środa, 20 czerwca 2018

Potrzebny nam nowy zapał

Wszystkie osoby konsekrowane są wezwane do misji ewangelizacyjnej na wzór Jezusa Chrystusa. W działalności misyjnej na rzecz ewangelizacji możemy wyszczególnić następujących pięć form życia konsekrowanego:



1. świadectwo życia – mamy dawać świadectwo o Chrystusie naszym życiem, słowami, czynami. Nie chodzi tylko o dzieła zewnętrzne. Idzie o "uobecnianie w świecie samego Chrystusa" (Vita consecrata, Jan Paweł II). Czy gotuję, czy piszę, czy jestem w pracy, mam uobecniać w świecie samego Chrystusa przez osobiste świadectwo. To pierwsze zadanie osób konsekrowanych. Potrzebna praca wewnętrzna, by do Chrystusa się upodabniać.

Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, niż nauczycieli. Duch Święty pobudza do świadectwa, czyni człowieka świadkiem. Wzorem do dawania świadectwa jest Jezus Chrystus.

Świadek – martyr (gr.); Nowy Testament łączy dawanie świadectwa z Duchem Św. U Łukasza Duch Św. uzdalnia do dawania świadectwa: Łk 24, 48-49 - Duch daje apostołom moc do dawania świadectwa. W Dziejach Apostolskich 1,8 moc – dynamis (gr.) otrzymuje się od Ducha Św. I jest się świadkiem. Ewangelizator działa w mocy Ducha Św. , ma moc przekonywania – otwiera serce słuchaczy, wzbudza wiarę.

Życie osób konsekrowanych jest świadectwem. Potrzeba mocy Ducha Św., by to świadectwo zostało przyjęte przez ludzi. Treścią świadectwa jest osoba Jezusa Chrystusa. Osoby konsekrowane są powołane do dawania świadectwa, muszą stale dokonywać odnowy życia. Nie tyle jest ważne, co robią, ale kim są – styl życia. Ważna wytrwałość, świadectwo milczące, ale wymowne.

2. modlitwa – trzeba być wiernym modlitwie. Człowiek modlitwy to znak dla innych, chętnie szukany przez innych. Jest potrzebny świadomy dialog modlitwy z Bogiem w zadaniu misyjnym.

Boga spotykamy nie bezpośrednio, lecz przez słowo. Dlatego ważne jest Pismo św. Czytanie Pisma św. Trzeba się modlić do Boga Jego słowem z Biblii. U założycieli instytutów życia konsekrowanego na początku było słowo Boże. By rozpoznać charyzmat instytutu, trzeba rozważać słowo Boże. Słowo Boże daje zapał do ewangelizacji.

3. asceza (ofiara) – osoby konsekrowane realizują swoją misję przez codzienną ascezę. Tak naśladują Chrystusa Ukrzyżowanego. To paschalny wymiar powołania konsekrowanego – przez śmierć przechodzi się do zmartwychwstania. Misterium paschalne jest źródłem życia i miłości Bożej. Na miłość Boga osoba konsekrowana odpowiada darem z siebie. Całe życie konsekrowane to ofiara z samego siebie, ale na początku musi być miłość Boża. To się sprawdza w chwilach kryzysu – swoje powołanie trzeba oprzeć na Jego Miłości. Powodem ascezy jest powołanie, które trzeba ochronić i ustrzec.

W ascezie wiary człowiek przez wiarę całym sercem przylgnie do Boga; w ascezie krzyża uczy się wyrzeczeń; w ascezie eschatologicznej ujawnia się dążenie do nieba.

Asceza służy do głębokiej relacji z Chrystusem, a nie do osiągnięcia jakichś sprawności. Trud ciągłego zawierzenia Bogu, trudów życia, śmierci powoduje oczyszczenie i przemianę życia.

4. życie wspólnotowe – osoby prowadząc je, naśladują Chrystusa i pierwszych apostołów. Jezus też potrzebował wspólnoty, zgromadził uczniów. Życie pierwotnej wspólnoty charakteryzuje: trwanie, zaangażowanie, wspólna modlitwa, wspólnota dóbr, troska o wzajemną miłość. Powołanie i misja jednoczą.Więzią jest miłość, która przeciwstawia się podziałom.

5. działalność – ostatnia forma życia misji. Jest to przedłużenie działania Jezusa bądź kontemplującego, bądź leczącego, bądź pomagającego ubogim lub też nauczającego. Każdy instytut życia konsekrowanego naśladuje jakąś cząstkę działalności Jezusa. Jedna wspólnota zakonna naucza, druga leczy, trzecia zajmuje się dziećmi – to są dzieła wspólnot. Każda ma swój charyzmat, jakieś pełnienie dzieł. Natomiast Instytuty Świeckie nie mają dzieł zewnętrznych, chociaż mają charyzmat.

Działalność ma być naśladowaniem Jezusa, a nie przede wszystkim realizacją samego siebie. Jakość działalności apostolskiej zależy od życia wewnętrznego. Duchowość działania – kontemplację należy łączyć z działaniem.



Podsumowanie – trzeba wrócić do pierwotnej miłości Boga. Jezus musi być w centrum życia osoby konsekrowanej, w centrum wspólnoty. Nowy zapał prowadzi do podejmowania drogi świętości, do dawania świadectwa.

Opracował Marek na podstawie wykładów na temat życia konsekrowanego w Karmelitańskim Instytucie Duchowości w Krakowie.

czwartek, 7 czerwca 2018

Prośba w imię Jezusa

W Wieczerniku Jezus, mówiąc o powtórnym swoim przyjściu, odsła­niał przed Apostołami tajemnice twórczego czekania na Niego. Jedną z nich jest opanowanie sztuki modlitwy „w imię Jezusa". Polega ona na powołaniu się u Ojca na Chrystusa. Uczniowie mają do tego prawo, zostali bowiem potraktowani przez Niego jako przyjaciele. To jest łaska polegająca na wprowadzeniu Apostołów w miłość wzajemną, łączącą ich z Mistrzem. Jako przyjaciele Jezusa w rozmowie z Ojcem mają pra­wo powołać się na Niego.

Chrystusowi zależy na tym, by uczniowie spotkali się zarówno z Ojcem, jak i z Nim. Chce, aby Jego traktowali jako Przyjaciela i swego Brata, a Boga jako Ojca. Jezus zawsze mówi o swoim Ojcu i o ich Ojcu. Nigdy nie mówi o naszym Ojcu. W ten sposób zo­staje zachowana tajemnica Boga, w którą Apostołowie jako Żydzi byli wtajemniczeni, a równocześnie odsłania się stopniowo tajemnica Trójcy, w której Syn i Duch Święty dobrowolnie pozostają do dyspo­zycji Ojca na zasadzie posłuszeństwa. Ojciec bowiem i Jego chwała są punktem docelowym wszystkich ich działań. Ojciec jest najwyższym autorytetem, czego Jezus uczy swych uczniów od momentu ich po­wołania.

Tekst znajduje się w Ewangelii św. Jana:
W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać. Zaprawdę, zaprawdę, po­wiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem ot­warcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje; i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca (J 16, 23-28).



Modlitwa „w imię Jezusa" posiada tajemniczą moc. Płynie ona stąd, że przyjaźń z Jezusem gwarantuje skuteczność prośby, całkowicie zharmonizowanej z wolą Ojca. Przyjaciel Chrystusa nie poprosi o nic, czego nie pragnąłby Chrystus, a to Jego pragnienie jest zawsze zgodne z wolą Ojca. W prośbie „w imię Jezusa" nie wystarczy więc powołać się na Niego, trzeba być jego przyjacielem. Ta przyjaźń daje prawo do zanoszenia prośby „w Jego imię".

Prośba „w imię Chrystusa" jest modlitwą Kościoła. Wszystkie ofi­cjalne modlitwy zanoszone w liturgii kończą się słowami: „Przez Chry­stusa Pana naszego". To jest ostatnie zdanie każdej prośby gwarantu­jące jej skuteczność. Kościół bowiem, który jest wypełniony Duchem Chrystusa, nie zaniósł i nie zaniesie do Boga prośby niezgodnej z Jego
wolą. Na tym między innymi polega skuteczność modlitwy razem z całym Kościołem. Dotyczy to w szczególny sposób Wielkiej Modli­twy Eucharystycznej.

Słowa Jezusa: „O cokolwiek byście prosili..." należy rozumieć w tym sensie, że otrzymamy wszystko, co jest zgodne z wolą Ojca. Prośby niezgodne z wolą Ojca nie posiadają gwarancji skuteczności.

Ważne jest również stwierdzenie Jezusa, że komunikacja z Ojcem prowadzona „w Jego imię" jest źródłem pełnej radości. Człowiek, ży­jący w świecie pełnienia woli Boga i ścisłej współpracy z Nim, jest wy­pełniony pełnym szczęściem. Wszystko bowiem cokolwiek czyni z Bo­giem posiada głęboki sens i zostaje utrwalone w wieczności. Pełnienie woli Boga na ziemi ma już konsekwencje wieczne. Pełnienie własnej woli, lub woli ludzi, ma tylko konsekwencje doczesne i jako dzieło wyłącznie nasze nie może być przeniesione do wieczności. Można to obserwować w życiu mistyków, którzy zawsze modlą się „w imię Chry­stusa". Oni nawet jeśli cierpią, ponieważ znają wartość pełnienia woli Ojca, pozostają szczęśliwymi.

Homilię wygłosił ks. Adam Ogieglo w maju na Dniu skupienia wspólnoty.

poniedziałek, 14 maja 2018

Majowy Dzień skupienia

W sobotę 26 maja odbędzie się nasz kolejny Dzień skupienia. Początek o godzinie 9.00. Miejsce - ul. Kopernika 2 w centrum Krakowa. Serdecznie zapraszamy!

środa, 9 maja 2018

10. ROCZNICA ŚMIERCI MARII PIOTROWICZ

W lutym minęło 10 lat od śmierci założycielki Poradni Powołaniowej Instytutów Świeckich w Krakowie p. Marii Piotrowicz znanej w środowisku IŚ jako Myszka.
Myszka była człowiekiem prawym, mądrym i serdecznym, o dużym dorobku naukowym. W swojej skromności nie mówiła wiele o sobie, ale i tak wciąż dowiadujemy się o niej czegoś nowego, pięknego. Poniżej przytaczamy ostatnie zdania z jej biografii pomieszczonej w książce Życiorysy przyrodników polskich:

Za swą działalność naukową, dydaktyczną i społeczną uzyskała nagrody i odznaczenia: Nagrodę Rektora WSP (1986); Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1983); Złota Odznaka Olimpiady Biologicznej PTP im. Kopernika (1981); Złoty Krzyż Zasługi (1974). Była człowiekiem bardzo skromnym, życzliwym dla wszystkich. Mało znane jest Jej duże zaangażowanie religijne – była bowiem długoletnią przełożoną Instytutu Świeckiego Chrystusa Odkupiciela Człowieka.

Maria Piotrowicz zmarła 5 II 2008 r. w Krakowie, uroczystości pogrzebowe odbyły się w opactwie benedyktynów w Tyńcu koło Krakowa. Została pochowana na cmentarzu parafialnym.

Za: KRAJOWA KONFERENCJA INSTYTUTÓW ŚWIECKICH

piątek, 4 maja 2018

Dekalog a sumienie

Najskuteczniejszym wsparciem sumienia ze strony Boga było publiczne ogłoszenie Dekalogu, czyli dziesięciu przykazań, które w sposób obiektywny ukazują, co jest dobre, a co złe. Ogólne zasady: dobro należy czynić, a zła unikać, oraz: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, Bóg - przez Mojżesza - rozpisał na szczegółowe przykazania, wskazując, co jest dobre, a co złe.

Samo sformułowanie przykazań posiada charakter nakazu, a więc taki, jak polecenia sumienia. Każde z nich jest adresowane bezpośrednio do jednostki, dlatego są sformułowane w liczbie pojedynczej, a nie mnogiej, mimo iż Dekalog został przekazany narodowi wybranemu jako prawo obowiązujące społeczność. Jest to prawo sumienia, podane do publicznej wiadomości. Bóg polecił je przepisać Mojżeszowi na kamiennych tablicach w tym samym brzmieniu, w jakim jest ono wyryte w sercu każdego człowieka. Ogłaszając - przez Mojżesza - Dekalog, Bóg miał na uwadze zasadniczo dwie sprawy. Po pierwsze, by człowiek nie gubiąc się w subiektywizmie, mógł właściwie ocenić wartość swego postępowania, by wiedział, co jest dobre, a co złe. Ponieważ prawo to zostało objawione, zyskało dodatkowy, niepodważalny autorytet głosu samego Boga.



Drugi cel ogłoszenia Dekalogu miał charakter społeczny. Bóg przez Mojżesza organizował życie społeczne narodu wybranego. Nie ma zaś społeczności bez prawa. Zgoda na przestrzeganie określonego prawa decyduje o powstaniu społeczności. Prawo łączy ludzi. Cały zatem Dekalog trzeba rozważać zarówno z punktu widzenia jednostki, a więc sumienia konkretnego człowieka, jak i z punktu widzenia społecznego, to znaczy grupy ludzi, którzy pragną wspólnie żyć według tego prawa.

Życie religijno-moralne ze swej istoty ma charakter społeczny. Wspólne zachowywanie Dekalogu ułatwia jednostce życie według jego zasad i odwrotnie, wysiłek jednostki celem jego zachowania jest cennym wkładem w tworzenie atmosfery szacunku dla Bożego prawa we wspólnocie. Te dwa aspekty wzajemnie się uzupełniają i warunkują.Zachowanie Dekalogu przez jednostkę żyjącą w środowisku odrzucającym jego nakazy jest bardzo trudne i w pewnych wypadkach wymaga heroizmu. Bóg zawsze wspomaga tych, którzy są Mu wierni. Czyni to najczęściej nie przez usuwanie trudności, lecz umacnianie i wspieranie człowieka, by był zdolny je pokonać. Przykład wspólnoty ludzi opowiadających się za Dekalogiem stanowi jedną z najcenniejszych pomocy, jaką można otrzymać tu na ziemi, pomocy ułatwiających życie według Bożych przykazań.

Dekalog jest normą niezależną od człowieka, sumienie zaś jest ściśle związane z jego losami. Kamienne tablice nie reagują na zmieniające się sytuacje, w jakich znajduje się człowiek, a jego żywe serce ustawicznie musi na nie reagować. W sercu bowiem zapada decyzja co do działania, czy nie działania, serce dokonuje wyboru. Sytuacje życiowe są niepowtarzalne. Każda jest inna i w każdej człowiek winien zachować prawo Dekalogu, o tym jednak, w jaki sposób ma to uczynić, decyduje właśnie sumienie. Ono uwzględnia wszystkie okoliczności i ono odpowiada za decyzje.

Dotykamy tu sprawy wielkiej wagi. Znając przykazania Dekalogu i wiedząc, że stanowią one główną normę religijno-moralną, musimy pamiętać, że o wcieleniu jej w życie decyduje sumienie. Poszczególne decyzje mogą być w pewnych sytuacjach bardzo trudne, ale sumienie musi je podjąć i musi ponieść wszystkie związane z tym konsekwencje – doczesne i wieczne.
Sumienie więc stanowi najbliższą normę moralną, która decyduje o wartości naszego czynu. Według tej normy będziemy przez Boga sądzeni. Ponieważ jest to sprawa czysto osobista, nikt prócz Boga nie potrafi w stu procentach sprawiedliwie osądzić danego człowieka. W świetle Dekalogu możemy osądzić jego czyn, ale nie potrafimy dokładnie ocenić stopnia jego odpowiedzialności. Stąd Jezus wzywa: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni".

Sumienie można doskonalić przez coraz głębsze zrozumienie norm Dekalogu, czyli poznanie, co jest dobre, a co złe. Można też wpływać na sprawność podejmowanej przez niego decyzji, umacniając wolę.

Cykl kazań. który rozpoczynamy, będzie miał na celu właśnie to głębsze zrozumienie przykazań Bożych. Chodzi o to, byśmy z całym przekonaniem kierowali się w życiu wskazaniami Boga, zatroskanego o nasze dobro.

W naszym wieku, głośniej niż zwykle, ludzie, nawet ochrzczeni, domagają się od Kościoła rozwodów i prawa do powtórnego małżeństwa, uznania stosunków przedmałżeńskich za dozwolone, prawa do przerywania ciąży, możliwości skracania cierpienia nieuleczalnie chorych itd... Nietrudno zauważyć, że chodzi o żądania zmierzające do zmiany ustanowionego przez Boga prawa. Człowiekowi bowiem wydaje się, że gdyby on urządził świat według własnych praw, ten byłby znacznie lepszy, a życie wygodniejsze.

Popatrzmy na to z punktu widzenia „chłopskiego rozumu". Pan Bóg podał dziesięć krótkich zdań Dekalogu, obejmując w nich całe życie tak indywidualne, jak i społeczne. Każdy człowiek, uczony i prosty, jest w stanie nie tylko zrozumieć poszczególne żądania prawa Boskiego, ale nawet nauczyć się ich na pamięć. Tymczasem ludzkie prawa są tak zawiłe, że, mimo iż obejmują tysiące paragrafów, domagają się ciągłych uzupełnień i poprawek. Żaden adwokat, sędzia czy prokurator nie jest w stanie nauczyć się tego prawa na pamięć. Któreż zatem z tych praw jest doskonalsze: ludzkie czy Boskie?

Dlaczego ludzie żądają zmiany prawa Boskiego? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ nie chce się im podjąć trudu zachowania tego prawa. Skoro trudno budować miłość w jednym małżeństwie, szukają innego. Skoro trudno zachować czystość w narzeczeństwie, mają pretensje do prawa Boskiego. Skoro trudno wychować dziecko, chcą decydować o jego życiu...
Nie łudźmy się. Gdyby rzeczywiście prawo Boże odrzucono, mielibyśmy jeszcze więcej rozbitych małżeństw, jeszcze więcej nieszczęśliwych matek, jeszcze więcej kłamców, oszustów, złodziei, morderców... Życie na ziemi stałoby się nie rajem, ale piekłem, w którym w imię prawa jeden człowiek pożerałby drugiego. Tylko głupiec może sądzić, że drogą do szczęścia jest zmiana prawa Boskiego. Mądry wie, że drogą tą - i to jedyną - jest możliwie jak najdoskonalsze zachowanie prawa Boskiego. Kościół nigdy nie zmieni prawa Bożego, został bowiem ustanowiony, by tego prawa strzec, by je przypominać i pomagać ludziom w jego zachowaniu. Kościół ma ukazywać drogę do szczęścia, a nie do piekła.

Dekalog stanowi bardzo zwartą całość. I im doskonalej jest zachowane każde jego przykazanie, tym łatwiej nim żyć. Posłużę się tu porównaniem. To jest tak jak z samochodem. Jeśli jest doskonale przygotowany do drogi - jazda jest wygodna, szybka i łatwa. Wystarczy jednak niewielka usterka, by jazda stała się trudna i niebezpieczna. Jedna nie dokręcona śruba może spowodować tragedię. Oczywiście zawsze możliwe jest uszkodzenie w czasie jazdy. Na przykład ktoś najedzie na gwóźdź i trzeba z kołem wędrować do wulkanizatora. Ale jeśli ktoś świadomie odkręci koło, to nawet gdyby cały wóz był sprawny, o podróży nie ma co myśleć.

Podobnie jest z Dekalogiem. Jeśli ktoś popełni grzech, to jakby najechał na gwóźdź. Stara się więc możliwie szybko naprawić uszkodzoną część przez łaskę sakramentu pokuty i, zachowując szacunek dla Dekalogu, wędruje przez życie dalej wyznaczoną przez Boga drogą. Ale jeśli świadomie usunie jedno przykazanie, to zachowanie pozostałych staje się bardzo trudne. Na przykład jeśli ktoś zdradza żonę, odchodzi i zawiera nowy związek małżeński, czyli świadomie i dobrowolnie usuwa przykazanie szóste, to w tej sytuacji zachowanie przez niego pozostałych przykazań staje się sto razy trudniejsze niż wówczas, gdyby trwał w wierności złożonej przysiędze małżeńskiej.

Dziś spotyka się często ludzi narzekających na trud zachowania Dekalogu. Czasami słyszy się skierowaną do Boga skargę, że jest nieludzki. Najczęściej narzekanie to pochodzi od ludzi, którzy świadomie odrzucili jedno z przykazań Dekalogu i albo mordują poczęte dzieci, albo kradną, nie szanują rodziców lub lekceważą dzień święty. Nie należy się wtedy dziwić, że pozostałe przykazania są dla nich nieznośnym ciężarem.

Mówię o tym, bo rzadko kiedy w rozmowach na temat poszczególnych przykazań pamięta się, że jest to zaledwie jeden element wielkiej zwartej całości. Kto nie dostrzeże wewnętrznego związku poszczególnych przykazań ze sobą, ten nigdy nie odkryje piękna Dekalogu. A przecież jest to najdoskonalszy kodeks prawa, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi.


Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na kwietniowym Dniu skupienia

środa, 4 kwietnia 2018

WIDZĄC JEZUSA

Kilku Greków podeszło do Filipa i zwróciło się do niego z prośbę: "Panie, chcielibyśmy zobaczyć Jezusa."Mają znaleźć Jezusa w ziarnie pszenicy upadłym na ziemię i umierającym. Mają znaleźć Jezusa w Tym, który jest wywyższony z ziemi i traci życie.

Jeśli chcielibyśmy zobaczyć Jezusa, musimy poszukać upadłych ziaren pszenicy wokół nas, chorych i zubożałych, maltretowanych i uciskanych. Jeśli chcielibyśmy zobaczyć Jezusa, musimy poszukać tych, którzy tracą życie, ofiary ubóstwa, przemocy, dyskryminacji i wojny.

Potrzebujemy nowego przymierza, przymierza miłości i przebaczenia. Musimy napisać w naszych sercach, że jesteśmy ludem Bożym, że dążymy do tego, aby być jak Chrystus, przemieniając ciemność światowego bólu w życie i radość wielkanocną.



"Jezus, który przybył jako Emmanuel (Bóg z nami Mt 1,23) i który obiecuje przebywać ze swoim ludem aż do końca wieków (Mt 28,20), jest ukryty w najbardziej potrzebujących; odrzucenie ich oznacza odrzucenie Boga objawiającego się w historii."
Z orędzia biskupów USA "Sprawiedliwość ekonomiczna dla wszystkich", 1986 r.

Gerald Darring

tłum. Marek

sobota, 24 marca 2018

Modlitwa w godzinie śmierci

Nikt z nas nie wie, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach będzie umierał. Wiemy jedynie, że śmierć jest tajemnicą. Jest to misterium, w które każdy wchodzi sam. Znamy podejście do śmierci Jezusa wiszącego na krzyżu i czekającego na ostatni oddech. Ewangeliści zanotowali kilka szczegółów Jego agonii, jakby chcieli zostawić pewien wzór odchodzenia z tego świata tych, którzy idą za Synem Boga, wracającym do domu Ojca. Wśród słów Jezusa wypowiadanych na krzyżu jest kilka skierowanych wprost do Ojca niebieskiego. Św. Mateusz tak przedstawił konanie Mesjasza:

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: »Eli, Eli, lema sabachthani?«, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: »On Eliasza woła«. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: »Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby go wybawić«. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha (Mt 27, 45-50).

W tej relacji Ewangelista oddaje krzyk Jezusa w głębokim kryzysie ducha, w doświadczeniu opuszczenia Go przez Boga. To jest przeżycie bardzo bolesne. Właśnie wtedy, gdy świadomość obecności tego, kto kocha, jest szczególnie potrzebna, jej brak rodzi tak bolesny krzyk. Wiadomo, że były to słowa psalmu, który Jezus odmawiał na krzyżu. Chciał w ten sposób zwrócić uwagę na realizację przepowiedni zawartej w psalmie 21. Jest on modlitwą człowieka ukrzyżowanego i otoczonego nienawiścią. Uczeni w Piśmie i pobożni Żydzi mogli ten Psalm odczytać, widząc umierającego w wielkim cierpieniu Mesjasza. Czy odczytali? Nic o tym nie świadczy.

Mateusz jednak, adresując swą Ewangelię głównie do Żydów, zanotował te słowa jako realizację prorockiej przepowiedni. Chrześcijanie, modląc się tym psalmem, zawsze wspominali wiszącego na krzyżu Jezusa.

Trzeba się liczyć z pokusą ciemnej nocy, która zaglądała w oczy nawet samego Jezusa. Trzeba się liczyć z kryzysami i to do ostatniego uderzenia serca. Modlitwa o dobrą śmierć należy do najważniejszych próśb w zestawie naszych modlitw. Kościół wpisał ją w modlitwę „Maryjo... módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej". To jest godzina, którą należy mieć zawsze przed oczyma, ponieważ w niej utrwali się stan naszego ducha na wieki. Oby to był stan ducha ufającego Bogu.

Tego właśnie uczą nas inne słowa Jezusa, zanotowane jako ostatnie: „Ojcze, w Twe ręce oddaję ducha mego". Zapisał je św. Jan Ewangelista. One świadczą, że mimo głębokiego kryzysu ducha Jezus był pewny, że Ojciec jest blisko. Tylko ta pewność mogła podyktować Jezusowi słowa całkowitego oddania w chwili śmierci ducha w ręce Ojca. Syn Człowieczy wiedział, że Bóg jest blisko, że ten, kto prawdziwie kocha, nie opuści umiłowanego. To piękny akt śmierci, akt zawierzenia Ojcu, akt prawdziwej miłości.

Obok krzyża Jezusa stała Jego Matka, stał uczeń, którego Jezus kochał i stało kilka kobiet. W tym gronie Maryja na pewno trwała na modlitwie. Ona wiedziała, że pełni się wola Ojca, że Syn potrzebuje wsparcia, by tę trudną wolę realizował do ostatniego uderzenia serca. Ona na pewno wspierała Syna swoją modlitwą.



Jakże ważne jest to, aby obok człowieka odchodzącego z tej ziemi był ktoś, kto się modli. To jest wielkie dzieło miłości. Umierający już niewiele potrzebuje, ale modlitwy potrzebuje zawsze. Niezależnie od tego, w jakich okolicznościach umiera, potrzebuje modlitwy. Nie zawsze może się modlić osobiście. Jeśli jest ktoś, kto otacza go swoją modlitwą, to jest dla niego wielka łaska. Warto pamiętać o tym, gdy Bóg stawia nas obok umierającego. Warto pamiętać o tym, gdy jesteśmy świadkami wypadku, gdy karetka na sygnale spieszy do szpitala... Modlitwa jest bardziej potrzebna umierającemu niż tlen. Ona bowiem w świecie wiary jest tlenem nieba i tlenem szczęśliwej wieczności.

Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na marcowym dniu skupienia Wspólnoty