środa, 3 maja 2017

Zabić ducha (życie moralne i religijne)

Ostatnio mówiłem o zagrożeniach dla życia psychicznego, komentując słowa Jezusa: „bójcie się tego, który ciało i duszę może zatracić w piekle". Dziś chwila refleksji nad zagrożeniem życia moralnego i religijnego.

Niszczenie życia duchowego dokonuje się przez wyprowadzenie człowieka ze świata dobra i wprowadzenie go w świat zła; czynienie z człowieka sługi zła. Dobro jest zawsze twórcze, zło zaś - siłą niszczenia. Człowiek moralnie zdrowy wybiera dobro, wie bowiem, że tworząc dobro, ubogaca samego siebie. Człowiek moralnie chory wybiera zło, a popełniając zło, niszczy siebie.



Jakie są formy niszczenia życia moralnego? Pierwsza z nich polega na niszczeniu sumienia. Dokonuje się to przez zacieranie granicy między dobrem a złem. Człowiek o zniszczonym sumieniu, w imię pozorów dobra czyni zło. Droga do tego wiedzie przez wciąganie w kłamstwo, w kradzież, zmuszanie do krzywoprzysięstwa, zdrady, donosicielstwa, namawianie do morderstwa nie narodzonego dziecka, do pracy w niedzielę itp.

Atak jest wymierzony w przykazania. Mordercy ducha dowodzą, że przykazania są tak trudne, iż nie da się według nich żyć. Aby zatem żyć, trzeba je łamać. Innymi słowy, aby ocalić życie biologiczne, należy zabić ducha. Trzeba to dostrzec, bo często jest to działanie programowe. Po zniszczeniu sumienia umiera człowiek, a zostaje inteligentne, drapieżne zwierzę, budzące strach i mogące służyć jako narzędzie niszczenia innych.

Drugą formą zabijania ducha na płaszczyźnie życia moralnego jest zgorszenie. Jest to czyn lub postawa, które czynią drugiego człowieka gorszym, ucząc go popełniania zła. Słowa Chrystusa pod adresem gorszycieli są straszne. „Kto by stał się powodem grzechu jednego z tych małych (...), temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić na szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18, 6-7). „Lepiej by" uśmiercić danego człowieka, tzn. mniejsze zło jest w śmierci fizycznej gorszyciela, niż w śmierci duchowej tych, których gorszy.

Gorszyciel jest współodpowiedzialny za złe czyny człowieka zgorszonego, przez całe jego życie. Wprowadza on człowieka na drogę zła, jest przewodnikiem na tej drodze i dlatego odpowiedzialność za czyny zgorszonego w wielkiej mierze spoczywa na nim. Najcięższą odpowiedzialność za zgorszenie ponoszą rodzice wobec dzieci i kapłan. Wielkość bowiem zgorszenia zależy w dużej mierze od stopnia zaufania, jakim ktoś darzy danego człowieka. Nadużycie zaufania celem wprowadzenia na złą drogę rani serce, które zaufało, pozostawiając ranę nie do uleczenia.

Trzecią formą mordowania życia moralnego jest odebranie człowiekowi nadziei. Człowiek żyje dążąc ku czemuś, lub żyjąc dla kogoś. Potrafi przetrwać najtrudniejsze okresy w życiu, jeśli przyświeca mu nadzieja. Wspomnienia obozowe dotykają jako bardzo bolesnego problemu ludzi, którzy ginęli nie z powodu ciężkiej pracy, razów czy głodu, ale z powodu braku nadziei. Schnęli w oczach, umierali duchowo i nie było lekarstwa na tę ich chorobę.

Można odebrać nadzieję jednostce, wspólnocie, narodowi. Jest to forma zabijania ducha, a uleczenie go jest sprawą bardzo trudną. Łączy się z tym ściśle to, co św. Paweł nazywa „gaszeniem ducha". Ciągłe podcinanie skrzydeł wolności i twórczej pracy. Na co dzień zamyka się to w takich powiedzeniach, jak: „nie warto" pracować, bronić sprawiedliwości, prawdy, dochodzić swego, albo: „nic się nie da zrobić", zwalając wszystko na trudną sytuację, w jakiej się znajduje człowiek, czy naród. Takie podejście niszczy odwagę, wypełnia serce małodusznością. Jest to poważna choroba naszego społeczeństwa. Odpowiedź zdrowego ducha jest prosta: warto być dobrym, warto pracować, warto upomnieć się o prawdę. Da się zrobić wiele, bardzo wiele, tylko trzeba chcieć. Nie sytuacja decyduje o tym, co się da zrobić, ale potęga naszego ducha.

Kończąc refleksję nad tym, co zabija ducha, pragnę jeszcze zwrócić uwagę na morderstwo życia religijnego. Chodzi tu przede wszystkim o odbieranie ludziom wiary. Dokonuje się to albo przez odebranie człowiekowi nadziei religijnej – a więc tej, która zawarta jest w Bożej obietnicy – albo przez zniszczenie zawierzenia Bogu. Nadzieja jest ustawiona ku przyszłości, zawierzenie jest zawsze związane z chwilą obecną, to jest nić łącząca człowieka z Bogiem w dniu dzisiejszym. Przecięcie tej nici strąca człowieka w zwątpienie i pogrąża w rozpaczy. Jest to największa krzywda wyrządzona człowiekowi. „Bójcie się tego, kto ciało i duszę może wtrącić do piekła". Bójcie się tego, kto przecina nić zawierzenia Bogu. Ta śmierć ducha może przyjść nagle, przez uderzenie zła i pokusę zwątpienia, a może się dokonywać stopniowo, przez rozwój choroby zniechęcenia, która prowadzi nad przepaść duchowego samobójstwa. Zwątpienie często rzuca człowieka na dno rozpaczy.

Nie mówię już o narzędziach mordowania ducha. Sądzę, że każdy z Was może je stosunkowo łatwo rozpoznać. Jest to o tyle ważne, że łączy się z rozpoznawaniem metody zabijania ducha. Już i tak długo, w stosunku do innych, zatrzymujemy się przy przykazaniu piątym.



Chcę jedynie odpowiedzieć na pytanie: czy można wskrzesić ducha? Można, póki ciało żyje i człowiek jest świadomy swych decyzji. Proces to jednak bardzo trudny. Z reguły jest potrzebna pomoc człowieka o zdrowym i silnym duchu, nierzadko nawet kilku ludzi, całej wspólnoty oraz szczególnego wsparcia łaski Bożej. Wzywam jednak do wielkiej ostrożności. Nie wolno podać takiemu człowiekowi ręki samemu, bo choroby ducha są bardzo zaraźliwe, a ratowanie duchowego topielca może się skończyć tragicznie. Potrzebne jest zawsze ubezpieczenie w rękach drugiego, mądrego człowieka, który widząc, że nie można uratować tonącego, nie pozwoli utonąć ratownikowi.

Kazanie wygłoszone przez ks. Adama Ogiegło 22.04.2017 na Dniu skupienia

środa, 29 marca 2017

CZTERDZIEŚCI KANDYDATÓW NA OŁTARZE Z MAŁOPOLSKI

Mieszkańcy Małopolski będą mieć nowych patronów w niebie. Jeszcze w tym roku ma się odbyć w Krakowie beatyfikacja pielęgniarki Hanny Chrzanowskiej. To jedna z 40 osób – kandydatów na ołtarze z archidiecezji krakowskiej. Z naszego regionu pochodzi jedna trzecia wszystkich Polaków czekających na aureolę ludzi uznanych za błogosławionych przez Kościół.

W watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych jest obecnie około 200 polskich spraw, zaś archidiecezja krakowska przoduje w kraju pod tym względem. Archidiecezja krakowska prowadzi obecnie około 40 procesów. W innych diecezjach są jedna, góra dwie takie sprawy. Bardziej znani krakowscy kandydaci na ołtarze to Jerzy Ciesielski, profesor Politechniki Krakowskiej, Jan Tyranowski, duchowy "ojciec" Jana Pawła II, ks. Michał Rapacz, zamordowany przez komunistyczną bojówkę w Płokach koło Trzebini, a także doktor Stanisław Kownacki, ordynator ze Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie – Nowej Hucie, Maria Magdalena Epstein – twórczyni szkoły pielęgniarskiej i Wydziału Pielęgniarskiego na UJ, biskup pomocniczy krakowski Jan Pietraszko, ks. Józef Kurzeja, pierwszy proboszcz z Mistrzejowic a wreszcie pielęgniarka Janina Wojnarowska, członkini naszej Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka.

czwartek, 23 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień piąty

BŁOGOSŁAWIONE OWOCE DZIAŁANIA ŁASKI

Dzień 5. – ostatni

”Nieść mamy spokój, rozsądek, opanowanie, prawdziwą miłość, która nie pozwoli, by w nas zło triumfowało. Zanieść mamy te cechy
w swój dom, otoczenie bliższe i dalsze” - z Myśli ks. Witolda Kacza.

Głębokie cierpienie może zadziałać dwojako – albo złamać człowieka i pogrążyć w bezpłodnej rozpaczy, albo oczyścić go wewnętrznie i zrodzić czystą miłość. Próba więzienia, jakiej doświadczył ks. Witold Kacz, zrodziła w nim ideę utworzenia instytutu świeckiego. W sześć lat po opuszczeniu więzienia, w roku 1959 ks. Witold rozpoczął prowadzić comiesięczne dni skupienia dla osób chcących pogłębić swe relacje z Bogiem. Rok później osiem osób składa ślub czystości, tworząc podwaliny instytutu świeckiego. Nowo mianowany biskup pomocniczy Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II włącza się w proces formowania wspólnoty i co najmniej dwa razy w roku uczestniczy w jej spotkaniach. W 1966 roku pięć osób składa wieczyste śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa w obecności kardynała Wojtyły i tak gruntuje się Instytut Świecki o nazwie Sacramentum Unionis.

Według myśli ks. Kacza, wspólnotę mają tworzyć osoby samotne żyjące w świecie, które mieszkają we własnych mieszkaniach i trudnią się pracą zarobkową, a zarazem składają śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Osoby te, poświęcone Bogu, nazywamy świeckimi konsekrowanymi.

Śmierć ks. Witolda Kacza miała miejsce w Krakowie dnia 7 II 1981 r. W następnych latach, po upadku systemu totalitarnego, instytut świecki rozwinął się, zmieniając zarazem nazwę na Wspólnotę Chrystusa Odkupiciela Człowieka. W 1994 r. ze wspólnotą poprzez Krąg Małżeństw związało się pierwsze małżeństwo, powstała gałąź męska świeckich konsekrowanych, przybyło również grono Sympatyków.

Świeccy konsekrowani, żyjący ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa tworzą rdzeń wspólnoty. Zmawiają codzienną Liturgię godzin i uczestniczą we Mszy św. Natomiast osoby z Kręgów i Sympatycy starają się żyć duchowością ewangeliczną na co dzień. Szczególnie kładą nacisk na pogłębianie życia w czystości zgodnie ze swoim stanem. Członkowie wspólnoty nie mieszkają wspólnie i nie noszą odrębnego stroju, którym wyróżnialiby się od otoczenia. To, co powinno cechować członków wspólnoty, to miłość Boga i człowieka, głębsze życie wewnętrzne oraz urzeczywistnianie Ewangelii na co dzień, zgodnie z wolą Bożą.

#Czy ja odczuwam wewnętrzne pragnienie, by podążać za Chrystusem w wydarzeniach dnia codziennego? Czy staram się być wierny natchnieniom Ducha Świętego? Jak z kwiatów, na które działają promienie słońca rodzą się soczyste owoce, tak z naszych wysiłków pracy nad sobą, z pomocą Bożą, rodzą się owoce Ducha Świętego. Tradycyjnie za Pismem świętym wymienia się ich dziewięć,a są nimi: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie (Ga 5, 22-23).

Świat współczesny potrzebuje ludzi mocnych duchem, którzy z domów rodzinnych poniosą swe chrześcijaństwo do swoich środowisk,
w kręgi przyjaciół i znajomych , do miejsc nauki i pracy.

☑Praca na dziś – Zastanowię się, które z dziewięciu owoców Ducha Świętego najlepiej mnie określają? W jaki sposób je rozwinąć i umocnić na przyszłość?

Dziękuję wszystkim, którzy poprzez lekturę i refleksję włączyli się w te rekolekcje, za cierpliwość i wytrwałość oraz życzę sukcesów w pracy nad swoim charakterem. Trud pracy nad sobą należy kontynuować, a niewątpliwie zaowocuje wspaniałymi owocami.

Członkowie naszej Wspólnoty codziennie zmawiają modlitwę Liturgii godzin w łączności całego Kościoła w intencjach wszystkich chrześcijan. Na poniższy adres mailowy można przysyłać zapytania dotyczące działalności naszej Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka a także prośby o modlitwę: instodkupicielakrakow@gmail.com

środa, 22 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień czwarty

JASNE ŚWIATŁO NA DROGACH MOJEGO ŻYCIA

Dzień 4.

„To, że nasze dusze żyją, kosztowało bardzo wiele – Chrystus umarł na Krzyżu, Matka Boża złożyła ofiarę serca macierzyńskiego ze swego Syna na Kalwarii.” - z Myśli ks. Witolda Kacza

Jak już wspomniano, szybko aktywnością księdza Witolda Kacza zainteresował się Urząd Bezpieczeństwa. Latem 1950 r. aresztowano ks. Kacza pod zarzutem przynależności do – jak to określono – „bandy AK” oraz za próbę założenia harcerstwa, co określono jako działalność wywrotową.

W trakcie śledztwa ksiądz traktowany był bestialsko, podobnie jak inni więźniowie. Przesłuchania trwały po 24 godziny, zmieniali się przesłuchujący; ks. Witold musiał cały czas stać, śledczy oczywiście siedzieli. Sąd wojskowy skazał ks. Kacza na 15 lat więzienia za szpiegostwo. Chociaż nie miał zasądzonego wyroku śmierci, osadzono go na oddziale kary śmierci na Montelupich w Krakowie. Tam był świadkiem, jak wyprowadzano z jego celi więźniów skazanych na egzekucję. Ci, którzy szli na śmierć, bronili się i krzyczeli. Szarpano ich i wywlekano przemocą z celi. Pozostali więźniowie przeżywali grozę oczekiwania na egzekucję. I znów nadchodziły kolejne dni i noce oczekiwania, kiedy usłyszy się ciężkie kroki podkutych butów strażników więziennych, oczekiwania, po kogo następnego ze współwięźniów przyjdzie śmierć. Istnieje jeden z rodzajów najdotkliwszego lęku, jaki może przeżyć ludzka natura, lęk agonalny. Taki lęk przeżywał Chrystus w Ogrójcu w noc przed pojmaniem. Taki właśnie lęk przed śmiercią towarzyszył skazańcom, ale i równie intensywnie udzielał się współwięźniom.

Matka księdza Witolda pisała listy do ówczesnego prezydenta Bieruta, prosząc o przedterminowe zwolnienie syna. Również w tej intencji rodzina i znajomi zanosili błagania do Boga. Wreszcie po trzech latach ciężkiego stalinowskiego więzienia ks. Kacz został zwolniony. Jego zdrowie było w ruinie, miał nacieki gruźlicze i musiał chodzić o lasce.

W zetknięciu z całą brutalnością śledczych podczas nieludzkich przesłuchań a potem podczas pobytu na oddziale kary śmierci zrodziła się w nim tęsknota za wspólnotą osób, w której panowałaby miłość Jezusa. Tak w więziennym cierpieniu kształtowała się idea utworzenia instytutu świeckiego, który skupiałby osoby świeckie całkowicie poświęcone Bogu.

#Cierpienie duchowe przybiera różną postać. Może nim być doznanie opuszczenia przez ludzi. Pamiętaj, że w chwilach szczególnie dojmującego opuszczenia znajdziesz pomoc w ufnym zwróceniu się do Chrystusa, Który wysłucha każdą twoją skargę. Innym razem cierpieniem może być odczuwanie beznadziejnej szarości życia i niemożność jego odmiany. Pomyśl wtedy, że Chrystus już przyjął twoją beznadziejność na siebie, aby cię podnieść. Czy ja Mu się oddaję i poddaję się Mu, aby mnie dźwignął i niósł?

Jak po nocy nastaje poranek, a po burzy spokój, tak po ciężkiej życiowej próbie przychodzi pokój. Jest taka zasada, że w chwilach smutnych zapomina się o pomyślności, lecz gdy zło przemija, ponownie radujemy się jak dziecko. Pismo święte w wielu miejscach mówi o tym, np. „Cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie” (Syr 1,23).

☑Praca na dziś – Poproszę Pana Jezusa, bym w chwilach cierpienia nie upadał na duchu, pomny na słowa, że cierpliwy do czasu doznaje przykrości, a później przychodzi radość.

wtorek, 21 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień trzeci

JASNE ŚWIATŁO NA DROGACH MOJEGO ŻYCIA

Dzień 3.

„Dar męstwa uzdalnia naszą wolę do podejmowania wszelkich wysiłków, mimo piętrzących się trudności; do ochotnego znoszenia każdej ofiary, jeśli tylko idzie o sprawę Bożą” – z Myśli ks. Witolda Kacza.

W święto Aniołów Stróżów, dnia 2 października 1938 roku młody Witold wstępuje do seminarium duchownego w Krakowie. Wybuch II. wojny światowej w rok później i związane z nią czasowe zamknięcie seminarium sprawiły, iż wielu kleryków porzuciło naukę. Witold był wychowany w domu rodzinnym na patriotyczno-religijnych ideałach, co przyczyniło się do tego, że w tym trudnym okresie wytrwale trzymał się raz obranego kierunku. W następnych latach kontynuuje naukę. Po wyświęceniu na kapłana w 1944 roku zostaje wikarym w jednej z podkrakowskich parafii. Tam też jest kapelanem żołnierzy Armii Krajowej. Wraz z Jezusem idzie w sytuacje trudne i niebezpieczne. Jest z żołnierzami AK wówczas, gdy po zakończeniu działań wojennych z ciężkim sercem, w leśnych ostępach zakopywali broń, by nie dostała się w ręce władzy ludowej. Z posługą sakramentalną idzie do szpitala do chorych żołnierzy Armii Krajowej.

Od listopada 1945 do grudnia 1946 ks. Witold kierował placówką Młodzieży Wielkiej Polski, będącą konspiracyjną organizacją młodzieżową Stronnictwa Narodowego. Ks. Witold jednocześnie zaczął organizować w parafii krąg harcerski dla chłopców. Wszystko to były działania wymagające w ówczesnych czasach sporo odwagi. Władze komunistyczne bardzo źle widziały i oceniały tego typu działalność z młodzieżą, która była zagrożeniem dla państwowego programu ateizacji. Wkrótce też aktywnością ks. Witolda zainteresował się Urząd Bezpieczeństwa.

#Czy mam odwagę przyznać się do wiary w Chrystusa w otoczeniu, gdzie może to zostać źle odebrane? A może w piątek mam ochotę na kurczaka z ulubionymi frytkami? I nie za bardzo rozumiem, dlaczego akurat właśnie tego dnia powinienem powstrzymywać się od spożywania mięsa? To tylko takie dwa pierwsze lepsze przykłady z wielu możliwych.

Więc może zastanowię się, czy jednak czasem nie brak mi odwagi osobistej? Czyż nie należałoby się przeciwstawić tej powszechnie przyjętej opinii ogółu, której czasem tak bezrefleksyjnie się poddajemy? Niewątpliwie jest to temat do samodzielnego przemyślenia w okresie Wielkiego Postu.

Jezus mówi; „Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia” (Ap 2,10). Należy być wiernym nie tylko w zasadniczych sprawach, ale także w drobnych. Kto jest wierny w sprawach małych, ten będzie wierny i w sprawach znaczących, zgodnie ze słowami wielkorządcy skierowanymi do swoich sług w przypowieści o talentach:”Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię” (Mt 25, 21).

☑Praca na dziś – Zastanowię się, cz posiadam swoje wewnętrzne „normy honorowe”? Jeżeli nie, to dlaczego? Jeżeli tak, to czy staram się na co dzień zgodnie z nimi postępować?

poniedziałek, 20 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień drugi

ZMARTWYCHWSTANIE ŹRÓDŁEM NADZIEI

Dzień 2.

„Był swego czasu ktoś, kto chleb popijał wodą, chodził zawsze w jednym ubraniu, a za poduszkę służył Mu kamień pod gołym niebem.” – ks. Witold Kacz

W roku 1930 Witold zaczął uczęszczać do szkoły średniej. W tym okresie jego pasją stało się harcerstwo. Był w zastępie „Czarnych Wilków”. Przyrzeczenie harcerskie służby Bogu i Ojczyźnie złożył w 1933 roku. Zdobywał konsekwentnie kolejne sprawności harcerskie, między innymi lekarską, obozownika, kucharza, kartografa, trapera, wędrownika, pływaka, ratownika i także kierownika drużyny. Uwielbiał kontakt z przyrodą i kiedy tylko mógł, wyrywał się za miasto. Przepadał za harcerskimi obozami wędrownymi. Sam brał udział w takich obozach, między innymi po Szwajcarii Kaszubskiej, ponadto prowadził obóz na Litwę.

Zasady harcerza, które nosił w sercu jako normy honorowe - „Harcerz staje w obronie słabszych, pomaga w potrzebie”, rozwinął w całym życiu dorosłym.

W okresie szkolnym pojawił się również inny, dobry formator życiowy, wychowawca prof. Mikołaj Koszyczko, pedagog z powołania.
Z inicjatywy tego mądrego człowieka uczniowie odwiedzali osoby chore, przynosili im żywność, załatwiali drobne sprawy na mieście. Ksiądz Witold po latach często bardzo życzliwie wspominać będzie dawnego wychowawcę, który odegrał znaczącą rolę w jego młodości.

#Chrystus był niestrudzonym wędrowcem przemierzającym piechotą przez trzy lata szlaki Palestyny. Kiedy głosił Dobrą Nowinę, nie miał własnego domu, gdzie mógłby odpocząć. Wszyscy jesteśmy takimi wędrowcami na drogach naszego życia i w tym upodabniamy się do Niego. „Nie mamy tutaj trwałego domu, naszym mieszkaniem jest namiot” – pisał ks. Witold Kacz. Chciał przez to zwrócić uwagę, że nasze życie nie jest czymś trwałym i powinniśmy pytać o cel, dokąd zmierzamy. Czy i ja postawiłem już Jezusowi pytanie, jaki jest cel mojej drogi?

Spośród czterech cnót kardynalnych – roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania, najważniejszą cnotą jest roztropność. Steruje ona wszystkimi pozostałymi cnotami oraz uzdalnia do poznania tego, co właściwe. Kto chciałby prowadzić dobre życie, musi wiedzieć, czym jest dobro, za którym podąża. Tak zachowa zdrowy dystans do dóbr tego świata wiedząc, że rzeczy stworzone nie
są ostatecznym celem człowieka.

☑Praca na dziś – Zastanowię się, jakie są moje plany na przyszłość? Czy są zgodne z wolą Bożą?

niedziela, 19 marca 2017

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień pierwszy

ZMARTWYCHWSTANIE ŹRÓDŁEM NADZIEI

Dzień 1.

„Spójrz na siebie, na swoje wszystkie władze, talenty, zalety, cechy, na całe swoje życie i na jego istotę; na swoje ciało z jego wszystkimi zmysłami – i w tym wszystkim ujrzyj miłość Bożą do ciebie” – z Myśli ks. Witolda Kacza.

Witold Kacz urodził się niespełna sto lat temu, w roku 1920 w Krakowie. Wychował się w domu, w którym panowała ciepła atmosfera rodzinna. Jego matka była osobą pogodną i wyrozumiałą, posiadającą poczucie humoru, którym łagodziła pewną stanowczość ojca.

Kiedy chłopiec dorósł do wieku I. spowiedzi św., wraz z matką i resztą rodzeństwa zaczął uczęszczać do sakramentu pojednania w klasztorze OO. Karmelitów. Będąc chłopcem, miał już swojego stałego spowiednika, pobożnego karmelitę. Wpajał on w młode serce pierwsze prawidła dotyczące głębszego życia wewnętrznego. Reminiscencją tych pierwotnych doświadczeń duchowych młodego Witolda będzie w późniejszych latach przeświadczenie o potrzebie pracy wewnętrznej i zmagań duchowych o zjednoczenie z Bogiem, o czym tak wiele pisał jego ulubiony autor, wielki mistyk karmelitański św. Jan od Krzyża.

#Zatrzymajmy się przez chwilę, by przyjrzeć się samym sobie. Czyż Bóg nie obdarzył nas bogato przeróżnymi cechami naszego charakteru? Każdy posiada je w nadmiarze, zarówno te dobre, jak i te mniej chwalebne, a może znajdzie się i kilka całkiem złych. Każdy z nas posiada niezmierzone duchowe bogactwo wewnętrzne.

Czyż Wielki Post nie jest najstosowniejszym czasem do podjęcia pracy nad swoim charakterem? Właśnie teraz powinniśmy się starać w jakiś sposób uporządkować nasze wnętrze, by w ten sposób dążyć do upodobnienia się do Chrystusa, Który jest naszym wzorem. „Bądźcie więc tak doskonali,jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski” (Mt 5,48).

Prawdopodobnie każdy ma już jakiś swój sposób, żeby sobie radzić z własnymi wadami. I tak na przykład można wpierw rozeznać, jakie posiadamy negatywne cechy charakteru, czyli właśnie wady, a jakie pozytywne - zalety, a precyzyjniej cnoty. Wada powstaje wskutek powtarzania tych samych złych czynów. Natomiast cnota to wewnętrzna postawa, pozytywne przyzwyczajenie do czynienia dobra.

Taki wstępny, uczciwy bilans naszego stanu wewnętrznego jest punktem wyjścia na drodze pracy nad charakterem. Następnie pozostaje tylko jedna metoda – nie dając się ponieść nieuporządkowanym uczuciom i emocjom, wszystkie siły naszej woli ukierunkować na czynienie dobra. Dzień po dniu należy stopniowo eliminować wady, a rozwijać zalety. Z Bożą pomocą przez całe życie można tak pomnażać przymioty charakteru, zdolności osobiste i talenty.

Praca nad charakterem jest fascynującym doświadczeniem, nie może być jednak pozbawiona wysiłku i niejednokrotnie wymaga samozaparcia. Tak naprawdę trwa przez całe życie a jej celem jest harmonijny rozwój własnej osobowości. W taki sposób coraz bardziej w jakiś tajemniczy sposób upodabniamy się do Chrystusa, stajemy się „alter Christus” – na wzór Chrystusa.

☑Praca na dziś – Zrobię bilans wad i zalet mojego charakteru. Zastanowię się, co muszę zmienić w swoim postępowaniu, żeby rozwinąć pozytywne cechy charakteru, żyć cnotliwie.