poniedziałek, 30 października 2017

Każdy ma w sobie coś z anioła

budowałem na piasku
i zwaliło się
budowałem na skale
i zwaliło się
przyszedł Jezus
zbudował na piasku
i stoi


x x x

słowa się łamią
myśli ulatują
pustynia
tylko
być
przed Twą ikoną
płonącą świecą


x x x

dopiero z nędzy mojej
mogą wyrosnąć
najpiękniejsze kwiaty
gdy blask prawdy
górskim szczytem
dotknie mnie


x x x

gorzka słodkość w ustach
głośna cisza w uszach
ciemna jasność wzroku
brutalna czułość dłoni

ciało lotne
dusza krwista
psychika jak słup soli
rozum bystry jak kałuża

wszystko normalnie
nic się nie dzieje
jestem zwykłym
szarym człowiekiem


x x x

przenoszę góry
dźwigam ciężary
dlatego
że jestem niczym


x x x

nie chcę
ale jeżeli musisz
pal mnie żywym ogniem


Po raz drugi publikujemy utwory autora występującego pod pseudonimem Anonimus Polonicus.

Może przyjrzyjmy się jednemu z utworów, gdzie występują takie określenia, jak gorzka słodkość, głośna cisza, ciemna jasność czy brutalna czułość. W tym zabiegu stylistycznym autor zestawił ze sobą wyrazy o przeciwstawnym znaczeniu, używając tak zwanego oksymoronu. W mowie potocznej oksymorony występują w wyrażeniach typu: zimne ognie, czarny śnieg, ciepłe lody, dźwięcząca cisza. Użyty w tym wierszu cały zestaw oksymoronów ma na celu nie tylko zainteresować czytelnika, ale także oddać wieloznaczność tego złożonego bytu, jakim jest człowiek. Okazuje się, że nie można człowieka opisać jednoznacznie, gdyż składa się z przeciwieństw, jest wieloznaczny.



W innym wierszu: "przenoszę góry/dźwigam ciężary/dlatego/że jestem niczym" – zostaje oddany odmienny paradoks człowieka. Autor zdaje się w nim mówić, iż ludzie pomimo swojej nicości potrafią jednak dokonywać wielkich dzieł. Przypomina się tutaj Psalm 8 z Biblii „czym jest człowiek, że o nim pamiętasz... Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich... Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich”. Jesteśmy normalnymi, słabymi ludźmi, a jednak każdy z nas ma w sobie coś z wszechmocy anioła.

marek

poniedziałek, 23 października 2017

DWIE ŚWIĄTYNIE WESTMINSTERSKIE W CENTRUM LONDYNU

W centrum Londynu, na terenie dzielnicy zwanej Westminster, położone są dwie świątynie o podobnie brzmiących nazwach i stąd mylonych między sobą. Pierwsza to Opactwo Westminsterskie (Westminster Abbey), jedna z najważniejszych świątyń anglikańskich, zaś druga to Katedra Westminsterska (Westminster Cathedral), która jest główną świątynią katolicką Anglii i Walii. Obie świątynie dzieli odległość, którą można pokonać piechotą w kwadrans.

Opactwo Westminsterskie jest o wiele starsze i jest położone nad rzeką Tamizą, tuż obok budynku parlamentu i wysokiej wieży ze znanym zegarem Big Benem. W niedzielę można wziąć udział w nabożeństwie anglikańskim i w ten sposób skorzystać ze sposobności, by się pomodlić a także, by bez płacenia za wstęp znaleźć się wewnątrz zabytkowej świątyni (a opłata jest dosyć wysoka jak na polską kieszeń). Podczas nabożeństwa są odmawiane modlitwy, śpiewane psalmy i pastor głosi kazanie. Po nabożeństwie trwającym niecałą godzinę można się na chwilę rozejrzeć po świątyni.



(autor zdj. Christine Matthews, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14151259)

Pierwsze zabudowania klasztorne powstały około 800 roku. Mieściło się tu opactwo benedyktyńskie. W Westminster Abbey od 1066 roku odbywały się koronacje królów Anglii, Walii i Szkocji. Od XIII wieku to również miejsce pochówku królów i osób zasłużonych. Na terenie opactwa pochowanych jest ponad trzy tysiące zmarłych, wśród nich wybitni pisarze, uczeni i muzycy, jak np.: Karol Dickens, Rudyard Kipling, Isaac Newton, Karol Darwin, G.F. Haendel i H. Purcell. Wielu poetów i pisarzy z powodu mało przykładnego życia, jakie prowadzili, nie otrzymywało zgody na pochówek. Dopiero wiele lat po ich śmierci umieszczano tylko tablice pamiątkowe, na przykład z nazwiskami Williama Szekspira, William Blake'a, G.G. Byrona. W roku 1534 król Henryk VIII przejął opactwo w czasie swojej walki z Kościołem katolickim i wkrótce potem je zlikwidował. W XIX wieku kontynuowano przebudowę i renowację.

Wśród ciekawostek warto wspomnieć o dwóch polonicach. W Kaplicy Królewskich Sił Powietrznych znajdują się witraże poświęcone Dywizjonom 303 i 302, widać tam polskie orły i polską flagę, natomiast na zewnątrz świątyni można obejrzeć figury męczenników XX wieku, pierwszym od lewej jest św. Maksymilian Kolbe.



(autor zdj. F. Czarnowski - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=27478424

Ponieważ przejście piechotą z anglikańskiej świątyni do katolickiej Katedry Westminsterskiej nie zajęło mi sporo czasu, mogłem zdążyć – zgodnie z planem - na wieczorną Mszę św. Wewnątrz trwa nieustanna modlitwa wiernych, przez cały dzień są odprawiane liczne Msze oraz trwa adoracja Najświętszego Sakramentu w odrębnej kaplicy. W ciągu całego dnia można przystępować do spowiedzi. W kościołach parafialnych może być już z tym problem, gdyż przyjęte jest, że sakramentu spowiedzi udziela kapłan tylko raz w tygodniu w określonym dniu. Zupełnie inaczej ma się sprawa w polskich parafiach na terenie Londynu, gdzie spowiedź – tak jak w Polsce – jest udzielana przed każdą Mszą, zazwyczaj przez siedem dni w tygodniu.

Katedra Westminsterska została wzniesiona stosunkowo późno, bo na przełomie XIX i XX wieku, w czasie, kiedy już na dobre ustały prześladowania angielskich katolików i kiedy parlament brytyjski wydał zgodę na budowę. Jest wzniesiona z czerwonej cegły, budulca charakterystycznego dla zabudowań mieszkalnych całego Londynu. Wewnątrz są liczne, przepiękne kaplice. Po lewej stronie od wejścia jedna z nich poświęcona jest angielskim męczennikom katolickim, zamordowanych przez ich anglikańskich braci w długim okresie okrutnych prześladowań religijnych. Dziś w Anglii panuje duch ekumenizmu, tutejsi chrześcijanie raczej mogą się natomiast obawiać ogólnej desakralizacji i islamizacji.

Po lewej stronie, przy wejściu do katedry jest niewielki, ale bardzo gustownie urządzony sklepik z dewocjonaliami; można tu nabyć piękne ikony, mszaliki i biżuterię religijną. Zauważyłem, że brak jednak Pisma św. Jeżeli chodzi o Biblię, to można ją nabyć w niewielkich sklepach na terenie miasta. Chodzi tu o sklepy z rzeczami używanymi, które prowadzą fundacje dobroczynne typu Charity, gdzie mieszkańcy przynoszą za darmo rzeczy używane i te są sprzedawane z zyskiem na rzecz fundacji. I tak w jednym z takich sklepików nabyłem całkiem dobry egzemplarz Starego Testamentu, w twardej płóciennej okładce, za zaledwie jednego funta (niespełna pięć złotych)! Być może Pismo Święte u współczesnych Anglików nie jest już w takiej cenie, jak dawniej.



(autor zdj. Velela - Fotografia własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=816794)

Katedra Westminsterska - Archikatedra Najświętszej Krwi Chrystusa jest wybudowana z czerwonej cegły w stylu neobizantyjskim.

Katedra Westminsterska, główny kościół w Anglii i Walii, jest siedzibą arcybiskupów Westminsteru. W 2011 r. na terenie Anglii i Walii było nieco ponad cztery miliony katolików, stanowiących 7,4% ogółu mieszkańców. Wielka Brytania oficjalnie jest państwem z założenia wielonarodowościowym i wielokulturowym, o czym często wspomina obecna premier Theresa May. Katolicyzm z religii zakazanej i prześladowanej w ciągu ostatnich dwustu lat stał się religią cieszącą się powszechnym uznaniem. W ostatnim czasie liczni wyznawcy anglikanizmu przechodzą na katolicyzm, gdyż nie mogą się pogodzić z licznymi udziwnieniami ze strony anglikańskich duchownych. Chociaż angielski Kościół katolicki też ma swoje problemy, to jednak zdaje się być najmocniejszą spośród innych, licznych i wielorakich wspólnot chrześcijańskich w Wielkiej Brytanii.

marek

niedziela, 22 października 2017

Słowo ziarnem

Bóg porównuje swoje słowo do ziarna. Ma ono wielką moc. Siła życia, a więc to czego nie posiada cała ziemia, cały kosmos, jest ukryta w maleńkim ziarnie. Potęga tej siły ujawnia się jednak dopiero z chwilą uruchomienia procesu rozwojowego, do czego jest potrzebna woda i słońce.

Gleba ludzkiego serca ma zapewnić to, co jest potrzebne do owocowania Bożego słowa. Dopiero ta wzajemna współpraca Bożej siły życia z glebą gwarantuje odpowiednie owoce. Ale nie tylko słowo Boga jest ziarnem, nasze ludzkie słowo skierowane do drugiego człowieka też jest ziarnem. Różnica jednak między Bożym słowem a naszym, ludzkim, jest wielka. Boże słowo jest zawsze dobre, pełne życia i świętości. Nasze słowa ludzkie bywają puste, zawodzą, nie mają w sobie siły życia. Co więcej, mogą być nawet ziarnem złym.

Istnieje jeszcze dodatkowa tajemnica naszego słowa. O ile nasze dobre słowo rzadko wydaje owoce, o tyle złe ma tendencję do błyskawicznego wydawania stokrotnego owocu. Można skierować do kogoś tysiąc słów pełnych życzliwości i troski o jego dobro, a jeśli z tego tysiąca przyjmie przynajmniej jedno słowo i zamieni w czyn, to sukces jest już duży. Wystarczy natomiast jedno słowo złe rzucić w jego serce, a w krótkim czasie ono właśnie wydaje owoc obfity. To dramat wielu rodziców, wychowawców, nauczycieli.

Ludzkie serce jest glebą nieurodzajną dla słowa dobrego i niezwykle urodzajną dla słowa złego. To zmusza do wielkiej odpowiedzialności za każde wypowiedziane i przyjęte słowo. Warto uważnie prześledzić tę dziwną „urodzajność" gleby ludzkiego serca. Ona jest tak skażona, że ziarno dobrego słowa, ludzkiego i Boskiego, w niej obumiera, a ziarno złego rozrasta się bujnie jak chwasty.



W tej sytuacji trzeba mieć na uwadze kilka zasadniczych wytycznych. Skoro gleba naszego serca jest bardziej podatna na słowo świata, ciała, ducha zła, niż na słowo Boga, trzeba ją tak uprawiać, by nie dopuścić do zakorzenienia się w niej ziarna złego słowa. Ono nie może nawet paść na glebę naszego serca, nie mówiąc już o zapuszczeniu korzenia.

Biorąc natomiast pod uwagę nasze słowa skierowane do innych ludzi, trzeba je zawsze dokładnie przesiać przez sito wrażliwego sumienia, by nigdy z naszych ust nikt nie słyszał słowa złego. Nie możemy siać ziarna słowa złego w serca swoich bliskich, bo sami będziemy odpowiedzialni za jego owoce. Ono szybko dojrzewa i przenosi się w serca innych ludzi wiatrem plotki, obmowy, oczernienia. A nad procesem jego dalszego rozsiewania nie będziemy już w stanie zapanować.

Trzeba wreszcie szukać wspólnoty z ludźmi, którzy znają wagę dobrego słowa i niebezpieczeństwo ukryte w słowie złym. Taka wspólnota, w której trwa od rana do wieczora siew dobrego słowa, a równocześnie ciągła praca nad usuwaniem ziarna chwastów rzucanych przez świat, jest najlepszą gwarancją urodzajności gleby naszego serca. W takiej wspólnocie ona będzie wydawać owoc stokrotny - wielbiąc Boga i ubogacając serca innych ludzi.

Powyższe kazanie wygłosił ks. Adam Ogiegło we wrześniu b. r. na dniu skupienia

poniedziałek, 17 lipca 2017

MIŁOŚĆ WZAJEMNA

Św. Teresa z Awila w swojej książce "Droga doskonałości" (XVI. wiek) wskazuje drogę, jaką należy iść, aby osiągnąć doskonałość. W drugiej części książki pisze między innymi o tym, jak oczyścić własną miłość.

OCZYSZCZENIE MIŁOŚCI

Istnieje w nas podwójna zdolność kochania, jedna duchowa a druga zmysłowa. Możemy więc kochać wolą i uczuciem, a zwykle jednoczymy jedno z drugim, bo jesteśmy jedną naturą i jedną osobą. Miłością zmysłową kierują zmysły a miłością duchową rozum. Miłość zmysłowa jest mniej szlachetna, bo szuka ona dla siebie zadowolenia i korzyści. Miłość woli, skierowana ku czynieniu dobrze innym, jest miłością życzliwości. By czynić dobrze innym, jestem gotowy zapomnieć o sobie samym, wyrzec się własnej korzyści – to jest miłość szlachetna, podczas gdy tamta, zmysłowa, pozostaje często o wiele od niej niższa.

Miłość nadprzyrodzona jest duchowa, a nie zmysłowa. By nas doprowadzić do zażyłości z sobą, Bóg podniósł nasze władze do dziedziny nadprzyrodzonej. Miłość, jaką zapalił w nas, jest miłością duchową czyli woli, miłością, którą podtrzymuje rozum. Lecz podtrzymuje ją już nie rozum naturalny, ale rozum oświecony wiarą.

Nasi pierwsi rodzice, podobnie jak my, posiadali podwójną zdolność kochania, lecz mieli również szczególny dar Boży, doskonałą równowagę, która wprowadzała w nich harmonię między miłością duchową a zmysłową. Po zburzeniu tej pierwotnej równowagi my możemy powrócić do tej doskonałej równowagi tylko poprzez mocne wychowanie w cnotach. Nie można temu zapobiec, by wola nie skłaniała się raczej ku jednej osobie, niż ku drugiej, bo jest to rzecz naturalna, mówi św. Teresa z Awila. Jest to rzecz naturalna, ponieważ pociąg zewnętrzny, który rodzi sympatię, działa również na wolę:"Często natura pociąga nas do kochania osoby mniej cnotliwej, ale bardziej wyposażonej w zalety przyrodzone. Sprzeciwiajmy się mężnie tej skłonności i nie dopuszczajmy jej zapanować nad sobą. Miłujmy cnotę i dobro wewnętrzne i czuwajmy zawsze starannie nad sobą, by nie przywiązywać żadnej waga do powabów zewnętrznych" – pisze św. Teresa.

Czuwajmy nad sobą od samego początku. Jednak spraw serca nie należy załatwiać gwałtownie, raczej trzeba serce wychowywać, podnosząc je i skierowując do dóbr nadprzyrodzonych.

PRAKTYKA MIŁOŚCI OCZYSZCZONEJ

Św. Teresa, mówiąc o praktyce miłości czysto duchowej, przeciwstawia ją miłości naturalnej, dozwolonej zresztą, lecz tej, która prowadzi do słabostek, ponieważ nie jest miłością doskonałą. Miłość naturalna stara się o dobro materialne osób i każe nam troszczyć się, gdy osoba, której dobrze życzymy, cierpi. Niepokoimy się wówczas, chcielibyśmy, aby nie cierpiała, aby się cierpienie skończyło. Miłość nadprzyrodzona zaś zajmuje się wyłącznie dobrem duchowym osoby umiłowanej i nigdy nie pozwala zapomnieć, że prawdziwe dobro stanowi postęp w łasce uświęcającej, zbawienie, świętość. Zdajemy sobie sprawę, że nie można stać się świętym bez cierpienia. Będziemy więc umieli cenić doświadczenia, jakim podlegają nasze dusze i w tych utrapieniach i przeciwnościach dojrzymy działanie Boga, który chce nas oczyścić i uświęcić. Chociaż nasza miłość pozostaje nadprzyrodzoną i chociaż się ceni cierpienie, pierwszym poruszeniem w nas jest pewna przykrość, lecz będzie ona opanowana przez wolę i dlatego takie uczucie różni się bardzo od uczucia zmysłowego, nieuporządkowanego i gwałtownego. Widząc duszę, która umie korzystać ze swoich cierpień, powinniśmy się tym cieszyć, bo znamy wartość tego wielkiego środka uświęcenia.



Kiedy widzimy osobę cierpiącą, powinniśmy się modlić, aby była stale i w pełni zdana na Boga, aby miała cierpliwość i siłę potrzebną do wykorzystania tego doświadczenia. Zarazem powinniśmy nie tylko modlitwą, ale i czynem przyczyniać się do ulżenia doli osoby cierpiącej. Nasza życzliwość nie powinna być słabością, która zgadza się na zło, lecz współczuciem, które pragnie doskonałości bliźniego i niełatwo wierzy, jakoby ona już została osiągnięta.

Powyższy tekst opracowałem na podstawie książki pt.: "Na drogach życia duchowego" autora o. Gabriela od św. Marii Magdaleny; wyd. O.O. Karmelitów Bosych, 1965 r.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

W świecie kłamstwa

Kolejna nasza refleksja dotyczy ósmego przykazania. Nie zawsze uświadamiamy sobie, że jednym z najgroźniejszych narzędzi niszczenia człowieka jest kłamstwo. Ono też sprowadza na ludzi moc nieszczęść. Największa słabość ludzkiej natury polega bowiem na tym, że można nas stosunkowo łatwo okłamać. Wiedział o tym szatan i pierwszy cios wymierzył właśnie w ten słaby punkt. Skłamał, mówiąc pierwszej kobiecie: „Nie umrzecie”, gdy spożyjecie z drzewa wiadomości dobra i zła. Pierwszy człowiek dał się okłamać, padł ofiarą kłamstwa, ale co gorsze, zaraził się kłamstwem i ojca kłamstwa - szatana - potraktował jako swego mistrza.

Dlaczego ludzie kłamią? Ponieważ kłamstwo daje doraźną korzyść. Niejeden bogacz tego świata zbił swój majątek, posługując się kłamstwem, niejeden sięgnął po wysokie stanowisko, zdradzając po drodze prawdę. W tym świecie odnoszenie sukcesu drogą w stu procentach uczciwą jest zjawiskiem bardzo rzadkim. Nawet jeśli sam człowiek nie kłamie, to kłamią ci, którzy mu pomagają w robieniu kariery. Obserwujemy to we wszystkich dziedzinach życia, a więc w polityce, która polega na umiejętnym okłamywaniu rywali; w reklamie, będącej sprężyną handlu; w sporcie, gdzie coraz częściej stosuje się środki dopingujące. Biblia mówi nawet o kłamstwie w ustach kapłanów, których gromi prorok Malachiasz i o zakłamaniu teologów żydowskich oraz faryzeuszów, które piętnuje sam Jezus. Wniosek stąd prosty - nawet życie religijne nie jest wolne od niebezpieczeństwa, jakim jest kłamstwo.

Kłamstwem posługuje się propaganda, która mówi tylko to, co dla niej korzystne. Radio, telewizja, Internet, prasa okłamują świat i dyktują wszystkim swój sposób myślenia i patrzenia. Środki masowego przekazu ukazują rzeczywistość w krzywym zwierciadle, tak jak to leży w interesie tych, którzy się tymi środkami posługują. Człowiek, który kocha prawdę, niejednokrotnie chcąc ratować swą wrażliwość sumienia musi umieć wyłączyć telewizor, radio, czy odłożyć prasę, aby sfałszowany obraz świata nie zniekształcił jego myślenia.



Z kłamstwem mamy do czynienia na każdym kroku w naszym codziennym życiu. Wszędzie tam, gdzie przychodzę zgodnie z rozkładem jazdy, a muszę czekać na opóźniony autobus czy pociąg - zostałem okłamany. Gdy sprzedawca daje nam przeterminowany towar  - kłamie. Gdy mąż wyjeżdża do przyjaciółki, a tłumaczy się delegacją z pracy - kłamie. Gdy urzędnik podpisuje listę obecności w pracy, a spaceruje po sklepie - kłamie. Gdy pacjent, któremu lekarz zabronił palenia, w ukryciu zaciąga się papierosem - kłamie...

Mówi się dziś wiele o ratowaniu zanieczyszczonego środowiska naturalnego, a więc powietrza, ziemi, wody, tymczasem ratowanie życia na ziemi trzeba rozpocząć od wielkiego alarmu z powodu zanieczyszczenia kłamstwem ludzkich serc. Kłamstwo bowiem ciągle tuszuje wszelkie inne zanieczyszczenia, wiodące do śmierci życia religijnego, moralnego, psychicznego, a nawet biologicznego. Niezwykle groźnym zanieczyszczeniem dzisiejszego świata jest kłamstwo.

Chrześcijanie żyją w świecie kłamstwa i nie ma w tym nic dziwnego, bo kłamstwo jest prawem tego świata. Przerażające natomiast jest całkowite zlekceważenie przez nas samych zła zawartego w kłamstwie. Wmontowaliśmy kłamstwo w życie jako jego element składowy. Nie walczymy z kłamstwem przy pomocy prawdy, lecz na kłamstwo odpowiadamy kłamstwem. Mnie oszukują, więc ja mogę, a nawet muszę oszukiwać; muszę, aby żyć. Jest to jednak zdrada nauki Jezusa, który jasno powiedział: „Mowa wasza niech będzie: tak - tak; nie - nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).

Świat może kłamać. Chrześcijanin nie może kłamać. Powiedział bowiem na chrzcie Bogu, iż wyrzeka się złego, a więc odszedł od ojca kłamstwa, a opowiedział się po stronie Chrystusa, który „po to się narodził i po to przyszedł na świat, by dać świadectwo prawdzie" (J 18,37). Jeśli człowiek po chrzcie kłamie, opuszcza Chrystusa i wraca do ojca kłamstwa - szatana. Prawdziwego chrześcijanina najłatwiej rozpoznać we współczesnym świecie po prawdomówności. Jego usta nie kłamią. Chrystus potrzebuje świadków prawdy. Mamy udowodnić, że tu na ziemi można żyć trwając wiernie przy prawdzie.

Jak chrześcijanin winien się zachować w świecie kłamstwa?

Winien mieć świadomość potęgi kłamstwa zalewającego współczesne pokolenie. Winien doskonalić filtr zdrowego krytycyzmu, a więc tę umiejętność, która potrafi właściwie ocenić docierające do niego informacje. Tak długo nie można przyjmować informacji jako pewnych, jak długo nie sprawdzimy kto, z jakiego powodu i w jakim celu je podaje. Trzeba szukać ludzi godnych zaufania, którzy nie kłamią, kochają prawdę i żyją w świecie prawdy. W spotkaniu z nimi można odetchnąć prawdą i odkryć jej moc. Trzeba otworzyć Ewangelię i przez kilkanaście minut uważnie ją poczytać. Słowo Boga nie kłamie. To jest czysta prawda. W świecie kłamstwa nie zginie tylko ten, kto nie straci smaku prawdy.

Kazanie wygłosił ks. Adam Ogiegło w maju na dniu skupienia

wtorek, 6 czerwca 2017

WIERSZE HALINY

Widzę

Otwieram okno,widzę chmurki
takie trochę niebieskie,
takie po prostu
jak w inne dni,
bardzo piękne.

Ptaszki śpiewają.

To tu, u nas właśnie,
jest tak pięknie.


* * * * *


Te gwiazdki na niebie
Chodzą po przestworzach
Z niepojętą precyzją.

Tak przepięknie
Pan Bóg stworzył to wszystko
I urządził.


* * * * *


Gdy byłam mała
myślałam,
że gdy gałęzie drzew się kołyszą
to robią wiatr

A to jest właśnie odwrotnie

Wiatr oczyszcza nam powietrze,
również deszcz

Gałęzie kołyszą się w wietrze

Pan Bóg daje nam deszcz,
słońce i wiatr,
by świat był piękny.

Trawa się zieleni,
kwiaty rozkwitają. I biegniemy do mamy
i mówimy: Pan Bóg jest nam łaskawy.



Halina, autorka trzech zamieszczonych powyżej utworów, pisała wiersze przez cały okres swego życia. Niektóre z nich były drukowane na ręcznym powielaczu jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku w gronie amatorskim. Niestety z całości zachowało się zaledwie kilka utworów, i to z ostatniego okresu życia. Pomimo różnych dolegliwości, związanych z podeszłym wiekiem, wiersze te tchną nieprzepartą pogodą ducha.

Wiersze te należy zaliczyć do liryki osobistej, w której autorka wyraża uczucia konkretnej osoby. Obrazowaniem poetyckim nazywamy sposób przedstawiania rzeczywistości poetyckiej. Autorka liryków odzwierciedla rzeczywistość dokładnie, nie pomija szczegółów. Taki obraz świata, dający złudzenie prawdziwego, nazywamy obrazowaniem realistycznym, mimetycznym (naśladującym rzeczywistość). Ponadto w utworach dostrzegamy liczne zdrobnienia – chmurki, ptaszki, gwiazdki. Zdrobnienia te wyrażają pozytywną uczuciową ocenę podmiotu lirycznego.

Z utworów przebijają chrześcijańskie (franciszkańskie) ideały radości życia, zachwytu nad dziełem stworzenia, zjednoczenia człowieka z naturą.



Wydaje się, że płynie stąd niewątpliwa zachęta dla nas. Mianowicie warto pisać wiersze (czy jakieś inne teksty), malować (lub robić jakieś inne dzieła plastyczne lub muzyczne), w czymś się realizować, ponieważ być może będą to jedyne rzeczy materialne, które pozostaną po nas, dające świadectwo, że przeszliśmy przez życie nie będąc obojętnymi na utajone w dziele stworzenia elementy piękna.

opracował Marek

środa, 3 maja 2017

Zabić ducha (życie moralne i religijne)

Ostatnio mówiłem o zagrożeniach dla życia psychicznego, komentując słowa Jezusa: „bójcie się tego, który ciało i duszę może zatracić w piekle". Dziś chwila refleksji nad zagrożeniem życia moralnego i religijnego.

Niszczenie życia duchowego dokonuje się przez wyprowadzenie człowieka ze świata dobra i wprowadzenie go w świat zła; czynienie z człowieka sługi zła. Dobro jest zawsze twórcze, zło zaś - siłą niszczenia. Człowiek moralnie zdrowy wybiera dobro, wie bowiem, że tworząc dobro, ubogaca samego siebie. Człowiek moralnie chory wybiera zło, a popełniając zło, niszczy siebie.



Jakie są formy niszczenia życia moralnego? Pierwsza z nich polega na niszczeniu sumienia. Dokonuje się to przez zacieranie granicy między dobrem a złem. Człowiek o zniszczonym sumieniu, w imię pozorów dobra czyni zło. Droga do tego wiedzie przez wciąganie w kłamstwo, w kradzież, zmuszanie do krzywoprzysięstwa, zdrady, donosicielstwa, namawianie do morderstwa nie narodzonego dziecka, do pracy w niedzielę itp.

Atak jest wymierzony w przykazania. Mordercy ducha dowodzą, że przykazania są tak trudne, iż nie da się według nich żyć. Aby zatem żyć, trzeba je łamać. Innymi słowy, aby ocalić życie biologiczne, należy zabić ducha. Trzeba to dostrzec, bo często jest to działanie programowe. Po zniszczeniu sumienia umiera człowiek, a zostaje inteligentne, drapieżne zwierzę, budzące strach i mogące służyć jako narzędzie niszczenia innych.

Drugą formą zabijania ducha na płaszczyźnie życia moralnego jest zgorszenie. Jest to czyn lub postawa, które czynią drugiego człowieka gorszym, ucząc go popełniania zła. Słowa Chrystusa pod adresem gorszycieli są straszne. „Kto by stał się powodem grzechu jednego z tych małych (...), temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić na szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18, 6-7). „Lepiej by" uśmiercić danego człowieka, tzn. mniejsze zło jest w śmierci fizycznej gorszyciela, niż w śmierci duchowej tych, których gorszy.

Gorszyciel jest współodpowiedzialny za złe czyny człowieka zgorszonego, przez całe jego życie. Wprowadza on człowieka na drogę zła, jest przewodnikiem na tej drodze i dlatego odpowiedzialność za czyny zgorszonego w wielkiej mierze spoczywa na nim. Najcięższą odpowiedzialność za zgorszenie ponoszą rodzice wobec dzieci i kapłan. Wielkość bowiem zgorszenia zależy w dużej mierze od stopnia zaufania, jakim ktoś darzy danego człowieka. Nadużycie zaufania celem wprowadzenia na złą drogę rani serce, które zaufało, pozostawiając ranę nie do uleczenia.

Trzecią formą mordowania życia moralnego jest odebranie człowiekowi nadziei. Człowiek żyje dążąc ku czemuś, lub żyjąc dla kogoś. Potrafi przetrwać najtrudniejsze okresy w życiu, jeśli przyświeca mu nadzieja. Wspomnienia obozowe dotykają jako bardzo bolesnego problemu ludzi, którzy ginęli nie z powodu ciężkiej pracy, razów czy głodu, ale z powodu braku nadziei. Schnęli w oczach, umierali duchowo i nie było lekarstwa na tę ich chorobę.

Można odebrać nadzieję jednostce, wspólnocie, narodowi. Jest to forma zabijania ducha, a uleczenie go jest sprawą bardzo trudną. Łączy się z tym ściśle to, co św. Paweł nazywa „gaszeniem ducha". Ciągłe podcinanie skrzydeł wolności i twórczej pracy. Na co dzień zamyka się to w takich powiedzeniach, jak: „nie warto" pracować, bronić sprawiedliwości, prawdy, dochodzić swego, albo: „nic się nie da zrobić", zwalając wszystko na trudną sytuację, w jakiej się znajduje człowiek, czy naród. Takie podejście niszczy odwagę, wypełnia serce małodusznością. Jest to poważna choroba naszego społeczeństwa. Odpowiedź zdrowego ducha jest prosta: warto być dobrym, warto pracować, warto upomnieć się o prawdę. Da się zrobić wiele, bardzo wiele, tylko trzeba chcieć. Nie sytuacja decyduje o tym, co się da zrobić, ale potęga naszego ducha.

Kończąc refleksję nad tym, co zabija ducha, pragnę jeszcze zwrócić uwagę na morderstwo życia religijnego. Chodzi tu przede wszystkim o odbieranie ludziom wiary. Dokonuje się to albo przez odebranie człowiekowi nadziei religijnej – a więc tej, która zawarta jest w Bożej obietnicy – albo przez zniszczenie zawierzenia Bogu. Nadzieja jest ustawiona ku przyszłości, zawierzenie jest zawsze związane z chwilą obecną, to jest nić łącząca człowieka z Bogiem w dniu dzisiejszym. Przecięcie tej nici strąca człowieka w zwątpienie i pogrąża w rozpaczy. Jest to największa krzywda wyrządzona człowiekowi. „Bójcie się tego, kto ciało i duszę może wtrącić do piekła". Bójcie się tego, kto przecina nić zawierzenia Bogu. Ta śmierć ducha może przyjść nagle, przez uderzenie zła i pokusę zwątpienia, a może się dokonywać stopniowo, przez rozwój choroby zniechęcenia, która prowadzi nad przepaść duchowego samobójstwa. Zwątpienie często rzuca człowieka na dno rozpaczy.

Nie mówię już o narzędziach mordowania ducha. Sądzę, że każdy z Was może je stosunkowo łatwo rozpoznać. Jest to o tyle ważne, że łączy się z rozpoznawaniem metody zabijania ducha. Już i tak długo, w stosunku do innych, zatrzymujemy się przy przykazaniu piątym.



Chcę jedynie odpowiedzieć na pytanie: czy można wskrzesić ducha? Można, póki ciało żyje i człowiek jest świadomy swych decyzji. Proces to jednak bardzo trudny. Z reguły jest potrzebna pomoc człowieka o zdrowym i silnym duchu, nierzadko nawet kilku ludzi, całej wspólnoty oraz szczególnego wsparcia łaski Bożej. Wzywam jednak do wielkiej ostrożności. Nie wolno podać takiemu człowiekowi ręki samemu, bo choroby ducha są bardzo zaraźliwe, a ratowanie duchowego topielca może się skończyć tragicznie. Potrzebne jest zawsze ubezpieczenie w rękach drugiego, mądrego człowieka, który widząc, że nie można uratować tonącego, nie pozwoli utonąć ratownikowi.

Kazanie wygłoszone przez ks. Adama Ogiegło 22.04.2017 na Dniu skupienia