poniedziałek, 22 lutego 2016

SPOWIEDŹ TELEFONICZNA LUB ON-LINE?

Dwa tysiące lat temu Chrystus stawał przed ludźmi, i dziś także staje w poprzek naszej drogi i mówi: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię." Sypany na pochylone głowy popiół w Środę Popielcową przypomniał nam o znikomości wszystkiego, co stworzone i doczesne, ale także o nieprzemijalności tego, co zmartwychwstaje z Chrystusem. W czasie wielkopostnym aktualny jest fragment z przypowieści o synu marnotrawnym - "Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie" (Łk 15,18). W Wielkim Poście zazwyczaj przystępujemy do spowiedzi, przygotowawszy się do niej z większą starannością, aniżeli w okresie zwykłym, choćby przez wewnętrzne wyciszenie i odprawienie rekolekcji.

Jednym z największych wyzwań życia duchowego jest otrzymanie Bożego wybaczenia. Trzeba jednak umieć i trzeba po prostu chcieć wypowiedzieć słowa: "Ojcze, zgrzeszyłem!" Sprawa się jednak komplikuje, bo cóż odpowiemy komuś, kto się nas chce poradzić, czy może się wyspowiadać przez telefon albo przez Internet?

TELEFONICZNA SPOWIEDŹ?


Za pomocą telefonu ludzie komunikują się od dobrych kilkudziesięciu lat, jednak Kościół nigdy nie dopuścił do spowiedzi na odległość przez telefon. Można sobie wyobrazić, że uzyskiwanie rozgrzeszenia telefonicznie byłoby jakąś horrendalną parodią sakramentu pojednania. Największym nieporozumieniem nie byłby fakt, iż spowiedź odbywałaby się poza murami kościoła, gdyż tak często się dzieje w czasie pieszych pielgrzymek itp. Podczas spowiedzi dochodzi do bezpośredniej, osobowej relacji penitenta z kapłanem. Chodzi o to, że w ewentualnej spowiedzi na telefon nie byłoby takiej bezpośredniej relacji osobowej pomiędzy kapłanem a penitentem. Rozmawiając przez telefon nawet z bliską nam osobą sami odczuwamy efekt oddalenia. Tak byłoby i w przypadku kontaktu przez telefon ze spowiednikiem.



Wraz z rozwojem usług telefonicznych pojawiła się nowa pokusa spowiedzi przez sms-y lub nagrań na automatyczną sekretarkę. Nigdy jednak nie będzie możliwe uzyskanie rozgrzeszenia w ten sposób, nawet gdyby zapewniano nas, że wystarczy na wskazany numer przesłać sms-em spis popełnionych grzechów lub nagrać je na automatyczną sekretarkę i – ewentualnie – uiścić odpowiednią opłatę. Nie dajmy się nabrać, zawsze będzie to oszustwo. Przecież nie spisujemy swoich grzechów na kartce w butelce, którą wyrzucamy potem do morza, lub nie szepczemy ich do dziupli w dębie, spodziewając się w ten sposób rozgrzeszenia.



Od lat z powodzeniem działają różnego typu tak zwane telefony zaufania, które przychodzą z pomocą w sytuacjach kryzysowych. Są więc telefony zaufania dla dzieci i młodzieży, dla osób uzależnionych, dla chorych na depresję, dla seniorów a nawet dla gejów i lesbijek. Funkcjonują również, w niemałej liczbie, katolickie telefony zaufania, które udzielają wsparcia w problemach natury duchowej, takich jak na przykład rozeznanie własnego powołania życiowego, kryzys wiary itp. Można sobie wyobrazić, że dzwonią też osoby, szukające porady w sprawie odprawienia dobrej spowiedzi świętej. Telefony zaufania działają na zasadzie anonimowości rozmówców i to należy do ich specyfiki. Na pierwszy rzut oka jest widoczna zasadnicza różnica, jaka zachodzi pomiędzy tymi dwoma określeniami – spowiedź przez telefon a telefon zaufania (katolicki telefon zaufania). Tylko w tym drugim przypadku to niezbędne narzędzie komunikacji, jakim jest telefon, zostaje odpowiednio wykorzystane.
Teraz krótko przyjrzyjmy się zagadnieniu spowiedzi przez Skype lub podobne komunikatory internetowe.

SPOWIEDŹ ON-LINE?

Nic nie wskazuje na to, żeby w przyszłości Kościół miał dopuścić możliwość spowiedzi przez Skype, nawet jeżeli penitent byłby w bezpośredniej łączności audio-wizualnej ze spowiednikiem. Dlaczego spowiedź nie podlega unowocześnieniu przez cyfryzację?


Sakrament pojednania, tak jak wszystkie sakramenty, jest czynnością liturgiczną. Poprzez znaki sakramentalne Chrystus uświęca człowieka. Znane jest określenie, że sakramenty są widzialnymi znakami niewidzialnej łaski Bożej. Kiedy więc na zakończenie spowiedzi następuje rozgrzeszenie udzielone przez kapłana, to działa w tym sakramencie sam Chrystus: "Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy" (Mk 2,5).

Gdybyśmy założyli, że ma miejsce spowiedź on-line przez komunikator internetowy, np. Skype, nie doszłoby do zawiązania akcji liturgicznej tego sakramentu. Trudno sobie wyobrazić, że Duch Święty udzieliłby łaski Bożej koniecznej do rozgrzeszenia penitenta i zjednoczenia w przyjaźni z Bogiem. W efekcie nie doszłoby do przebaczenia żadnych grzechów, tak powszednich jak – zwłaszcza - śmiertelnych, co przecież jest najistotniejszym celem tego sakramentu. W tym miejscu nie byłoby też wystarczającym argumentem twierdzenie, iż Pan Bóg, Stwórca sakramentów, nie ogranicza się przecież do udzielania swojej łaski wyłącznie poprzez te sakramenty, ale udziela jej również poza nimi – jak chce i komu chce.

SPOWIEDŹ "W REALU"

Okłamaliśmy współmałżonka; obraziliśmy starego przyjaciela; okazaliśmy niecierpliwość swemu ojcu – jednym słowem popełniliśmy jakiś grzech. Zawsze kiedy coś schrzanimy, to czujemy się nieswojo. Popełniamy grzech, pamiętamy go i czujemy się winni. Kiedy ogarnia nas duszące poczucie winy, często nie wiemy, co mamy robić. Możemy szukać wtedy błędnego rozwiązania w spowiedzi przez telefon lub online.


Nasze grzechy winniśmy powierzyć Bożemu miłosierdziu. Jako katolikom nie pozostaje nam nic innego, jak przystąpić do spowiedzi świętej w świecie rzeczywistym, w tak zwanym realu. "Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu, że zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Moja wina... Trzeba chyba od tego zacząć. Od chwili szczerości w stosunku do samego siebie" – jak powiedział kiedyś ks. Jan Twardowski w kościele Sióstr Wizytek w Warszawie (Myśli na każdy dzień, 2009). Będziemy zdumieni łaską i uzdrowieniem, które poprzez ten sakrament spłyną na nasze dusze.

środa, 17 lutego 2016

KORZYSTAM Z TEKSTÓW MODLITWY NA MOIM TELEFONIE

Korzystam czasem z tekstów modlitwy brewiarzowej dostępnych na stronach internetowych w telefonie komórkowym i zaobserwowałam ciekawą rzecz. Otóż – mając do dyspozycji telefon, jestem przyzwyczajona, zwłaszcza, gdy jest on wyciszony, od czasu do czasu zerknąć, by sprawdzić, czy ktoś do mnie dzwonił lub przysłał wiadomość. Mam również świadomość, że w razie potrzeby, mogę do kogoś zadzwonić, a spis znajomych i bliskich jest w telefonie stale dostępny.



Kiedy sięgam po telefon, by odmówić którąś z modlitw Liturgii Godzin, wiem że dzięki specjalnej stronie internetowej, ta modlitwa już tam jest, już na mnie czeka, precyzyjnie na dany dzień wyszukana i dobrana. A więc otwieram strony tak, jakbym do jakiejś konkretnej osoby dzwoniła lub odczytywała wiadomość od kogoś mi znanego.

Telefon, w swej podstawowej formie, służy do kontaktu z drugą osobą.Tekst zapisany, Biblia, teksty liturgiczne, służą człowiekowi do nawiązania kontaktu z Bogiem, do modlitwy. Warto stale pamiętać, że to Bóg pierwszy nawiązuje ten kontakt z nami, to On inicjuje spotkanie, a my podejmując modlitwę, odpowiadamy, włączając się w ten cudowny dialog Boga z nami.

Powszechnie znane jest stwierdzenie, że Internet jest narzędziem i tylko od nas zależy, jak go wykorzystamy.

Nie tak dawno byłam zmuszona,z powodu choroby, przez kilka dni pozostać w domu. Jakież było moje zdziwienie i równocześnie zadowolenie, kiedy przekonałam się, że przez łącza internetowe mogłam każdego dnia powszedniego, właściwie o każdej porze, na żywo uczestniczyć we Mszy świętej, transmitowanej internetowo z różnych zakątków Polski i ośrodków polonijnych świata.



W Internecie znaleźć można także wiele nagranych konferencji o tematyce religijnej, homilii, rekolekcji, pouczeń duszpasterskich, filmów religijnych, koncertów itp. Zamieszczone są tam również bardzo pożyteczne aplikacje - np. z tekstem całego Pisma Świętego, z potrzebnymi czasem narzędziami, jak wyszukiwarka słów lub cytatów, ze zbiorami modlitw, litanii, koronek, tekstów pieśni itp. Można mieć także „pod ręką” takie arcydzieła, jak np. „Wyznania” św. Augustyna, poezje św. Jana od Krzyża, czy „Dzienniczek” św. s. Faustyny.

Korzystajmy więc i niech te współczesne udogodnienia będą dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym.

Barbara

sobota, 13 lutego 2016

Rok Miłosierdzia

W Roku Miłosierdzia chciałem się podzielić moimi refleksjami o Bożym Miłosierdziu.

Bóg jest Miłością, a dlaczego jest? Bo w Bogu jest relacja, relacja między Ojcem i Synem i Duchem Świętym. Żeby była miłość, musi być relacja, czyli ten kto kocha i ten kto jest kochany. Bóg zatem jest miłością w relacji do siebie. Natomiast Bóg nie jest miłosierdziem w relacji do siebie, bo wtedy nie byłby Bogiem; miłosierdzia potrzebuje wszystko, co jest stworzone. Bóg, by urzeczywistnić swoje miłosierdzie, powołał byty do istnienia, by mógł udzielać im swego miłosierdzia. Bóg również doświadczył miłosierdzia, ale dopiero wtedy, gdy stał się człowiekiem, czyli stworzeniem, by mógł go doświadczać również od człowieka.

Zbawieni w niebie już nie potrzebują miłosierdzia, ale je na wieczność wychwalają. Natomiast potrzebują go wszyscy ci, którzy jęczą w bólach rodzenia oczekując wyzwolenie z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Miłosierdzie Boże obejmuje wszystkie sprawy ludzkie, ale jako ostateczny cel wskazuje zbawienie wieczne. Współcześnie istnieje tendencja sprowadzania miłosierdzia do dobroczynności, gdzie nieraz nie ma miejsca na aspekt religijny.



Jakie działania mamy podjąć w Roku Miłosierdzia? Każdy według własnych możliwości.Dla mnie takim konkretnym czynem miłosiernym już od wielu lat jest odpust zupełny za zmarłych. Staram się go uzyskać codziennie.

Tadeusz

czwartek, 14 stycznia 2016

WIERNOŚĆ MODLITWIE BREWIARZOWEJ

Pośród ponad czterystu eksponatów, znajdujących się w Muzeum Archidiecezjalnym Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie, są wieczne pióra, publikacje książkowe, pierwsze narty ks. Karola – tzw. "zubki" z 1954 ze słynnymi wiązaniami typu "kandahary", a także książka o wyblakłych stronicach. Jest nią brewiarz, z którego codziennie modlił się biskup Wojtyła.

W życiu osób konsekrowanych brewiarz pełni istotną rolę. Kiedy zaczynałem przygotowywać się do formacji w naszej wspólnocie, za namową Przełożonej nabyłem czterotomowe wydanie Liturgii godzin. Pamiętam, z jakim przejęciem i namaszczeniem zmawiałem pierwszą Jutrznię.

Od tamtego czasu upłynęło sporo lat, w ciągu których modlitwa brewiarzowa stała się istotną częścią mojego życia. Od stycznia tego roku wykupiłem abonament na Internet w telefonie, ponieważ usługa ta staniała na tyle, że obecnie nie stanowi znaczącego wydatku w budżecie domowym. Wiedziałem, że na stronach Internetu można znaleźć elektroniczną wersję Liturgii godzin. Spróbowałem, jak się będzie prezentować w moim telefonie komórkowym? I szybko kazało się, że już nie muszę sięgać po książkowe wydanie brewiarza. Codziennie z przyjemnością korzystam z jego elektronicznej wersji.



Okazuje się, że z internetową wersją Liturgii godzin związanych jest kilka dogodności, mianowicie takich jak:
- codziennie mogę wybierać spośród kilku oficjów przeznaczonych na dany dzień;
- mogę korzystać z licznych komentarzy do poszczególnych czytań;
- wersja elektroniczna jest na bieżąco aktualizowana (o nowe święta, świętych i błogosławionych)
- w wyjazdach nie muszę dźwigać ze sobą grubego tomu brewiarza, gdyż wszędzie mam dostęp do Internetu.

Można mieć zastrzeżenie - modlitwa słowem Bożym, jaką jest modlitwa brewiarzowa, nie przystaje do czegoś tak pospolitego, jak telefon komórkowy. Można dalej argumentować, iż tak jak na przykład modlitwa psalmów jest nierozdzielnie związana z księgą Biblii, tak Liturgia godzin z księgą Brewiarza. I będzie w tym niewątpliwie sporo racji. Z drugiej jednak strony Księga Psalmów, tak jak i cały Stary Testament, pierwotnie były zapisane na zwojach papirusu, otrzymywanych z tak zwanej trzciny papirusowej. Później używano pergaminu, który był wyrabiany ze skór zwierzęcych.

Pierwotnie więc modlitwa Liturgii godzin była utrwalana na pergaminie (i do tego zapisywana ręcznie). Papier zaczęto w Europie produkować dopiero od XIII wieku, i to z włókna tkanin. Od XIX wieku produkcja papieru z celulozy stała się masowa.



W XX wieku do utrwalania tekstu zaczęto stosować nośniki elektroniczne, zaś tekst zaczęto wyświetlać na różnego typu ekranach i monitorach. Ot i cała historia - od liści papirusu, przez wyprawione skóry baranie, cielęce i kozie, przez papier z tkanin i celulozy do płaskich monitorów LCD (skąd i świecący ekranik telefonu).

Czyż jednak celem odmawiania modlitwy brewiarzowej nie jest skierowanie umysłu i serca do Boga? Liturgia godzin jest liturgią Kościoła.



Przez kilka lat prenumerowałem miesięcznik Oremus, zawierający teksty liturgiczne na poszczególne dni. Jednak rok temu zrezygnowałem z wersji papierowej i korzystam z czytań w Internecie. Ponadto mam do wyboru wielość komentarzy na każdy dzień. Prasy katolickiej również już nie kupuję, ponieważ wszystkie tytuły mam dostępne w Internecie, i to w nadmiarze.

Od pewnego czasu słusznym staje się pytanie, czy tradycyjna książka w formie papierowej w końcu zniknie?



Jako mól książkowy mam nadzieję, że pytanie to jeszcze przez długi czas pozostanie pytaniem tylko retorycznym. Gdyż przyznam, iż odmawianie Liturgii godzin w wersji telefonicznej nie ma takiego ciężaru gatunkowego, jak w postaci drukowanej księgi. Ale może to już tylko kwestia indywidualnego przyzwyczajenia, trącącego myszką?

środa, 6 stycznia 2016

Błogosławieni wprowadzający pokój

1. KIM SĄ WPROWADZAJĄCY POKÓJ?

Siódme błogosławieństwo brzmi tak: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Podobnie jak w błogosławieństwie miłosiernych, nie mówi się, jakimi trzeba być (ubogimi, smutnymi, cichymi, czystego serca), ile raczej, co należy robić. "Chodzi o osoby, które bardzo kochają pokój i nie boją się wystawić na ryzyko własny osobisty pokój, interweniując w konfliktach w celu przywrócenia pokoju wśród tych, którzy są podzieleni".

Wprowadzający pokój nie jest synonimem ludzi pokojowych, to znaczy spokojnych i pogodnych, którzy za wszelką cenę unikają nieporozumień. Nie jest również synonimem pacyfistów, jeśli tym słowem określamy jednoczących się przeciwko wojnie, bez czynienia czegokolwiek celem pojednania przeciwników.

Dziś przeważa opinia, że błogosławieństwo to należy interpretować, mając na uwadze Biblię i źródła judaistyczne, w których pomoc osobom skłóconym w pojednaniu się i życiu w pokoju to jeden z głównych uczynków miłosierdzia. W ustach Chrystusa błogosławieństwo wprowadzających pokój wywodzi się z nowego przykazania miłości braterskiej, jest jednym ze sposobów wyrażania miłości bliźniego.



Zaskakuje nas stwierdzenie wypowiedziane przez samego Jezusa, które wydaje się przeczyć temu wszystkiemu: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam (Łk 12, 51). Mateusz zamiast rozłamu mówi wręcz o mieczu (por. Mt 10,34). Ale nie ma tu prawdziwej sprzeczności. Należy się zastanowić, jakie są pokój i jedność, które przynosi Chrystus, a jakie pokój i jedność, które przyszedł usunąć. Jezus przynosi pokój i jedność w dobrym, które prowadzą do życia wiecznego, a usuwa prowadzący jedynie do uśpienia sumienia i zguby.

Jezus nie przyszedł z zamiarem wprowadzania podziałów i wojny, jednakże wraz z Jego przyjściem nierozerwalnie pojawiają się podziały i sprzeciw, ponieważ stawia On człowieka przed decyzją, przed koniecznością określenia się, a wiadomo, że wolność człowieka reaguje różnie i w sposób zróżnicowany. Jego słowa i sama Jego osoba uwidaczniają wszystko, co każdy ukrywa w swoim sercu. Starzec Symeon przepowiedział to, kiedy biorąc w objęcia Dziecię, powiedział: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą (Łk 2,34). Pierwszą ofiarą tego sprzeciwu, pierwszym, który ucierpiał od miecza przyniesionego na ziemię, stał się właśnie On sam, bo z powodu tego sprzeciwu oddał życie.

2. POKÓJ JAKO DAR

To Bóg, a nie człowiek, jest prawdziwym i najwyższym wprowadzającym pokój. Dlatego też ci, którzy oddają się sprawie pokoju, nazywani są synami Bożymi: ponieważ są do Niego podobni, naśladują Go, robią to, co On czyni.

Pismo Święte mówi o pokoju Bożym (por. Flp 4,7) a jeszcze częściej o Bogu pokoju (por Rz 15,33). Pokój nie oznacza tylko tego, co Bóg czyni lub daje, ale także to, kim Bóg jest. Pokój jest tym, co króluje w Bogu. Prawie we wszystkich religiach powstałych obok Biblii mamy do czynienia ze światami bóstw będących w stanie wojny między sobą. Na takim tle religijnym lepiej można pojąć nowość i absolutną odmienność nauki o Trójcy Świętej jako doskonałym zjednoczeniu w miłości wielości osób. W jednym ze swoich hymnów Kościół nazywa Trójcę oceanem pokoju.

Także o Chrystusie powiedziano, że On jest naszym pokojem (por Ef 2,14-17). Kiedy mówi: "Pokój mój daję wam", to daje nam siebie. Istnieje nierozerwalny związek pomiędzy pokojem jako darem z góry i Duchem Świętym. Nie przez przypadek obydwa te dary przedstawiane są przy pomocy tego samego symbolu gołąbka. Wieczorem w dzień Paschy Jezus daje swoim uczniom, jakby jednym tchem pokój i Ducha Świętego, mówiąc: Pokój wam!... Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: "Weźmijcie Ducha Świętego" (J 20,21-22)). Św. Paweł mówi, że pokój jest owocem Ducha (Ga 5,22).

Ale czym jest pokój, o którym mówimy? Klasyczną stała się definicja podana przez św. Augustyna: "Pokój jest spokojem harmonii". Opierając się na niej, św. Tomasz mówi, że w człowieku istnieją trzy rodzaje harmonii: z samym sobą, z Bogiem i z bliźnim. W konsekwencji istnieją trzy rodzaje pokoju: pokój wewnętrzny, dzięki któremu człowiek jest w zgodzie z samym sobą; pokój, dzięki któremu człowiek jest w zgodzie z Bogiem, poddając się całkowicie jego poleceniom, i pokój odnoszący się do bliźnich, który sprawia, że żyjemy w zgodzie ze wszystkimi.



Jednak w Biblii shalom - pokój znaczy o wiele więcej, niż po prostu spokój harmonii. Wskazuje także na pomyślność, odpoczynek, pewność, powodzenie, chwałę. Czasami wręcz oznacza całość dóbr mesjańskich i jest synonimem zbawienia i dobra: Jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie (Iz 52,7). Nowe Przymierze jest nazywane przymierzem pokoju (Ez 37,26), a Ewangelia dobrą nowiną o pokoju (Ef 6,15), jakby w słowie pokój znajdowała się cała synteza przymierza i Ewangelii.

W Starym Testamencie pokój często bywa łączony ze sprawiedliwością: Ucałują się sprawiedliwość i pokój (Ps 85,11), a w Nowym Testamencie z łaską. Kiedy św. Paweł pisze: Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem, jest jasne, że pokój z Bogiem ma to samo głębokie znaczenie, co łaska Boga (Rz 5,1).


3. POKÓJ BEZ RELIGII?

Zeświecczony Zachód pragnie, szczerze mówiąc, innego rodzaju pokoju religijnego, a mianowicie takiego, który zakłada zniknięcie wszelkiego typu religii. Czy rzeczywiście należy pragnąć świata, w którym nie będzie już "ani religii, ani ojczyzny, ani własności prywatnej"? Czy nie taki świat chciał stworzyć totalitarny system komunistyczny? Wiemy, z jakim skutkiem! Wszyscy bylibyśmy szczęśliwi, gdyby nie było już na świecie "niczego, za co by zabijano". Ale co powiemy o takim świecie, w którym nie ma już "za co umierać"? Gdyby taki sen miał się spełnić, to upragniony świat byłby najbardziej ubogi i smutny, jaki sobie można tylko wyobrazić; byłby światem spłaszczonym, w którym zostały zniwelowane wszystkie różnice, w którym ludzie byliby skazani na wzajemne pożarcie, a nie na "życie w pokoju", ponieważ tam, gdzie wszyscy pragną tego samego, wybucha mania naśladowcza, a wraz z nią antagonizmy i wojna.



Przykład dążenia do zmarginalizowania wierzeń religijnych mamy w kampanii, którą w okresie bezpośrednio poprzedzającym Boże Narodzenie wszczęto w różnych miastach Europy i Ameryki przeciwko symbolom religijnym tych świąt. Jako motyw podawana jest troska o to, by nie obrażać osób innych religii, przede wszystkim muzułmanów. To jednak tylko pretekst. Tak naprawdę nie muzułmanie nie chcą tych symboli, ale pewne zlaicyzowane kręgi. Muzułmanie nie mają nic przeciwko chrześcijańskiemu Bożemu Narodzeniu, co więcej, szanują je. W Koranie znajduje się jeden rozdział poświęcony narodzeniu Jezusa, który warto znać także po to, aby ułatwić dialog pomiędzy religiami. Czytamy tam:

Oto powiedzieli aniołowie: "O Mario! Bóg zwiastuje ci radosną wieść o Słowie pochodzącym od Niego, którego imię Mesjasz, Jezus, syn Marii. On będzie wspaniały na tym świecie i w życiu ostatecznym, i będzie jednym z przybliżonych". Ona powiedziała: "O Panie mój! Jakże będę miała syna, skoro nie dotknął mnie żaden mężczyzna?" Powiedział: "Tak będzie. Bóg stwarza to, co chce! Kiedy On decyduje o istnieniu jakiejś rzeczy, to tylko mówi: Bądź! - i to się staje".

Doszliśmy do takiego absurdu, że niektórzy muzułmanie obchodzą narodziny Jezusa i nawet twierdzą, że "nie jest muzułmaninem ten, kto nie wierzy w cudowne narodziny Jezusa", podczas gdy inni, którzy zwą się chrześcijanami, chcą zredukować Boże Narodzenie do zimowego święta z reniferami i niedźwiadkami.

Nie możemy jednak my, chrześcijanie, pozwolić sobie na złość i polemikę nawet wobec tego zeświecczonego świata. Oprócz dialogu i pokoju pomiędzy religiami pojawia się nowe zadanie dla wprowadzających pokój: wprowadzać pokój pomiędzy wierzącymi i niewierzącymi, pomiędzy osobami religijnymi i światem świeckim, obojętnym lub przeciwnym religii. Musimy być gotowi do uzasadnienia, także z mocą, tej nadziei, która w nas jest, ale czynić to - jak zachęca List św. Piotra - z łagodnością i bojaźnią (por 1 P 3,15-16).

Bojaźń nie oznacza w tym przypadku "ludzkiej bojaźni", ukrywania Jezusa dla uniknięcia reakcji. Jest to bojaźń i szacunek dla wnętrza znanego tylko Bogu, do którego nikt nie ma prawa się wdzierać lub zmuszać do jego zmiany. Nie chodzi o odsunięcie Jezusa poza nawias, ale o ukazywanie Jego Osoby i Ewangelii poprzez życie. Należy sobie życzyć, żeby taka sama bojaźń cechowała innych w stosunku do chrześcijan, czego niestety dotychczas wiele razy brakowało.

Ponieważ wciąż jeszcze jesteśmy w kontekście Bożego Narodzenia, zakończmy pewną myślą na jego temat. W noc Bożego Narodzenia słyszymy słowa hymnu anielskiego: "Na ziemi pokój ludziom Jego upodobania", w którym nie chodzi o to, żeby pokój był, ale że on jest; nie jest to życzenie, ale wiadomość. "Boże Narodzenie - mawiał św. Leon Wielki - to narodziny pokoju".

Jak możemy odwdzięczyć się za ten nieskończony dar, który Ojciec daje światu, poświęcając za niego Jedynego Syna? Gafa, której nie można popełnić w Boże Narodzenie, to obdarować kogoś przez pomyłkę podarunkiem właśnie od niego otrzymanym. W stosunku do Boga nie możemy zrobić nic lepszego, jak zawsze popełniać tę gafę! Jedynym możliwym podziękowaniem jest ofiarowanie Mu Jezusa, Jego Syna, ale także naszego Brata. Jedynym darem godnym Boga jest Eucharystia.

A co możemy ofiarować Jezusowi? Jeden z tekstów liturgii Kościoła wschodniego na Boże Narodzenie mówi:"Co możemy Ci ofiarować, Chrystusie, za to, że stałeś się człowiekiem na ziemi? Każde stworzenie daje Ci znaki swojej wdzięczności; aniołowie swoje śpiewy, niebo gwiazdę, ziemia grotę, pustynia żłóbek. A my ofiarujemy Ci Matkę Dziewicę!"

homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na grudniowym dniu skupienia wspólnoty

niedziela, 6 grudnia 2015

CZŁOWIEK POSIADA DWA ŻYCIA

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Zauważyliśmy już, że w myśli Chrystusa czystość serca nie przeciwstawia się nieczystości, ale hiokryzji, dwulicowości a ta wada jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych i najmniej uznawanych. Człowiek – napisał Pascal – ma dwa życia: jedno prawdziwe, a drugie wymyślone, oparte na opinii swojej lub innych. Bardzo staramy się o upiększanie i zachowanie naszego życia wyidealizowanego, a zaniedbujemy prawdziwe. Jeśli posiadamy jakąś cnotę lub zasługę, to staramy się ją w taki czy inny sposób pokazać, aby aby tą cnotą bądź zasługą ubogacić nasze życie wyidealizowane. Jesteśmy nawet zdolni wyrzekać się samych siebie, by dodać coś do tego wyidealizowanego życia; czasami stajemy się tchórzami, byleby uchodzić za odważnych i jesteśmy gotowi oddać życie, byleby ludzie o tym mówili.

Ta skłonność ukazana przez Pascala pogłębiła się ogromnie wraz ze współczesną kulturą środków masowego przekazu, filmu, telewizji i świata rozrywki w ogólności. Kartezjusz powiedział: „Myślę, więc jestem”. Dziś chce się to powiedzenie zastąpić innym: „Pokazuję się, więc jestem”.



Początkowo wyraz hipokryzja zarezerwowany był dla świata sztuki teatralnej. Oznaczał po prostu recytowanie, przedstawianie na scenie. Święty Augustyn przypomina to w swoim komentarzu do błogosławieństwa czystego serca. „Hipokryci – pisze – są tymi, którzy udają, jak ci, którzy w teatrze odgrywają rolę innych”. Teraz już prawie wszystko jest fiction, udawaniem, także wiadomości na naszych ekranach.

Pochodzenie tego słowa naprowadza nas na zrozumienie natury hipokryzji. Polega ona na robieniu z życia teatru, w którym recytuje się dla publiczności; jest zakładaniem maski, byciem już nie sobą, ale postacią. Przeczytałem gdzieś takie określenie tych dwóch rzeczywistości: „Postać nie jest niczym innym, jak zepsuciem osoby. Osoba ma twarz, a postać maskę. Osoba jest radykalną nagością, a postać samym ubiorem. Osoba kocha to, co prawdziwe i istotne, postać żyje udawaniem i sztucznością. Osoba jest uległa swoim przekonaniom, postać słucha scenariusza. Osoba jest pokorna i lekka, postać ciężka i zawadzająca”.

Udawanie teatralne jest hipokryzją, ale niewinną, ponieważ zawsze zachowuje rozróżnienie pomiędzy sceną a życiem. Nikt, kto uczestniczy w przedstaiweniu Agamemnona (taki przykład podaje Augustyn), nie myśli, że aktor to prawdziwy Agamemnon. Nowość, która dziś niepokoi, polega na niwelowaniu tej różnicy, przekształcaniu życia w przedstawienie. Usiłują to robić tzw. reality shows, które panoszą się w sieciach telewizyjnych całego świata. Według jednego ze współczesnych filozofów trudno jest dziś odróżnić realne wydarzenia (11 września, wojna z państwem islamskim) od ich przedstawiania medialnego. Mieszają się ze sobą realność i wirtualność. Wezwanie do uwewnętrznienia, które cechuje nasze błogosławieństwo i całe Kazanie na górze, jest równocześnie zaproszeniem do niepoddawania się tej tendencji zmierzającej do ograbienia osoby, zredukowania jej do obrazu, albo gorzej, do pozoru. Jjeśli człowiek się temu podda, doznaje zagubienia, wyobcowania, które jest wynikiem życia opartego tylko na tym, co zewnętrzne, życia zawsze i tylko przed oczami ludzi, a nigdy przed Bogiem i własnym ja. Komentarzem do tego mogą być słowa św. Franciszka z Asyżu: „Człowiek jest tym tylko, czym jest w oczach Boga i niczym więcej.”


Rodzaj hipokryzji zbiorowej

Często podkreśla się społeczne i kulturowe znaczenie niektórych błogosławieństw. Na transparentach niesionych przez pacyfistów nierzadko czytamy: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” a błogosławieństwo cichych słusznie jest przypominane w walce z przemocą. Nigdy jednak nie mówi się o społecznym znaczeniu błogosławieństwa ludzi czystego serca, które wydaje się być zarezerwowane do środowiska osobistego. A ja jestem przekonany, że błogosławieństwo to może spełniać jedną z najbardziej potrzebnych funkcji krytycznych w naszym społeczeństwie.

Istnieje hipokryzja indywidualna i zbiorowa. Chciałbym uwidocznić jedną z tych form hipokryzji zbiorowej, w której wszyscy jesteśmy zanurzeni. Polega ona, wbrew pierwotnemu znaczeniu słowa, nie na okrywaniu, ale odkrywaniu, nie na chowaniu, ale pokazywaniu. Mam na myśli ekshibicjonizm ludzkiego ciała, przede wszystkim kobiecego, sprzedawanego w formie sztuki, przyjemności estetycznej, walki z tabu, podczas gdy w przeciwieństwie do tego, co dokonuje się w prawdziwej sztuce, odpowiada tylko na zapotrzebowania handlu i publiki.

Przeprowadzono wiele badań nad tym zjawiskiem. Wszyscy są zgodni co do tego, że odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponoszą mężczyźni, którzy w ten sposób nadal sprawują władzę nad kobietą, tłumacząc się podziwianiem piękna. Kiedyś pewna kobieta narzekała, że jej koledzy zamiast cenić ją za dwa doktoraty i przygotowanie zawodowe, którym nieraz się wykazywała, oceniają ją na podstawie czegoś zupełnie innego. To wszystko prawda. Należy jednak uznać, że pewną część odpowiedzialności za taką sytuację ponoszą same kobiety. To, co widzą w nich mężczyźni, zależy także od tego, co one im pokazują. Spełniają się słowa, które Bóg wypowiedział do Ewy: Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16). Stajemy w obliczu kolejnego panowania nad kobietą i jej wykorzystywania (niestety za jej zgodą).



Wyjaśnię, dlaczego nazwałem tę sytuację hipokryzją zbiorową: ponieważ ukazuje się ją z niewinności a i beztroską, które są zgoła fałszywe. Wszyscy wydają się powtarzać: „A co w tym złego?” dobrze zdając sobie sprawę z przewrotności tego pytania! Jeśli hipokryzja polega na ukrywaniu prawdziwych intencji pod fałszywymi pozorami, jawi się ona jako coś pięknego i dobrego, tak ze strony kobiet, jak i mężczyzn.

Jest to także hipokryzja z innego powodu, ponieważ sprowadza dziewczyny do „okładek”, do wyglądu, do stworzeń bez duszy, które są warte tyle, ile zyskają w oczach innych. Mentalność, która w ten sposób rozpowszechnia się wśród młodych, jest zabójcza. Podsuwa się im myśl, że dla osiągnięcia powodzenia w życiu nie trzeba się angażować w naukę, nie trzeba poświęceń, których wymaga dobre przygotowanie do zawodu, nauka języków. Wystarczy, jeśli jest taka możliwość, wykorzystać własne ciało, pozwalając sobie na trochę wyuzdania. Niestety, życie szybko upomina się o swoje; kiedy tylko ciało przekwita, a młodość przemija, wiele dziewczyn i chłopców staje w sytuacji absolutnego braku przygotowania do stawiania czoła życiu. I to są dramaty, które obserwujemy każdego dnia.

Konkretnym sposobem walki z takim przyzwyczajeniem jest bojkotowanie twórczości i programów telewizyjnych, które utrzymują się z handlu ciałem kobiety. Dzięki temu działaniu dotrze do publicystów i prowadzących talk shows, że mamy dość tego zjawiska, które ośmiesza nas w oczach całego świata, nie zapominając oczywiście o tym, że jest ono naganne w oczach Boga. Zachęca się do bojkotowania przemysłu zbrojeniowego lub artykułów żywnościowych modyfikowanych genetycznie, dlaczego nie robić tego samego wobec tych, którzy zanieczyszczają samo źródło życia?


Hipokryzja religijna

Najgorsze, co można zrobić z hipokryzją, to posłużyć się nią do oceny innych, czy to społeczeństwa, czy kultury, czy wreszcie świata. To właśnie do takich osób Jezus stosuje tytuł hipokrytów: Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata (Mt 7,5).

Warto byśmy przypomnieli sobie jako chrześcijanie powiedzenie jednego z rabinów z czasów Jezusa, według którego 90% obłudy, jaka jest naświecie, znajduje się w Jerozolimie. Czyha ona z prostego powodu przede wszystkim na osoby pobożne i religijne; w środowisku, gdzie cenione są wartości duchowe i moralne, mocniejsza jest pokusa ich pokazywania, aby nie uchodzić za takich, którzy są ich pozbawieni. Czasami też urząd, jaki został nam powierzony, popycha nas do takich postaw. Św. Augustyn pisze: „Kiedy się sprawuje jakieś urzędy w społeczeństwie, nieuniknione jest spotykanie się z miłością i trwogą innych ludzi – ciągle czyha wróg naszego prawdziwego szczęścia i wszędzie sidła zastawia, kusi nas okrzykami: Brawo! Brawo!, abyśmy wtedy, gdy chciwie tego słuchamy, niepostrzeżenie zostali pochwyceni, abyśmy radość oderwali od Twojej prawdy i umieścili ją w ludzkim fałszu, aby nas cieszyło to, że ludzie nas kochają i boją się nas, nie ze względu na Ciebie, lecz zamiast Ciebie”.

Najgorszą hipokryzją jest ukrywanie... własnej hipokryzji. Czy w naszym rachunku sumienia znajduje się pytanie: „Czy nie byłem obłudny? Czy bardziej liczyłem się z tym, jak oceniają mnie ludzie, a nie Bóg?”

Jezus dał nam bardzo prosty i niezastąpiony środek dla poprawiania w ciągu dnia naszych intencji. Są nim trzy pierwsze prośby z modlitwy Ojcze nasz: „Święć się imię Twoje, Przyjdź królestwo Twoje, Bądź wola Twoja”. Można je odmawiać jako modlitwę, ale też jako deklarację intencji: Wszystko co robię, chcę czynić, aby uświęciło się Twoje imię, aby przyszło Twoje królestwo i aby stała się Twoja wola”.



Byłby to cenny dar dla społeczeństwa i chrześcijaństwa, gdyby to błogosławieństwo pomogło nam ciągle podtrzymywać żywe pragnienie świata czystego, szczerego, bez hipokryzji, tak osobistej, zbiorowej, jak i religijnej czy świeckiej; świata, w którym czyny zgodne są ze słowami, słowa z myślami człowieka, a te z kolei z Bogiem.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Homilia wygłoszona przez ks. Adama Ogiegło na listopadowym dniu skupienia

czwartek, 12 listopada 2015

Świętym - i wysportowanym - być

Uważam, że osoby 55 +, do których ostatnio zacząłem się zaliczać, powinny prowadzić w miarę aktywny tryb życia, jeżeli chcą ustrzec się tych wszystkich okropnych chorób, które przychodzą wraz z wiekiem (a są liczne). Kiedy się dochodzi do tego krytycznego okresu, to na rekreacyjne uprawianie sportu nie jest jeszcze za późno. Wiem o tym z własnego doświadczenia.

Od pewnego czasu chodziło za mną, żeby dać nura w głęboką wodę. "Ech, bracia, wpław! I płynąć, pływać..." , jak pisał K. I. Gałczyński w wierszu Kronika olsztyńska. Bo pływanie jest i zdrowe, i przyjemne. Jednakże kiedy na początku lata przybyłem nad Bałtyk, w lodowatej kipieli zdołałem ledwie zamoczyć stopy. Niestety, nasze polskie morze raczej nie nadaje się do uprawiania pływania, za to jest idealne do długich pieszych wypraw wzdłuż brzegu. Po krótkim lecie nastała długa jesień i jednocześnie ponownie pootwierano kryte pływalnie w mieście, między innymi mój ulubiony basen na krakowskiej YMCE (Young Men's Christian Association). Kiedy brak słońca, dmie chłodny wiatr i zacina jesienny deszcz, każdy kryty basen kąpielowy przenosi nas do ciepłych klimatów mórz południowych. Szybko się zatem spakowałem, wsiadłem do tramwaju i dotarłem do długo oczekiwanej pływalni. Tutaj wreszcie na trzy kwadranse mogłem uwolnić się od codziennego zabiegania, telefonu komórkowego i sms-ów, zostawiając to wszystko w szatni.



Nareszcie znalazłem się na otwartej przestrzeni pływalni; jak zawsze było nas tutaj wszystkich zaledwie pięć osób, wliczając w to ratownika wodnego. Zanurzywszy się w błękitno-seledynowej, orzeźwiająco chłodnej wodzie, poczułem się szczęśliwy. Odbiłem od brzegu. W okularach kąpielowych, chroniących przed chlorem, wyraźnie dostrzegłem przesuwające się pode mną odległe dno basenu. Gdy tak miarowo przemierzałem basen tam i z powrotem, nagle przyszła mi do głowy myśl, czy po zmartwychwstaniu będzie nadal można sobie czasem popływać? Jeżeli będą istniały morskie stworzenia, to chyba powinny pływać w jakimś morzu, zastanawiałem się. W takim razie może będzie można gdzieś popływać? Płynący człowiek... Kiedy jest się zanurzonym w wodzie, odgrodzonym od świata zewnętrznego wodną barierą i odizolowanym od obrazów i dźwięków, czasem w umyśle pojawiają się niespodziewane myśli.

Dziękuję Ci, Boże, że stworzyłeś taką fantastyczną wodę, w której można tak świetnie pływać! – taką modlitwę pochwalną (iście franciszkańską?) kierowałem do Stwórcy. Trzy kwadranse spędzone w wodzie minęły bardzo szybko; kontakt z wodą, połączony z wysiłkiem fizycznym sprawił, iż poczułem się zregenerowany wewnętrznie.

Dziś powszechnie przyjmuje się, iż zdrowy wysiłek fizyczny, związany z uprawianiem sportów i dostosowany do naszych możliwości (spacery, gimnastyka relaksacyjna, jazda rowerem, pływanie, turystyka górska, jazda na nartach itp.) jest panaceum przeciwko procesom starzenia się. Według słownika wyrazów obcych panaceum to uniwersalny środek przeciwko wszystkim chorobom, zawsze i na wszystko skuteczny. Aczkolwiek zdrowy wysiłek fizyczny nie jest idealnym środkiem przeciwko wszystkim chorobom, to jednak powoduje obniżenie masy ciała przy nadwadze, skutecznie zwalcza stresy i depresje, dostarcza pozytywnych bodźców, zapobiega rozwojowi licznych chorób, często przywraca i podtrzymuje radość życia. Na marginesie - trzeba jasno przyznać, iż ostatecznie nie ma leku (panaceum) wstrzymującego proces starzenia się naszego organizmu.

Jeżeli chodzi o radość życia, to Papież Franciszek w Niedzielę Palmową w 2013 roku do tłumów zebranych na Placu św. Piotra m.in. powiedział: "Pierwsze słowo, które pragnę skierować do was, to radość! Nigdy nie bądźcie ludźmi smutnymi:  chrześcijanin nigdy nie może być smutny!" W swoich wystąpieniach papież często podkreśla znaczenie radości w duchowości chrześcijańskiej (smutny chrześcijanin to – oprócz stanu choroby - nie chrześcijanin).

Starajmy się brać przykład od świętych i błogosławionych. Św. Jan Paweł II był chyba najbardziej wysportowanym duchownym XX wieku. W swojej młodości brał udział w spływach kajakowych z młodzieżą, uprawiał turystykę górską, turystykę rowerową, całe życie jeździł też na nartach. Kazał nawet wybudować kryty basen pływacki w Watykanie, żeby jak najczęściej móc pływać. Niezwykle intensywną posługę pasterską przeplatał chwilami aktywnego wypoczynku dla regeneracji sił.

Inny błogosławiony, Pier Giorgio Frassati (1901 - 1925) jest znany z dwóch swoich pasji życiowych: z poświęcania się ubogim i z alpinizmu. Będąc członkiem Konferencji św. Wincentego a Paulo, organizował wszechstronną pomoc biednym, bezrobotnym i chorym, ale najbardziej lubił osobiście ich odwiedzać, z nimi rozmawiać, przy nich posiedzieć. Z drugiej strony od dzieciństwa uwielbiał Alpy. Korzystał w każdej wolniejszej chwili, aby wyskoczyć na narty albo wspinaczkę.



Sługa Boży Jerzy Ciesielski (1929 – 1970) ukończył Politechnikę Krakowską oraz Studium Wychowania Fizycznego przy Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na obu kierunkach radził sobie doskonale. W r. 1968 uzyskał stopień doktora habilitowanego (docenta). Wykonywał liczne ekspertyzy i projekty budowlane, był czynnym członkiem Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa oraz Naczelnej Organizacji Technicznej (NOT). Później został wykładowcą na Uniwersytecie w Chartumie (Sudan) jako tzw. visiting professor. Sport, który od wczesnej młodości uprawiał, był jego wielką pasją życiową.

Jak wskazują te przykłady świętych, dążenie do świętości może iść w parze z prowadzeniem zdrowego trybu życia i uprawianiem sportu.