sobota, 25 lipca 2015

DUCH TCHNIE, KĘDY CHCE


1. Tajemnica Ducha Świętego

Ojciec kocha Syna, Syn kocha Ojca, a ta Ich wzajemna miłość jest Trzecią Osobą. Miłość jest zawsze twórcza. Duch Święty jest miłością Ojca do Syna i Syna do Ojca.

Posłużę się obrazem, by ukazać tajemnicę Bożego życia. Krzak róży ma korzeń głęboko ukryty w ziemi; z niego wyrastają łodygi i liście, a na nich pojawia się kwiat. Można powiedzieć, że Ojciec, którego nikt nigdy nie widział, jest niczym korzeń ukryty w ziemi. Syn objawia Ojca i jest jak widoczny nad ziemią krzak. Wszyscy wiedzą, że jeśli krzew rośnie, to musi posiadać korzeń; Duch Święty jest natomiast kwiatem. Wierzymy w Ojca, w Syna i w Ducha Świętego. Mówimy, że Duch Święty pochodzi od Ojca i od Syna albo od Ojca przez Syna. Kwiat wyrósł z korzenia i z łodygi albo z korzenia poprzez łodygę.

Kilka wieków trwała polemika, które z tych pojęć jest poprawniejsze, czy „Duch Święty pochodzi od Ojca i od Syna”, cz też „Od Ojca przez Syna”. Jedno i drugie ujęcie jest poprawne, chociaż Kościół prawosławny odrzuca pochodzenie od Ojca i Syna, a przyjmuje tylko od Ojca przez Syna.

Stosunkowo dużo możemy powiedzieć o Synu Bożym, ponieważ On stał się człowiekiem. Stał się podobny do nas. Natomiast Duch Święty jest dla nas trudno uchwytną tajemnicą. Jeśli nikt słowami nie potrafi wyrazić piękna kwiatu, na który patrzą nasze oczy, to czyż potrafimy mówić o pięknie i tajemnicy Ducha Świętego? Ona jest nieprzetłumaczalna na język ludzki.

Na czym polega zasadnicza trudność mówienia o Duchu Świętym? Otóż Ojciec i Syn, jeśli tak można powiedzieć, posiadają w naszym doświadczeniu swoją twarz; my wiemy, co to znaczy być ojcem i co to znaczy być synem. To podejście jest osobowe. Jeśli powiemy „duch”, to ten wyraz z niczym konkretnym nam się nie kojarzy, to jest dla nas coś zupełnie nieuchwytnego.


Duch nie ma dla nas wymiaru osobowego i w tym tkwi wielka trudność. Niemniej Bóg, objawiając się człowiekowi, chciał zwrócić uwagę na dwie sprawy. Chrystus jako Syn Boży objawia nam Ojca jakby zewnętrznie. Natomiast Duch przekazuje nam ukryte, dyskretne działania Boże. On jest jakby na drugim planie. Jego działalność rozpoznajemy po jej skutkach.

W tej sytuacji Pismo Święte, chcąc wyrazić tajemnicę Ducha Świętego, posługuje się symbolami. Pierwszym symbolem Ducha jest ogień, który zstępuje na Apostołów znajdujących się w Wieczerniku w dniu Zesłania Ducha Świętego. Ogień, podobnie jak żar w hutniczym piecu, oczyszcza; wypala na świecie to, co się Bogu nie podoba. Oddziela złoto od wszystkiego, co nim nie jest. Ogień ogrzewa, czyli stwarza atmosferę ciepła, tak potrzebną do życia. Ogień oświeca, a światło jest także do życia potrzebne. Duch Święty więc oczyszcza nas, ogrzewa i oświeca.

Drugim symbolem jest podmuch wiatru. Chrystus powiada:”Wiatr wieje, kędy chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd pochodzi i dokąd zdąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”. Symbolika wiatru ukazuje tajemniczość Bożego działania. Nikt z ludzi nie potrafi przewidzieć działania Ducha Świętego. On tchnie, kędy chce. Wielu z nas na pewno, wielokrotnie doświadczyło takiego dotknięcia przez Ducha Świętego, chociaż tego nie potrafimy wyrazić. Wiemy tylko, że zadziałała Boża moc. Działanie Ducha rozpoznajemy w tym tchnieniu dopiero po jego skutkach. Potężne uderzenie wiatru może człowieka obalić, jak działanie Ducha Bożego obaliło pod Damaszkiem św. Pawła. Może to być wiatr łagodny, jak ten, którego doświadczył prorok Eliasz na świętej górze.

Ta symbolika tchnienia posiada jednak szczególne znaczenie przy słyszeniu głosu. Dźwięki dochodzą przecież do naszego ucha na zasadzie drgań powietrza. Jest to fala, nieodczuwalnego dla innych części ciała powiewu, który uderza w nasze ucho. Jeśli te uderzenia są właściwie przez nas odczytywane i rozumiane, całe otoczenie do nas przemawia. Duch Święty jest słowem Boga, skierowanym do każdego człowieka. Jego tchnienie trzeba dobrze zrozumieć. Mądrość człowieka polega właśnie na bezbłędnym odczytywaniu każdego Bożego słowa, które dociera do ucha naszego serca.

Trzecim symbolem Ducha Świętego jest gołębica. Duch Święty niczym gołębica zstępuje na Jezusa w czasie Jego chrztu w Jordanie. Ten symbol występuje już w Księdze Rodzaju. Gołębicę spotykamy po raz pierwszy przy potopie. Noe wiedząc, że arka już osiadła na twardym gruncie wypuścił gołębicę, a ta wracając, przyniosła mu w dziobie gałązkę z drzewa oliwkowego. Tym symbolem posługują się nawet ateiści, uznając go za znak. Gołębica jest bowiem uosobieniem łagodności i pokoju. W Księdze Rodzaju pojawia się gołębica jako znak pojednania się Boga z ziemią, która została przez Niego przeklęta z powodu grzechu. Ten znak to właśnie symbol pojednania i pokoju. Duch Święty bowiem przychodzi po to, aby nas pojednać, aby przynieść nam pokój i aby w sposób twórczy prawdziwą miłością jednoczyć ludzi.

2. Obecność Ducha Świętego w Kościele

Jest jednak trudność w operowaniu symbolami. Duch Święty jest bowiem samą energią Miłości, a energii nie da się przedstawić. Można tylko przedstawić skutki jej działania. Nikt przecież nie potrafi namalować prądu elektrycznego; podobnie nie potrafi namalować Ducha Świętego.

Duch Święty jest potężną energią Bożej Miłości, doprowadzoną przez Boga do Kościoła i Jego działanie odkrywamy tylko na podstawie skutków. Kiedy wsiadamy do tramwaju, nikt z nas nie zastanawia się nad wyglądem prądu elektrycznego, my korzystamy tylko z jego owoców. Rzadko kto myśli o tym, gdy zapala światło, że ma do czynienia z energią; dopiero gdy żarówka się nie świeci, zastanawiamy się nad tym, czy jest spalona, czy też nie ma prądu. Z energii elektrycznej korzystamy prawie na każdym kroku i nie dostrzegamy jej samej, lecz rejestrujemy tylko skutki jej działania.

Podobnie jest w Kościele. Duch Święty działa w sposób ukryty poprzez każdy sakrament. Ile razy ktoś podchodzi do konfesjonału, aby uzyskać odpuszczenie grzechów, tyle razy podchodzi do Ducha Świętego, który go oczyszcza. Świadkami Jego działania jesteśmy także przy ołtarzu, gdy Duch Boży przemienia chleb i wino w Ciało i Krew Chrystusa. Jesteśmy świadkami Jego działania w nas, gdy oświeca nasze serce, aby zrozumiało słowa Boże. Ale Duch Święty pragnie także działać w Kościele w sposób bardzo widzialny i to jest temat, na który pragnę zwrócić szczególną uwagę.

Dziś w Kościele mówi się o tak zwanej odnowie w Duchu Świętym. Jest to ruch znany od dwudziestu wieków, a łączy się on z działaniem Ducha Świętego, wyrażonym w nadzwyczajnych znakach. Ma ono miejsce wtedy, gdy ludzie stanowią wspólnotę wiary i modlitwy, pozostającą do dyspozycji Boga. Ten ruch przybrał ostatnio w świecie duże rozmiary. Paweł VI błogosławił wszystkim, którzy angażowali się w działalność tego ruchu. Jan Paweł II spoglądał bacznym okiem na to, jak miliony ludzi na świecie oddają się do dyspozycji Ducha Świętego przez pogłębienie swojej modlitwy i przez otwarcie serca na Jego działanie.

Obserwuje się w tym ruchu wiele znaków, szczególnie są to uzdrowienia. Trudno mówić o cudach i Kościół o cudach mówić nie chce. Mówi tylko o znakach. Jest wielu ludzi, którzy doświadczyli Bożego działania Ducha Świętego. Na przykład całymi latami nie potrafili chodzić, doznali bowiem uszkodzenia kręgosłupa, a teraz przeżywają dotknięcie Bożego Ducha, wstają, dają świadectwo otrzymanej łaski i wracają do normalnego życia. Niekiedy są to spotkania, w których bierze udział kilkadziesiąt tysięcy rozmodlonych ludzi, doświadczających działania Ducha Świętego. Znacznie częściej jest mowa o uzdrowieniach wewnętrznych, a więc o wyrwaniu z nałogu alkoholizmu, z grzechów nieczystych czy z narkomanii; o uleczeniu z pożądliwości, z nienawiści czy z chorobliwej zazdrości.

Piszę o tym dlatego, ponieważ można spotkać takie wspólnoty, które w szczególny sposób dowartościowują działanie Ducha Bożego. Duchowi Świętemu, który działa przez Kościół, jest potrzebna wspólnota ludzi wiary i modlitwy, ale jego działanie nie ogranicza się tylko do tej wspólnoty. Na przykład poprzez taką wspólnotę dokonują się uzdrowienia wśród ateistów, czy też wśród wyznawców innych religii. Związek jednak z grupą modlących się ludzi jest wyraźnie widoczny. Niech to zilustruje przykład: Do grupy odnowy należy syn, który modli się o uzdrowienie swojego chorego ojca buddysty. Na drugi dzień ojciec przychodzi do modlących się, aby podziękować im za modlitwę i by podziękować ich Bogu za łaskę zdrowia. Przychodzi nie po to, aby zmienić religię, ale po to, by podziękować za łaskę, którą otrzymał.

Na tym właśnie polega charyzmatyczne działanie Ducha Świętego, do którego to działania Kościół podchodzi zawsze bardzo ostrożnie z tej racji, że takich spontanicznych wydarzeń nie da się ani kontrolować, ani też jednoznacznie ocenić. Jednak Duch Boży zawsze w ten sposób działa w Kościele. Szczególnie jest to widoczne w życiu świętych. Świeci cudotwórcy, jak na przykład Jan Bosco czy Franciszek z Asyżu to ludzie napełnieni Duchem Świętym, działający w oparciu o Jego moc; i to właśnie było dostrzegalne w ich życiu. Święci to ludzie, którymi posługuje się Duch Boży.



Chciałbym, aby to rozważanie nad obecnością Ducha Bożego w Kościele i nad różnymi formami Jego działania, zarówno tego niewidzialnego w sakramentach, jak i widzialnego w charyzmatach, dotarło do naszej świadomości, abyśmy potrafili przez pogłębienie wiary i modlitwy oddać się do dyspozycji Ducha Bożego. Duch Święty chce czynić znaki i cuda w XXI wieku. Nie myślę tu o nadzwyczajnych wydarzeniach, ale przede wszystkim o tym, co umacnia wiarę. Jak w czasach Chrystusa przepowiadanie Ewangelii było połączone za znakami, tak i w XXI wieku przepowiadanie Ewangelii może być także połączone ze znakami. Chciałbym również was prosić, abyście umieli krytycznie, ale i z całą powagą odbierać wszystkie wiadomości, dotyczące odnowy w Duchu Świętym, zarówno w świecie, jak i na terenie Polski. Aby nie było w tym ani przesadnego krytycyzmu ani też fanatycznego entuzjazmu. „Duch tchnie, kędy chce”.

Homilia wygłoszona przez ks. Adama Ogiegło na dniu skupienia Wspólnoty Chrystusa Odkupiciela Człowieka

wtorek, 7 lipca 2015

KOCHAĆ, WIELBIĆ I SŁUŻYĆ ...



Kochać, wielbić i służyć ...
Homilie na Światowy Dzień Życia Konsekrowanego w Polsce
Abp Stanisław Gądecki
130 x 200 mm, 176 stron, oprawa twarda
Księgarnia Św. Wojciecha
Cena 25,00 zł

Najgorsze jest to, że przeciętny człowiek niewiele wie o życiu konsekrowanym i patrzy na zakonników jak na darmozjadów i pasibrzuchów (Leon Knabit OSB).

Książka wpisuje się w ogłoszony przez papieża Franciszka Rok Życia Konsekrowanego. Jest dobrą okazją do głębszej refleksji nad darem życia poświęconego Bogu i może przyczynić się do lepszego poznania i szacunku dla życia konsekrowanego.

niedziela, 17 maja 2015

RADOŚĆ PIECZĘCIĄ CHRZEŚCIJANINA

Śmiech jest wynikiem naszej wewnętrznej radości, zaś radość rozumiana po chrześcijańsku jest "w pewnym sensie cnotą, którą należy rozwijać". Zwrócił na to uwagę Jan Paweł II w Liście apostolskim o świętowaniu niedzieli Dies Domini, 57. Natomiast papież Franciszek pisze wprost, iż "Radość jest znakiem rozpoznawczym chrześcijanina. Chrześcijanin bez radości nie jest chrześcijaninem albo jest chory. Innej możliwości nie ma! Coś jest nie tak z jego zdrowiem. Chrześcijańskie zdrowie to radość! Radość jest pieczęcią chrześcijanina." (Nowenna do Ducha Świętego z Papieżem Franciszkiem, wyd. Zgromadzenie Księży Marianów, Warszawa 2015, s.6)

Cnota radości polega na drobnym wysiłku, by opanować szorstkość w zachowaniu, by uniknąć niegrzecznego słowa, aby się uśmiechać, kiedy jesteśmy zmęczeni lub brak nam siły. Jak wiadomo, radość jest jednym z owoców Ducha Świętego.


Śmiech to zdrowie

Zdolność do śmiechu jest jedną z istotniejszych cech odróżniającą nas od świata zwierząt. Śmiech jest naszym prawdziwym pożytkiem. Jak się powszechnie mówi, leczy ciało i duszę. Jest w tym wiele prawdy.

Śmiech pozwala złagodzić stres związany z życiem codziennym, usuwa zmęczenie i depresję, potrafi ulżyć cierpieniu i zapewnia zdrowy sen. Jest również najlepszym środkiem zapobiegającym licznym chorobom dzięki temu, iż przyspiesza proces metabolizmu organizmu, ożywia krążenie krwi, wzmacnia funkcje obronne organizmu i – w rezultacie – wzmacnia organizm.

Oprócz swego terapeutycznego efektu, śmiech odgrywa bardzo ważną rolę w stosunkach międzyosobowych. Powszechnie wiadomo, że ludzie, którzy często się uśmiechają, osiągają większe sukcesy życiowe. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze, zawierają znajomości towarzyskie o wiele łatwiej niż ponuraki. Po drugie, nigdy nie biorą siebie nazbyt poważnie i to pozwala im utrzymać równowagę umysłową. Po trzecie, chętniej są zatrudniani niż nie - uśmiechający się pracownicy. To jest przyczyną, dlaczego osiągają lepsze wyniki w pracy: pogodny sprzedawca sprzeda więcej towarów w sklepie a pełen optymizmu menadżer zawrze więcej kontraktów dla swojej firmy.

Jest udowodnione, że ludzie, którzy lubią się śmiać, są pewniejsi siebie, bardziej tolerancyjni i chętniej akceptują słabości innych. Jest tak, ponieważ śmiech oczyszcza emocje i pomaga pozbyć się agresji.

Jeżeli nie próbujemy złagodzić napięcia, ostatecznie obraca się ono przeciwko nam – bądź wpadamy w gniew i pogarszamy nasze relacje z innymi ludźmi, bądź tłumimy własne uczucia i zmierzamy do załamania nerwowego. Dlatego zamiast psuć ludziom humor lub sprowadzać na siebie chorobę, powinniśmy wybuchać śmiechem tak często, jak to tylko jest możliwe. "Konanie ze śmiechu" jeszcze nikomu nie wyrządziło krzywdy. I nie ma żadnych efektów ubocznych. Wprost przeciwnie, jest kluczem do bycia szczęśliwym.


Apostolstwo uśmiechu

Nasza polska święta, w ikonografii zawsze przedstawiana jako uśmiechnięta - Urszula Ledóchowska, zwracała uwagę, że prawdziwy chrześcijanin powinien mieć uśmiech na ustach. Pisała o specyficznej formie apostolstwa. "Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów (...) mianowicie apostolstwo uśmiechu. Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem (...). Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać – bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz twój uśmiech wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa."

Święta Urszula Ledóchowska zauważa też, iż apostolstwo uśmiechu – jak każdy rodzaj apostolstwa - wymaga od nas wysiłku. Pisze ona - "Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze – gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub w chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak – o to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia."

środa, 18 marca 2015

Instrukcja Cum Sanctissimus

Instrukcja Cum Sanctissimus
z 19.03.1948 r. Kongregacji Ds. Zakonów

Według postanowienia Ojca Świętego Piusa XII zawartego w Konstytucji Provida Mater Ecclesia z 1947 roku, to Kongregacja Ds. Zakonów była władzą kompetentną, której poddane zostały instytuty świeckie. Kongregacja Ds. Zakonów sformułowała odpowiednie podstawowe przepisy, które od początku umożliwiały tworzenie i organizowanie instytutów świeckich:

1/ Aby stowarzyszenie mogło stać się instytutem świeckim, musi stosować się do wszystkich przepisów Konstytucji Provida Mater Ecclesia, jak również musi być zatwierdzone i kanonicznie erygowane przez biskupa, po zasięgnięciu rady Świętej Kongregacji.

2/ Stowarzyszenia te (instytuty świeckie) nie mogą pozostawać w szeregu zwykłych stowarzyszeń świeckich.

3/ W celu uzyskania zgody na erekcję nowego instytutu, biskup miejsca ma zwrócić się do
Świętej Kongregacji ds. Zakonów (wg odpowiednich przepisów).

4, 5, 6/ Przepisy szczegółowe normujące powstawanie i zatwierdzanie nowych instytutów.



7/ Przepis formułuje kryteria oceny danego stowarzyszenia pod kątem przekształcenia się w instytut świecki:

a/ czy osoby należące - poza praktykami pobożnymi i wyrzeczeniami – rzeczywiście
i zdecydowanie realizują trzy rady ewangeliczne,

b/ czy więzy łączące członków są: stałe, wzajemne, pełne, przez co członek oddaje się stowarzyszeniu, a stowarzyszenie bierze za niego odpowiedzialność,

c/ czy stowarzyszenie stara się lub posiada wspólne domy,

d/ czy unika się ( co nie byłoby zgodne z naturą i celem instytutów świeckich) np. noszenia habitu.

8, 9/ Przepisy określające łączność, ew. zależność od instytutów zakonnych.

10/ Członkowie instytutów, z racji swego powołania, są zobowiązani do życia doskonalszego niż członkowie zwykłych stowarzyszeń czy Akcji Katolickiej.

11/ Przepis określający formy zależności i współpracy z władzami kościelnymi.

Opr. Barbara

poniedziałek, 16 marca 2015

WYRZECZENIE SIĘ ŚWIATA


Poprzez chrzest Bóg uświęca człowieka. Nie każdy jednak, kto wejdzie do wody i nad którym zostaną wypowiedziane sakramentalne słowa, faktycznie zostanie przez Boga uświęcony. Aby to mogło nastąpić, człowiek musi chcieć tego uświęcenia. Dlatego Bóg oczekuje od niego doniosłej decyzji, dokonania wyboru między perspektywami realizacji życia na ziemi.

Jedna to perspektywa życia doczesnego, ograniczonego barierą śmierci. Dla wielu śmierć jest rozwiązaniem wszystkich, nawet najtrudniejszych problemów. Ma to miejsce wówczas, gdy jest traktowana jako definitywny koniec ludzkiej egzystencji. Kto tak pojmuje życie, szuka szczęścia doczesnego i godzi się na logikę tego świata. Chce jak najlepiej się tu urządzić i wygrać doczesność. Taka jest jedna perspektywa życia.

Druga perspektywa uwzględnia możliwość nieśmiertelnego życia. Śmierć nie jest kresem. Istnieje szansa wejścia w świat wieczności, świat wiecznego szczęścia. W tej perspektywie obowiązuje logika wiary. Kto chce podejść do chrztu, musi zobaczyć te dwie perspektywy realizacji ludzkiego życia i dokonać wyboru. Ten wybór jest zasadniczy. Świadomie i dobrowolnie decyduję się na to, że moje życie traktuję jako drogę do życia wiecznego. Wybieram perspektywę nieśmiertelności. Wtedy trzeba zgodzić się na to, że nic, co jest ziemskie, nie może być ostatecznym celem mojego życia, jest tylko etapem, jest dobrem, po które, o ile mi nie przeszkadza w zdobywaniu nieśmiertelności, mogę sięgnąć, ale nie jest ono celem mojego życia. To spojrzenie na doczesność jako na drogę, jako na środek, który pomaga w osiągnięciu wyższego celu, nie jest równoznaczne z odrzuceniem doczesności, z negatywnym spojrzeniem na to, co ziemskie. Przeciwnie, dopiero wtedy człowiek zaczyna rozumieć Pana Boga, który po stworzeniu wspaniałego świata powiedział, że to wszystko jest bardzo dobre. Ale ta ziemska droga jest tak bogata i pełna uroku, że kusi, by zatrzymać się na niej samej. Doczesne dobra wołają: zostań, nie martw się, nie wysilaj się, zatrzymaj się tylko przy nas. Ten, kto podchodzi do chrztu, musi powiedzieć: nigdy tego nie zrobię. Nigdy nie zdecyduję się na myślenie o moim życiu wyłącznie w kategoriach doczesnych. Zawsze chcę pamiętać o tym, że każdy dzień zbliża mnie do innego, nowego życia.



Kościół, chcąc ułatwić podjęcie tej decyzji, stawia kandydatowi do chrztu trzy pytania.

Czy wyrzekasz się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych? Grzech jest nieporządkiem, grzech to bałagan. Każdy bałagan ogranicza naszą wolność. Wystarczy popatrzeć do szafy: jeśli w niej nie jest poukładane, to chcąc coś znaleźć, tracimy czas i denerwujemy się. Jeśli w niej wszystko jest na swoim miejscu, jesteśmy panami sytuacji, jesteśmy wolni. Jeśli bałagan jest w mieszkaniu, człowiek w nim ginie. Jeśli w mieszkaniu jest porządek, człowiek jest jego panem. Pierwsze pytanie postawione kandydatowi do chrztu dotyczy jego decyzji życia w świecie Bożego porządku. Świat jest rządzony prawami ustanowionymi przez Stwórcę, ochrzczony godzi się na szanowanie tych praw, wiedząc, że ile razy popełni grzech, traci wolność. Chce żyć w świecie ładu i porządku po to, aby był człowiekiem wolnym, chce żyć według logiki Bożego prawa, aby nie stracić wolności.

Czy wyrzekasz się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby cię grzech nie opanował? Chodzi tu o decyzję zachowania higieny ducha, chodzi o to, by człowiek przestrzegał zasad, o których mówi Chrystus, Jeśli cię ręka gorszy, odetnij ją, jeśli oko, wyłup je, jeśli noga, odetnij ją. Chodzi o wielkie wartości, o coś, co może być tak samo cenne jak oko, ręka i noga i co może zagrażać duchowi w naszej wędrówce do świata wielkich wartości. Kiedy ręka zatrzymała się na jakiejś wartości doczesnej i nie chce jej puścić, ochrzczony musi się zdecydować na to, że ją odetnie, aby zachować wolność. To trudna i bolesna decyzja. Tę właśnie decyzję podejmuje człowiek podchodzący do wody chrzcielnej. Jeśli jakakolwiek wartość doczesna zagrozi perspektywie mojego dojścia do domu Ojca Niebieskiego, wtedy z niej rezygnuję, chociażby to miało tak boleć, jak odcięcie własnej ręki.

Czy wyrzekasz się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu? Kandydat do chrztu musi realnie potraktować księcia tego świata. Chodzi tu o potężną siłę zła, z którą trzeba przez całe życie walczyć. Rodzimy się w świecie doczesności i mamy przed sobą perspektywę śmierci. Książę tego świata, który stracił życie wieczne, z zazdrości chce nas wszystkimi dostępnymi mirażami zatrzymać w doczesności, abyśmy nigdy nie uczestniczyli w szczęściu, które on bezpowrotnie utracił.

Wchodząc do wody chrzcielnej wiem, że rozpocznę drogę, która jest nie tylko wspaniała, piękna i kusząca różnymi przemijającymi dobrami, abym się przy nich zatrzymał, ale również wiem, że będę musiał walczyć z rozbójnikiem, który na niej czeka, chcąc mi przeszkodzić w dotarciu do domu Ojca Niebieskiego. Przed chrztem mam podjąć decyzję, że nie chcę mieć żadnych układów z księciem tego świata. Tylko ten, kto podjął taką decyzję i zdecydował się na wejście w świat wiary, wchodząc do wody i przyjmując chrzest – W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego – może być uświęcony przez Boga. Jeśli tej decyzji nie ma, to może być zanurzony w wodzie i słyszeć wypowiedziane słowa, a świętości nie otrzyma. Tak jest, gdy mamy do czynienia z chrztem człowieka dorosłego. Tak jest również, gdy rodzice przynoszą dziecko, bo w trosce o jego szczęście chcą postawić je od razu na drodze życia wiecznego. Oni też biorą odpowiedzialność za wychowanie dziecka do wartości chrześcijańskich.



Jeśli człowiek świadomie i dobrowolnie podejdzie do chrzcielnicy, to perspektywa jego chrześcijańskiego życia otwiera się jako droga piękna i wspaniała. Jeśli natomiast ta decyzja jest niedowartościowana i chodzi tylko o ceremonię, a decyzja jest niepodjęta, to wchodzimy w pozorne chrześcijaństwo, które nie daje uświęcenia ani żadnej mocy wewnętrznej, nie zmienia człowieka, a rodzi szereg nieporozumień. Wyrzeczenie się tego świata to jest punkt wyjścia, sam fundament chrześcijańskiego życia. Ta jedna decyzja – wiem, jaką perspektywę życia wybieram i z jakiej rezygnuję – kształtuje wszystkie dni życia, każdą godzinę, każdą sekundę, wymaga wierności. Zdecydowałem, powiedziałem przed Bogiem, mam być słowny. Obok nas żyją ludzie, którzy nigdy tego wyboru nie dokonali. Wybrali doczesność, niech wygrają doczesność, to ich sprawa. My wybieramy doczesność tylko jako drogę do wyższych wartości. Toteż umiemy się nią cieszyć i posługiwać tak, by pomagała nam w realizacji głównego celu naszego życia. Tak stawia sprawę Bóg. Tak ustawione jest wejście w świat wiary, chodzi o realizm i odpowiedzialność za decyzję.

Homilia została wygłoszona przez ks. Adama Ogiegło na dniu skupienia w lutym 2015 r.

FORMACJA WEDŁUG OJCA AMEDEO CENCINI

Formacja rozumiana poprawnie, to formacja prowadzona permanentnie. Formacja chrześcijańska jest permanentna ze swej natury /od łac. permanens, permanentis - trwający, stały, nieprzerwany/. Formacja powinna być dynamiczna, tzn. taka, która stale się rozwija, musi być coraz pełniejsza, całkowita.

Jak należy rozumieć formację?

Moja formacja jest w rękach Ojca, Boga Ojca i to Ojciec prowadzi proces formowania we mnie /por. Rdz 1,26/ serca swego Syna, czyni to mocą Ducha Świętego. Ojciec prowadzi moją formację zawsze, nie ma żadnej chwili, w której Ojciec nie chciałby formować we mnie Serca swojego Syna. Każda okoliczność życia, każda sytuacja, każda rzeczywistość, to okazja do formacji. Gdyby to było w naszych rękach, byłyby to tylko niektóre sytuacje, ale to jest myślenie pogańskie. Ponieważ każda okoliczność życia jest w rękach Ojca, a to są ręce najpiękniejsze, każda okoliczność życia to łaska formacji. Wszystko jest formacją!

Formacja permanentna nie potrzebuje sytuacji nadzwyczajnych. Aby formacja była permanentna, musi być codzienna. Nie musimy wcale szukać doskonałej wspólnoty, doskonałych przełożonych, doskonałej pracy. To, czego nie wybrałeś, wybrał dla ciebie Bóg! On sprawi, że niczego ci nie zabraknie. Tu dokonuje się tajemnicze pośrednictwo formacyjne Ojca i jest to np. choroba, cierpienie, rzucone na ciebie oszczerstwo. Wchodzimy w to stopniowo, świadomie dajemy się formować przez Ojca. Tu możemy odnaleźć miejsce Słowa Bożego z dnia. To treść formacyjna, to nie ja wybieram Słowo, To Słowo jest wybrane dla mnie.

Formacja permanentna ma dwie odsłony, to formacja zwyczajna (ważniejsza!) i formacja nadzwyczajna. Jakie są kryteria rozróżniania?

1/ ze względu na osobę, która podlega formacji
W formacji zwyczajnej to jestem ja, moja odpowiedzialność za formację, moje zaangażowanie, moja aktywność, mój dynamizm. W formacji nadzwyczajnej to instytucja, np. przełożeni, proboszcz, komisja, itp.

2/ odniesienie czasowe, czyli – kiedy dokonuje się formacja
W formacji zwyczajnej to codzienność. W formacji nadzwyczajnej – co jakiś czas, okresowo.

3/ cel formacji, czyli - do czego ona prowadzi
W formacji zwyczajnej – skupiamy się na tym, co istotne w życiu chrześcijańskim (kształtowanie
w nas uczuć Syna). W formacji nadzwyczajnej chodzi o udoskonalenie nas oraz wprowadzenie czegoś ważnego, ciekawego, nowego.

4/ sfera formacyjna (co jest formowane)
Formacja zwyczajna prowadzi do zaangażowania całej osoby (serce, umysł, wola, wrażliwość). W formacji nadzwyczajnej chodzi o doskonalenie pewnych sfer (sektory, kompetencje).

5/wpływ na kondycję psychiczną
W formacji zwyczajnej chodzi o kształtowanie indywidualnej dyspozycyjności, osobistego zaangażowania, uległości, czujności /por. Przypowieść o pannach Mt 25,1-13/. Okres formacji początkowej /np. w nowicjacie/ powinien nauczyć tak pojętej uległości. Innymi słowy, osoba, która posiadła taką uległość to ta, która nauczyła się uczyć życia z każdej chwili życia.

Taką osobą jest Maryja – pozwoliła się formować przez wszystkie chwile swego życia – od Zwiastowania aż do Krzyża. A więc formacja początkowa ma służyć do utworzenia w osobie dyspozycyjności do formacji w całym życiu. W formacji nadzwyczajnej – mamy do czynienia z uległością, która jest pewną biernością, np. spowodowaną posłuszeństwem wobec przełożonych, bez specjalnego osobistego zaangażowania.

6/ treści formacyjne – co nas formuje?
W formacji zwyczajnej będzie to Słowo Boże z dnia. Można powiedzieć, że Ojciec prowadzi kurs przez całe życie, a Słowo z dnia jest lekcją. W formacji nadzwyczajnej będą to za każdym razem jakieś ważne treści.

7/ pośrednictwo ludzkie w formacji
W formacji zwyczajnej będą to wszystkie osoby, które spotykamy, wszystkie relacje z nimi, to nie my wybieramy te osoby, to Ojciec wybrał je dla mnie, nimi obdarzył. W formacji nadzwyczajnej będą to niektóre osoby i relacje – np. ojciec duchowy, przyjaciel duchowy.

Wskazane fragmenty Biblii do medytacji na powyższy temat:
1/ Jezus w Nazarecie – Łk 4, 16 -30
2/Manna na pustyni – Wj 16, 18



Opracowano na podstawie zapisu na CD sesji „Życie według Słowa” przeprowadzonej przez o. Amedeo Cencini w Krakowie w dniach 5-7. 11. 2010

opr. Barbara

piątek, 27 lutego 2015

FORMACJA CIĄGŁA

Ciekawy jest ten tytuł, bo nie chodzi tutaj tylko o to, byśmy przeprowadzili kurs na temat modlitwy. Nie jest to tylko refleksja nad różnymi metodami prowadzenia medytacji, ale jest to usiłowanie zrozumienia roli, jaką ma słowo Boże w naszym życiu. A nie jest to rola byle jaka. To nie jest tylko rola pomocnicza wobec naszej modlitwy, ale jest to rola typowo formacyjna. Modlitwa nas formuje a Słowo Boże jest instrumentem par excellence tej formacji.

My często nie mamy tego typu postawy wobec modlitwy. Idziemy modlić się, idziemy do kaplicy, żeby wielbić Boga. Idziemy do chóru, żeby słuchać tego, co Pan Bóg ma nam do powiedzenia, żeby odbyć nasze "praktyki pobożne", co jest dość okropną formułą. Ale nie zawsze mamy świadomość, że modlitwa jest momentem formacji. Nie byle jakiej formacji, ale takiej jaką dziś nazywamy formacją permanentną. Dokładnie to – słowo Boże jest codziennym narzędziem naszej formacji permanentnej. Narzędziem, którym oczywiście posługuje się Bóg.



Co oznacza formacja permanentna? Jaka jest podstawowa cecha formacji permanentnej? Jest codzienna, nigdy się nie kończy, trwa w czasie – to jest słuszne. Albo lepiej – nie jest błędne. Ale może jeszcze nie wyraża tej zasadniczej cechy formacji permanentnej. Bo fakt, że trwa w czasie to jest konsekwencja czegoś ważniejszego, że formacja generalnie jest działaniem Ojca, Boga, który formuje w nas uczucia, odczucia, emocje, impulsy, myśli, poruszenia instynktowne, które przechodzą przez naszą głowę. Mamy ich tyle rodzajów, pomyślcie - w ciągu jednego dnia ile mamy rodzajów uczuć w sobie. W naszym sercu mogą być uczucia, które nie są ewangeliczne. Nasze serce jest ziemią misyjną. Niegdyś misjonarze jechali daleko, aby głosić paschę Jezusa, aby głosić Dobrą Nowinę. A my dziś mówimy – uwaga, jest ziemia misyjna, która zamieszkuje w naszym wnętrzu. Są takie części w naszym sercu, którym jeszcze nie ogłoszono paschy Jezusa. Są takie części naszego świata wewnętrznego, które jeszcze nie zostały wyzwolone przez krzyż Jezusa. I będzie trzeba dużo czasu, aby zewangelizować całą tę ziemię misyjną, którą mamy we wnętrzu. Nie wystarczy rok nowicjatu, nie wystarczy pięć lat nowicjatu, nie wystarczą lata ślubów czasowych. Jeśli w nas się mają uformować uczucia, trzeba całego życia.

Rozciągnięcie w czasie formacji jest nieuniknioną konsekwencją właśnie tej idei obecnej formacji, czyli formacji, która idzie głęboko do wnętrza, która jest intensywna. Dociera do najgłębszego punktu naszego wewnętrznego świata. Jakby powiedzieć, pojęcie rozciągnięcia w czasie jest konsekwencją idei intensywności i głębi. Gdybyśmy mieli tylko uformować nasze zachowania – zachowanie to strona zewnętrzna naszej osoby – wystarczyłoby kilka miesięcy, aby nauczyć się pewnych postaw osoby konsekrowanej. Może nie trzeba by do tego zbyt wiele czasu. Jeśli natomiast formacja oznacza to tajemnicze działanie, które dotyka najgłębszych stron naszego wewnętrznego świata, wtedy nie wystarczy jednego życia. Idea formacji ciągłej nie jest ideą z tych dni, z tej epoki, z tej kultury, ale formacja taka musi być zawsze, musi być permanentną. Formacja osoby poświęconej Bogu musi obejmować całe życie. A jako że obejmuje całą osobę, w głębi, więc obejmuje też całe życie.

Skoro rzeczy tak się mają, jak mówimy, wtedy jest inna ważna konsekwencja do wyciągnięcia. Kiedy myślimy o formacji, to myślimy o ograniczonym okresie czasu, specyficznym miejscu, zwanym nowicjatem, poprowadzonym przez jedną osobę odpowiedzialną za formację, która otrzymuje specjalne zadanie tej posługi. Mówimy, że jest to określona osoba, która też powinna być przygotowana do tej pracy. I to jest bardzo dobre i słuszne. Ale jest coś jeszcze ważniejszego, co dotyczy podmiotu formacji. Skoro formacja oznacza "mieć w sobie uczucia syna", wtedy kto może w nas ukształtować "uczucia syna"? Oczywiście tylko Ojciec. Sam Jezus to mówi – Tylko Ojciec zna Syna. A więc formacja jest działaniem teologicznym a nie psychologicznym, nie pedagogicznym i nie socjologicznym. Jest czymś, co pochodzi od Boga i tylko On może to prowadzić. Co więcej, Ojciec formuje w nas uczucia Syna mocą Ducha Św. Trójca – to jest nasza matka mistrzyni. Jedyna matka mistrzyni. I całe nasze życie jest całe nowicjatem. Co więcej, ja myślę, ale nie jestem doskonale poinformowany w tym względzie, że także niebo będzie takie. W niebie nie będzie tak, że dojdziemy do punktu, którego już nie można przewyższyć. W niebie będzie trwało to działanie formacyjne, w którym Najświętsza Trójca będzie prowadzić coraz dalej, coraz wyżej ten proces upodobnienia.

Z tego wynikają jeszcze inne bardzo świetlane konsekwencje, bardzo ważne do podkreślenia. Pierwsza konsekwencja jest taka – skoro Ojciec jest podmiotem, głównym bohaterem formacji, możemy być absolutnie pewni, że to działanie Ojca nie ustaje ani na moment. Ciągle jest prowadzone naprzód. W dzień i w nocy, kiedy jestem uważny, kiedy jestem roztargniony, kiedy jest słońce, kiedy jest śnieg, kiedy jest ciepło i zimno, kiedy czuję się pełen entuzjazmu albo kiedy jestem w złym nastroju Ojciec kontynuuje swoje dzieło formacyjne. To jest jak oddech życia. My nie zauważamy, kiedy oddychamy. Tak samo jest z formacją w rękach Ojca, to Ojciec prowadzi ją naprzód. Więc skoro moja formacja jest w wielkich rękach Ojca, nie może już być jednego momentu mojego życia, który byłby pusty, pozbawiony propozycji formacyjnej Ojca. Nie ma jednego momentu życia, który byłby neutralny pod tym względem. Nie ma takiego miejsca, gdzie mógłbym powiedzieć - Nie, w tym miejscu nie mogę prowadzić mojej formacji permanentnej. Miejsce, w którym jestem, wspólnota, w której się znajduję, siostry, z którymi żyję, siostry, których ja nie wybrałem i przez które nie zostałem wybrany, to miejsce, ta wspólnota to jest locus theologicus. To jest to miejsce, w którym Ojciec sprawi, że niczego ci nie zabraknie dla twojej stopniowej formacji, a wszystko wokół ciebie stanie się pośrednictwem, nawet jeśli tajemniczym, tego trynitarnego działania. (...)

To, co decydujące, to nie osoby, które mamy wokół siebie, ale moja osobista postawa, w której ja przyjmuję całą tą rzeczywistość jako pośrednictwo obecności działania formacyjnego Ojca. Tak więc formacja permanentna trwa przez całe życie, jest codzienna. Jest prowadzona w dniach świątecznych, ale też w dniach powszednich.



Amedeo Cencini: Formacyjna rola Słowa Bożego w życiu Mniszki, konferencja wygłoszona w lutym 2010r. na Jasnej Górze, tłumaczyła na żywo D. Piekarz, fragment tekstu spisanego z nagrania na żywo