, doskonałą równowagę, która wprowadzała w nich harmonię między miłością duchową a zmysłową. Po zburzeniu tej pierwotnej równowagi my możemy powrócić do tej doskonałej równowagi tylko poprzez mocne wychowanie w cnotach. Nie można temu zapobiec, by wola nie skłaniała się raczej ku jednej osobie, niż ku drugiej, bo jest to rzecz naturalna, mówi św. Teresa z Awila. Jest to rzecz naturalna, ponieważ pociąg zewnętrzny, który rodzi sympatię, działa również na wolę:"Często natura pociąga nas do kochania osoby mniej cnotliwej, ale bardziej wyposażonej w zalety przyrodzone. Sprzeciwiajmy się mężnie tej skłonności i nie dopuszczajmy jej zapanować nad sobą. Miłujmy cnotę i dobro wewnętrzne i czuwajmy zawsze starannie nad sobą, by nie przywiązywać żadnej waga do powabów zewnętrznych" – pisze św. Teresa.

Czuwajmy nad sobą od samego początku. Jednak spraw serca nie należy załatwiać gwałtownie, raczej trzeba serce wychowywać, podnosząc je i skierowując do dóbr nadprzyrodzonych.

PRAKTYKA MIŁOŚCI OCZYSZCZONEJ

Św. Teresa, mówiąc o praktyce miłości czysto duchowej, przeciwstawia ją miłości naturalnej, dozwolonej zresztą, lecz tej, która prowadzi do słabostek, ponieważ nie jest miłością doskonałą. Miłość naturalna stara się o dobro materialne osób i każe nam troszczyć się, gdy osoba, której dobrze życzymy, cierpi. Niepokoimy się wówczas, chcielibyśmy, aby nie cierpiała, aby się cierpienie skończyło. Miłość nadprzyrodzona zaś zajmuje się wyłącznie dobrem duchowym osoby umiłowanej i nigdy nie pozwala zapomnieć, że prawdziwe dobro stanowi postęp w łasce uświęcającej, zbawienie, świętość. Zdajemy sobie sprawę, że nie można stać się świętym bez cierpienia. Będziemy więc umieli cenić doświadczenia, jakim podlegają nasze dusze i w tych utrapieniach i przeciwnościach dojrzymy działanie Boga, który chce nas oczyścić i uświęcić. Chociaż nasza miłość pozostaje nadprzyrodzoną i chociaż się ceni cierpienie, pierwszym poruszeniem w nas jest pewna przykrość, lecz będzie ona opanowana przez wolę i dlatego takie uczucie różni się bardzo od uczucia zmysłowego, nieuporządkowanego i gwałtownego. Widząc duszę, która umie korzystać ze swoich cierpień, powinniśmy się tym cieszyć, bo znamy wartość tego wielkiego środka uświęcenia.

Kiedy widzimy osobę cierpiącą, powinniśmy się modlić, aby była stale i w pełni zdana na Boga, aby miała cierpliwość i siłę potrzebną do wykorzystania tego doświadczenia. Zarazem powinniśmy nie tylko modlitwą, ale i czynem przyczyniać się do ulżenia doli osoby cierpiącej. Nasza życzliwość nie powinna być słabością, która zgadza się na zło, lecz współczuciem, które pragnie doskonałości bliźniego i niełatwo wierzy, jakoby ona już została osiągnięta.

Powyższy tekst opracowałem na podstawie książki pt.: "Na drogach życia duchowego" autora o. Gabriela od św. Marii Magdaleny; wyd. O.O. Karmelitów Bosych, 1965 r.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

W świecie kłamstwa

Kolejna nasza refleksja dotyczy ósmego przykazania. Nie zawsze uświadamiamy sobie, że jednym z najgroźniejszych narzędzi niszczenia człowieka jest kłamstwo. Ono też sprowadza na ludzi moc nieszczęść. Największa słabość ludzkiej natury polega bowiem na tym, że można nas stosunkowo łatwo okłamać. Wiedział o tym szatan i pierwszy cios wymierzył właśnie w ten słaby punkt. Skłamał, mówiąc pierwszej kobiecie: „Nie umrzecie”, gdy spożyjecie z drzewa wiadomości dobra i zła. Pierwszy człowiek dał się okłamać, padł ofiarą kłamstwa, ale co gorsze, zaraził się kłamstwem i ojca kłamstwa - szatana - potraktował jako swego mistrza.

Dlaczego ludzie kłamią? Ponieważ kłamstwo daje doraźną korzyść. Niejeden bogacz tego świata zbił swój majątek, posługując się kłamstwem, niejeden sięgnął po wysokie stanowisko, zdradzając po drodze prawdę. W tym świecie odnoszenie sukcesu drogą w stu procentach uczciwą jest zjawiskiem bardzo rzadkim. Nawet jeśli sam człowiek nie kłamie, to kłamią ci, którzy mu pomagają w robieniu kariery. Obserwujemy to we wszystkich dziedzinach życia, a więc w polityce, która polega na umiejętnym okłamywaniu rywali; w reklamie, będącej sprężyną handlu; w sporcie, gdzie coraz częściej stosuje się środki dopingujące. Biblia mówi nawet o kłamstwie w ustach kapłanów, których gromi prorok Malachiasz i o zakłamaniu teologów żydowskich oraz faryzeuszów, które piętnuje sam Jezus. Wniosek stąd prosty - nawet życie religijne nie jest wolne od niebezpieczeństwa, jakim jest kłamstwo.

Kłamstwem posługuje się propaganda, która mówi tylko to, co dla niej korzystne. Radio, telewizja, Internet, prasa okłamują świat i dyktują wszystkim swój sposób myślenia i patrzenia. Środki masowego przekazu ukazują rzeczywistość w krzywym zwierciadle, tak jak to leży w interesie tych, którzy się tymi środkami posługują. Człowiek, który kocha prawdę, niejednokrotnie chcąc ratować swą wrażliwość sumienia musi umieć wyłączyć telewizor, radio, czy odłożyć prasę, aby sfałszowany obraz świata nie zniekształcił jego myślenia.

Z kłamstwem mamy do czynienia na każdym kroku w naszym codziennym życiu. Wszędzie tam, gdzie przychodzę zgodnie z rozkładem jazdy, a muszę czekać na opóźniony autobus czy pociąg - zostałem okłamany. Gdy sprzedawca daje nam przeterminowany towar  - kłamie. Gdy mąż wyjeżdża do przyjaciółki, a tłumaczy się delegacją z pracy - kłamie. Gdy urzędnik podpisuje listę obecności w pracy, a spaceruje po sklepie - kłamie. Gdy pacjent, któremu lekarz zabronił palenia, w ukryciu zaciąga się papierosem - kłamie...

Mówi się dziś wiele o ratowaniu zanieczyszczonego środowiska naturalnego, a więc powietrza, ziemi, wody, tymczasem ratowanie życia na ziemi trzeba rozpocząć od wielkiego alarmu z powodu zanieczyszczenia kłamstwem ludzkich serc. Kłamstwo bowiem ciągle tuszuje wszelkie inne zanieczyszczenia, wiodące do śmierci życia religijnego, moralnego, psychicznego, a nawet biologicznego. Niezwykle groźnym zanieczyszczeniem dzisiejszego świata jest kłamstwo.

Chrześcijanie żyją w świecie kłamstwa i nie ma w tym nic dziwnego, bo kłamstwo jest prawem tego świata. Przerażające natomiast jest całkowite zlekceważenie przez nas samych zła zawartego w kłamstwie. Wmontowaliśmy kłamstwo w życie jako jego element składowy. Nie walczymy z kłamstwem przy pomocy prawdy, lecz na kłamstwo odpowiadamy kłamstwem. Mnie oszukują, więc ja mogę, a nawet muszę oszukiwać; muszę, aby żyć. Jest to jednak zdrada nauki Jezusa, który jasno powiedział: „Mowa wasza niech będzie: tak - tak; nie - nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).

Świat może kłamać. Chrześcijanin nie może kłamać. Powiedział bowiem na chrzcie Bogu, iż wyrzeka się złego, a więc odszedł od ojca kłamstwa, a opowiedział się po stronie Chrystusa, który „po to się narodził i po to przyszedł na świat, by dać świadectwo prawdzie" (J 18,37). Jeśli człowiek po chrzcie kłamie, opuszcza Chrystusa i wraca do ojca kłamstwa - szatana. Prawdziwego chrześcijanina najłatwiej rozpoznać we współczesnym świecie po prawdomówności. Jego usta nie kłamią. Chrystus potrzebuje świadków prawdy. Mamy udowodnić, że tu na ziemi można żyć trwając wiernie przy prawdzie.

Jak chrześcijanin winien się zachować w świecie kłamstwa?

Winien mieć świadomość potęgi kłamstwa zalewającego współczesne pokolenie. Winien doskonalić filtr zdrowego krytycyzmu, a więc tę umiejętność, która potrafi właściwie ocenić docierające do niego informacje. Tak długo nie można przyjmować informacji jako pewnych, jak długo nie sprawdzimy kto, z jakiego powodu i w jakim celu je podaje. Trzeba szukać ludzi godnych zaufania, którzy nie kłamią, kochają prawdę i żyją w świecie prawdy. W spotkaniu z nimi można odetchnąć prawdą i odkryć jej moc. Trzeba otworzyć Ewangelię i przez kilkanaście minut uważnie ją poczytać. Słowo Boga nie kłamie. To jest czysta prawda. W świecie kłamstwa nie zginie tylko ten, kto nie straci smaku prawdy.

Kazanie wygłosił ks. Adam Ogiegło w maju na dniu skupienia

wtorek, 6 czerwca 2017

WIERSZE HALINY

Widzę

Otwieram okno,widzę chmurki
takie trochę niebieskie,
takie po prostu
jak w inne dni,
bardzo piękne.

Ptaszki śpiewają.

To tu, u nas właśnie,
jest tak pięknie.


* * * * *


Te gwiazdki na niebie
Chodzą po przestworzach
Z niepojętą precyzją.

Tak przepięknie
Pan Bóg stworzył to wszystko
I urządził.


* * * * *


Gdy byłam mała
myślałam,
że gdy gałęzie drzew się kołyszą
to robią wiatr

A to jest właśnie odwrotnie

Wiatr oczyszcza nam powietrze,
również deszcz

Gałęzie kołyszą się w wietrze

Pan Bóg daje nam deszcz,
słońce i wiatr,
by świat był piękny.

Trawa się zieleni,
kwiaty rozkwitają. I biegniemy do mamy
i mówimy: Pan Bóg jest nam łaskawy.



Halina, autorka trzech zamieszczonych powyżej utworów, pisała wiersze przez cały okres swego życia. Niektóre z nich były drukowane na ręcznym powielaczu jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku w gronie amatorskim. Niestety z całości zachowało się zaledwie kilka utworów, i to z ostatniego okresu życia. Pomimo różnych dolegliwości, związanych z podeszłym wiekiem, wiersze te tchną nieprzepartą pogodą ducha.

Wiersze te należy zaliczyć do liryki osobistej, w której autorka wyraża uczucia konkretnej osoby. Obrazowaniem poetyckim nazywamy sposób przedstawiania rzeczywistości poetyckiej. Autorka liryków odzwierciedla rzeczywistość dokładnie, nie pomija szczegółów. Taki obraz świata, dający złudzenie prawdziwego, nazywamy obrazowaniem realistycznym, mimetycznym (naśladującym rzeczywistość). Ponadto w utworach dostrzegamy liczne zdrobnienia – chmurki, ptaszki, gwiazdki. Zdrobnienia te wyrażają pozytywną uczuciową ocenę podmiotu lirycznego.

Z utworów przebijają chrześcijańskie (franciszkańskie) ideały radości życia, zachwytu nad dziełem stworzenia, zjednoczenia człowieka z naturą.

Wydaje się, że płynie stąd niewątpliwa zachęta dla nas. Mianowicie warto pisać wiersze (czy jakieś inne teksty), malować (lub robić jakieś inne dzieła plastyczne lub muzyczne), w czymś się realizować, ponieważ być może będą to jedyne rzeczy materialne, które pozostaną po nas, dające świadectwo, że przeszliśmy przez życie nie będąc obojętnymi na utajone w dziele stworzenia elementy piękna.

opracował Marek

środa, 3 maja 2017

Zabić ducha (życie moralne i religijne)

Ostatnio mówiłem o zagrożeniach dla życia psychicznego, komentując słowa Jezusa: „bójcie się tego, który ciało i duszę może zatracić w piekle". Dziś chwila refleksji nad zagrożeniem życia moralnego i religijnego.

Niszczenie życia duchowego dokonuje się przez wyprowadzenie człowieka ze świata dobra i wprowadzenie go w świat zła; czynienie z człowieka sługi zła. Dobro jest zawsze twórcze, zło zaś - siłą niszczenia. Człowiek moralnie zdrowy wybiera dobro, wie bowiem, że tworząc dobro, ubogaca samego siebie. Człowiek moralnie chory wybiera zło, a popełniając zło, niszczy siebie.



Jakie są formy niszczenia życia moralnego? Pierwsza z nich polega na niszczeniu sumienia. Dokonuje się to przez zacieranie granicy między dobrem a złem. Człowiek o zniszczonym sumieniu, w imię pozorów dobra czyni zło. Droga do tego wiedzie przez wciąganie w kłamstwo, w kradzież, zmuszanie do krzywoprzysięstwa, zdrady, donosicielstwa, namawianie do morderstwa nie narodzonego dziecka, do pracy w niedzielę itp.

Atak jest wymierzony w przykazania. Mordercy ducha dowodzą, że przykazania są tak trudne, iż nie da się według nich żyć. Aby zatem żyć, trzeba je łamać. Innymi słowy, aby ocalić życie biologiczne, należy zabić ducha. Trzeba to dostrzec, bo często jest to działanie programowe. Po zniszczeniu sumienia umiera człowiek, a zostaje inteligentne, drapieżne zwierzę, budzące strach i mogące służyć jako narzędzie niszczenia innych.

Drugą formą zabijania ducha na płaszczyźnie życia moralnego jest zgorszenie. Jest to czyn lub postawa, które czynią drugiego człowieka gorszym, ucząc go popełniania zła. Słowa Chrystusa pod adresem gorszycieli są straszne. „Kto by stał się powodem grzechu jednego z tych małych (...), temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić na szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18, 6-7). „Lepiej by" uśmiercić danego człowieka, tzn. mniejsze zło jest w śmierci fizycznej gorszyciela, niż w śmierci duchowej tych, których gorszy.

Gorszyciel jest współodpowiedzialny za złe czyny człowieka zgorszonego, przez całe jego życie. Wprowadza on człowieka na drogę zła, jest przewodnikiem na tej drodze i dlatego odpowiedzialność za czyny zgorszonego w wielkiej mierze spoczywa na nim. Najcięższą odpowiedzialność za zgorszenie ponoszą rodzice wobec dzieci i kapłan. Wielkość bowiem zgorszenia zależy w dużej mierze od stopnia zaufania, jakim ktoś darzy danego człowieka. Nadużycie zaufania celem wprowadzenia na złą drogę rani serce, które zaufało, pozostawiając ranę nie do uleczenia.

Trzecią formą mordowania życia moralnego jest odebranie człowiekowi nadziei. Człowiek żyje dążąc ku czemuś, lub żyjąc dla kogoś. Potrafi przetrwać najtrudniejsze okresy w życiu, jeśli przyświeca mu nadzieja. Wspomnienia obozowe dotykają jako bardzo bolesnego problemu ludzi, którzy ginęli nie z powodu ciężkiej pracy, razów czy głodu, ale z powodu braku nadziei. Schnęli w oczach, umierali duchowo i nie było lekarstwa na tę ich chorobę.

Można odebrać nadzieję jednostce, wspólnocie, narodowi. Jest to forma zabijania ducha, a uleczenie go jest sprawą bardzo trudną. Łączy się z tym ściśle to, co św. Paweł nazywa „gaszeniem ducha". Ciągłe podcinanie skrzydeł wolności i twórczej pracy. Na co dzień zamyka się to w takich powiedzeniach, jak: „nie warto" pracować, bronić sprawiedliwości, prawdy, dochodzić swego, albo: „nic się nie da zrobić", zwalając wszystko na trudną sytuację, w jakiej się znajduje człowiek, czy naród. Takie podejście niszczy odwagę, wypełnia serce małodusznością. Jest to poważna choroba naszego społeczeństwa. Odpowiedź zdrowego ducha jest prosta: warto być dobrym, warto pracować, warto upomnieć się o prawdę. Da się zrobić wiele, bardzo wiele, tylko trzeba chcieć. Nie sytuacja decyduje o tym, co się da zrobić, ale potęga naszego ducha.

Kończąc refleksję nad tym, co zabija ducha, pragnę jeszcze zwrócić uwagę na morderstwo życia religijnego. Chodzi tu przede wszystkim o odbieranie ludziom wiary. Dokonuje się to albo przez odebranie człowiekowi nadziei religijnej – a więc tej, która zawarta jest w Bożej obietnicy – albo przez zniszczenie zawierzenia Bogu. Nadzieja jest ustawiona ku przyszłości, zawierzenie jest zawsze związane z chwilą obecną, to jest nić łącząca człowieka z Bogiem w dniu dzisiejszym. Przecięcie tej nici strąca człowieka w zwątpienie i pogrąża w rozpaczy. Jest to największa krzywda wyrządzona człowiekowi. „Bójcie się tego, kto ciało i duszę może wtrącić do piekła". Bójcie się tego, kto przecina nić zawierzenia Bogu. Ta śmierć ducha może przyjść nagle, przez uderzenie zła i pokusę zwątpienia, a może się dokonywać stopniowo, przez rozwój choroby zniechęcenia, która prowadzi nad przepaść duchowego samobójstwa. Zwątpienie często rzuca człowieka na dno rozpaczy.

Nie mówię już o narzędziach mordowania ducha. Sądzę, że każdy z Was może je stosunkowo łatwo rozpoznać. Jest to o tyle ważne, że łączy się z rozpoznawaniem metody zabijania ducha. Już i tak długo, w stosunku do innych, zatrzymujemy się przy przykazaniu piątym.



Chcę jedynie odpowiedzieć na pytanie: czy można wskrzesić ducha? Można, póki ciało żyje i człowiek jest świadomy swych decyzji. Proces to jednak bardzo trudny. Z reguły jest potrzebna pomoc człowieka o zdrowym i silnym duchu, nierzadko nawet kilku ludzi, całej wspólnoty oraz szczególnego wsparcia łaski Bożej. Wzywam jednak do wielkiej ostrożności. Nie wolno podać takiemu człowiekowi ręki samemu, bo choroby ducha są bardzo zaraźliwe, a ratowanie duchowego topielca może się skończyć tragicznie. Potrzebne jest zawsze ubezpieczenie w rękach drugiego, mądrego człowieka, który widząc, że nie można uratować tonącego, nie pozwoli utonąć ratownikowi.

Kazanie wygłoszone przez ks. Adama Ogiegło 22.04.2017 na Dniu skupienia

środa, 29 marca 2017

CZTERDZIEŚCI KANDYDATÓW NA OŁTARZE Z MAŁOPOLSKI

Mieszkańcy Małopolski będą mieć nowych patronów w niebie. Jeszcze w tym roku ma się odbyć w Krakowie beatyfikacja pielęgniarki Hanny Chrzanowskiej. To jedna z 40 osób – kandydatów na ołtarze z archidiecezji krakowskiej. Z naszego regionu pochodzi jedna trzecia wszystkich Polaków czekających na aureolę ludzi uznanych za błogosławionych przez Kościół.

W watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych jest obecnie około 200 polskich spraw, zaś archidiecezja krakowska przoduje w kraju pod tym względem. Archidiecezja krakowska prowadzi obecnie około 40 procesów. W innych diecezjach są jedna, góra dwie takie sprawy. Bardziej znani krakowscy kandydaci na ołtarze to Jerzy Ciesielski, profesor Politechniki Krakowskiej, Jan Tyranowski, duchowy "ojciec" Jana Pawła II, ks. Michał Rapacz, zamordowany przez komunistyczną bojówkę w Płokach koło Trzebini, a także doktor Stanisław Kownacki, ordynator ze Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie – Nowej Hucie, Maria Magdalena Epstein – twórczyni szkoły pielęgniarskiej i Wydziału Pielęgniarskiego na UJ, biskup pomocniczy krakowski Jan Pietraszko, ks. Józef Kurzeja, pierwszy proboszcz z Mistrzejowic a wreszcie pielęgniarka Janina Wojnarowska, członkini naszej Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka.

czwartek, 23 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień piąty

BŁOGOSŁAWIONE OWOCE DZIAŁANIA ŁASKI

Dzień 5. – ostatni

”Nieść mamy spokój, rozsądek, opanowanie, prawdziwą miłość, która nie pozwoli, by w nas zło triumfowało. Zanieść mamy te cechy
w swój dom, otoczenie bliższe i dalsze” - z Myśli ks. Witolda Kacza.

Głębokie cierpienie może zadziałać dwojako – albo złamać człowieka i pogrążyć w bezpłodnej rozpaczy, albo oczyścić go wewnętrznie i zrodzić czystą miłość. Próba więzienia, jakiej doświadczył ks. Witold Kacz, zrodziła w nim ideę utworzenia instytutu świeckiego. W sześć lat po opuszczeniu więzienia, w roku 1959 ks. Witold rozpoczął prowadzić comiesięczne dni skupienia dla osób chcących pogłębić swe relacje z Bogiem. Rok później osiem osób składa ślub czystości, tworząc podwaliny instytutu świeckiego. Nowo mianowany biskup pomocniczy Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II włącza się w proces formowania wspólnoty i co najmniej dwa razy w roku uczestniczy w jej spotkaniach. W 1966 roku pięć osób składa wieczyste śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa w obecności kardynała Wojtyły i tak gruntuje się Instytut Świecki o nazwie Sacramentum Unionis.

Według myśli ks. Kacza, wspólnotę mają tworzyć osoby samotne żyjące w świecie, które mieszkają we własnych mieszkaniach i trudnią się pracą zarobkową, a zarazem składają śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Osoby te, poświęcone Bogu, nazywamy świeckimi konsekrowanymi.

Śmierć ks. Witolda Kacza miała miejsce w Krakowie dnia 7 II 1981 r. W następnych latach, po upadku systemu totalitarnego, instytut świecki rozwinął się, zmieniając zarazem nazwę na Wspólnotę Chrystusa Odkupiciela Człowieka. W 1994 r. ze wspólnotą poprzez Krąg Małżeństw związało się pierwsze małżeństwo, powstała gałąź męska świeckich konsekrowanych, przybyło również grono Sympatyków.

Świeccy konsekrowani, żyjący ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa tworzą rdzeń wspólnoty. Zmawiają codzienną Liturgię godzin i uczestniczą we Mszy św. Natomiast osoby z Kręgów i Sympatycy starają się żyć duchowością ewangeliczną na co dzień. Szczególnie kładą nacisk na pogłębianie życia w czystości zgodnie ze swoim stanem. Członkowie wspólnoty nie mieszkają wspólnie i nie noszą odrębnego stroju, którym wyróżnialiby się od otoczenia. To, co powinno cechować członków wspólnoty, to miłość Boga i człowieka, głębsze życie wewnętrzne oraz urzeczywistnianie Ewangelii na co dzień, zgodnie z wolą Bożą.

#Czy ja odczuwam wewnętrzne pragnienie, by podążać za Chrystusem w wydarzeniach dnia codziennego? Czy staram się być wierny natchnieniom Ducha Świętego? Jak z kwiatów, na które działają promienie słońca rodzą się soczyste owoce, tak z naszych wysiłków pracy nad sobą, z pomocą Bożą, rodzą się owoce Ducha Świętego. Tradycyjnie za Pismem świętym wymienia się ich dziewięć,a są nimi: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie (Ga 5, 22-23).

Świat współczesny potrzebuje ludzi mocnych duchem, którzy z domów rodzinnych poniosą swe chrześcijaństwo do swoich środowisk,
w kręgi przyjaciół i znajomych , do miejsc nauki i pracy.

☑Praca na dziś – Zastanowię się, które z dziewięciu owoców Ducha Świętego najlepiej mnie określają? W jaki sposób je rozwinąć i umocnić na przyszłość?

Dziękuję wszystkim, którzy poprzez lekturę i refleksję włączyli się w te rekolekcje, za cierpliwość i wytrwałość oraz życzę sukcesów w pracy nad swoim charakterem. Trud pracy nad sobą należy kontynuować, a niewątpliwie zaowocuje wspaniałymi owocami.

Członkowie naszej Wspólnoty codziennie zmawiają modlitwę Liturgii godzin w łączności całego Kościoła w intencjach wszystkich chrześcijan. Na poniższy adres mailowy można przysyłać zapytania dotyczące działalności naszej Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka a także prośby o modlitwę: instodkupicielakrakow@gmail.com

środa, 22 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień czwarty

JASNE ŚWIATŁO NA DROGACH MOJEGO ŻYCIA

Dzień 4.

„To, że nasze dusze żyją, kosztowało bardzo wiele – Chrystus umarł na Krzyżu, Matka Boża złożyła ofiarę serca macierzyńskiego ze swego Syna na Kalwarii.” - z Myśli ks. Witolda Kacza

Jak już wspomniano, szybko aktywnością księdza Witolda Kacza zainteresował się Urząd Bezpieczeństwa. Latem 1950 r. aresztowano ks. Kacza pod zarzutem przynależności do – jak to określono – „bandy AK” oraz za próbę założenia harcerstwa, co określono jako działalność wywrotową.

W trakcie śledztwa ksiądz traktowany był bestialsko, podobnie jak inni więźniowie. Przesłuchania trwały po 24 godziny, zmieniali się przesłuchujący; ks. Witold musiał cały czas stać, śledczy oczywiście siedzieli. Sąd wojskowy skazał ks. Kacza na 15 lat więzienia za szpiegostwo. Chociaż nie miał zasądzonego wyroku śmierci, osadzono go na oddziale kary śmierci na Montelupich w Krakowie. Tam był świadkiem, jak wyprowadzano z jego celi więźniów skazanych na egzekucję. Ci, którzy szli na śmierć, bronili się i krzyczeli. Szarpano ich i wywlekano przemocą z celi. Pozostali więźniowie przeżywali grozę oczekiwania na egzekucję. I znów nadchodziły kolejne dni i noce oczekiwania, kiedy usłyszy się ciężkie kroki podkutych butów strażników więziennych, oczekiwania, po kogo następnego ze współwięźniów przyjdzie śmierć. Istnieje jeden z rodzajów najdotkliwszego lęku, jaki może przeżyć ludzka natura, lęk agonalny. Taki lęk przeżywał Chrystus w Ogrójcu w noc przed pojmaniem. Taki właśnie lęk przed śmiercią towarzyszył skazańcom, ale i równie intensywnie udzielał się współwięźniom.

Matka księdza Witolda pisała listy do ówczesnego prezydenta Bieruta, prosząc o przedterminowe zwolnienie syna. Również w tej intencji rodzina i znajomi zanosili błagania do Boga. Wreszcie po trzech latach ciężkiego stalinowskiego więzienia ks. Kacz został zwolniony. Jego zdrowie było w ruinie, miał nacieki gruźlicze i musiał chodzić o lasce.

W zetknięciu z całą brutalnością śledczych podczas nieludzkich przesłuchań a potem podczas pobytu na oddziale kary śmierci zrodziła się w nim tęsknota za wspólnotą osób, w której panowałaby miłość Jezusa. Tak w więziennym cierpieniu kształtowała się idea utworzenia instytutu świeckiego, który skupiałby osoby świeckie całkowicie poświęcone Bogu.

#Cierpienie duchowe przybiera różną postać. Może nim być doznanie opuszczenia przez ludzi. Pamiętaj, że w chwilach szczególnie dojmującego opuszczenia znajdziesz pomoc w ufnym zwróceniu się do Chrystusa, Który wysłucha każdą twoją skargę. Innym razem cierpieniem może być odczuwanie beznadziejnej szarości życia i niemożność jego odmiany. Pomyśl wtedy, że Chrystus już przyjął twoją beznadziejność na siebie, aby cię podnieść. Czy ja Mu się oddaję i poddaję się Mu, aby mnie dźwignął i niósł?

Jak po nocy nastaje poranek, a po burzy spokój, tak po ciężkiej życiowej próbie przychodzi pokój. Jest taka zasada, że w chwilach smutnych zapomina się o pomyślności, lecz gdy zło przemija, ponownie radujemy się jak dziecko. Pismo święte w wielu miejscach mówi o tym, np. „Cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie” (Syr 1,23).

☑Praca na dziś – Poproszę Pana Jezusa, bym w chwilach cierpienia nie upadał na duchu, pomny na słowa, że cierpliwy do czasu doznaje przykrości, a później przychodzi radość.