piątek, 4 maja 2018

Dekalog a sumienie

Najskuteczniejszym wsparciem sumienia ze strony Boga było publiczne ogłoszenie Dekalogu, czyli dziesięciu przykazań, które w sposób obiektywny ukazują, co jest dobre, a co złe. Ogólne zasady: dobro należy czynić, a zła unikać, oraz: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, Bóg - przez Mojżesza - rozpisał na szczegółowe przykazania, wskazując, co jest dobre, a co złe.

Samo sformułowanie przykazań posiada charakter nakazu, a więc taki, jak polecenia sumienia. Każde z nich jest adresowane bezpośrednio do jednostki, dlatego są sformułowane w liczbie pojedynczej, a nie mnogiej, mimo iż Dekalog został przekazany narodowi wybranemu jako prawo obowiązujące społeczność. Jest to prawo sumienia, podane do publicznej wiadomości. Bóg polecił je przepisać Mojżeszowi na kamiennych tablicach w tym samym brzmieniu, w jakim jest ono wyryte w sercu każdego człowieka. Ogłaszając - przez Mojżesza - Dekalog, Bóg miał na uwadze zasadniczo dwie sprawy. Po pierwsze, by człowiek nie gubiąc się w subiektywizmie, mógł właściwie ocenić wartość swego postępowania, by wiedział, co jest dobre, a co złe. Ponieważ prawo to zostało objawione, zyskało dodatkowy, niepodważalny autorytet głosu samego Boga.



Drugi cel ogłoszenia Dekalogu miał charakter społeczny. Bóg przez Mojżesza organizował życie społeczne narodu wybranego. Nie ma zaś społeczności bez prawa. Zgoda na przestrzeganie określonego prawa decyduje o powstaniu społeczności. Prawo łączy ludzi. Cały zatem Dekalog trzeba rozważać zarówno z punktu widzenia jednostki, a więc sumienia konkretnego człowieka, jak i z punktu widzenia społecznego, to znaczy grupy ludzi, którzy pragną wspólnie żyć według tego prawa.

Życie religijno-moralne ze swej istoty ma charakter społeczny. Wspólne zachowywanie Dekalogu ułatwia jednostce życie według jego zasad i odwrotnie, wysiłek jednostki celem jego zachowania jest cennym wkładem w tworzenie atmosfery szacunku dla Bożego prawa we wspólnocie. Te dwa aspekty wzajemnie się uzupełniają i warunkują.Zachowanie Dekalogu przez jednostkę żyjącą w środowisku odrzucającym jego nakazy jest bardzo trudne i w pewnych wypadkach wymaga heroizmu. Bóg zawsze wspomaga tych, którzy są Mu wierni. Czyni to najczęściej nie przez usuwanie trudności, lecz umacnianie i wspieranie człowieka, by był zdolny je pokonać. Przykład wspólnoty ludzi opowiadających się za Dekalogiem stanowi jedną z najcenniejszych pomocy, jaką można otrzymać tu na ziemi, pomocy ułatwiających życie według Bożych przykazań.

Dekalog jest normą niezależną od człowieka, sumienie zaś jest ściśle związane z jego losami. Kamienne tablice nie reagują na zmieniające się sytuacje, w jakich znajduje się człowiek, a jego żywe serce ustawicznie musi na nie reagować. W sercu bowiem zapada decyzja co do działania, czy nie działania, serce dokonuje wyboru. Sytuacje życiowe są niepowtarzalne. Każda jest inna i w każdej człowiek winien zachować prawo Dekalogu, o tym jednak, w jaki sposób ma to uczynić, decyduje właśnie sumienie. Ono uwzględnia wszystkie okoliczności i ono odpowiada za decyzje.

Dotykamy tu sprawy wielkiej wagi. Znając przykazania Dekalogu i wiedząc, że stanowią one główną normę religijno-moralną, musimy pamiętać, że o wcieleniu jej w życie decyduje sumienie. Poszczególne decyzje mogą być w pewnych sytuacjach bardzo trudne, ale sumienie musi je podjąć i musi ponieść wszystkie związane z tym konsekwencje – doczesne i wieczne.
Sumienie więc stanowi najbliższą normę moralną, która decyduje o wartości naszego czynu. Według tej normy będziemy przez Boga sądzeni. Ponieważ jest to sprawa czysto osobista, nikt prócz Boga nie potrafi w stu procentach sprawiedliwie osądzić danego człowieka. W świetle Dekalogu możemy osądzić jego czyn, ale nie potrafimy dokładnie ocenić stopnia jego odpowiedzialności. Stąd Jezus wzywa: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni".

Sumienie można doskonalić przez coraz głębsze zrozumienie norm Dekalogu, czyli poznanie, co jest dobre, a co złe. Można też wpływać na sprawność podejmowanej przez niego decyzji, umacniając wolę.

Cykl kazań. który rozpoczynamy, będzie miał na celu właśnie to głębsze zrozumienie przykazań Bożych. Chodzi o to, byśmy z całym przekonaniem kierowali się w życiu wskazaniami Boga, zatroskanego o nasze dobro.

W naszym wieku, głośniej niż zwykle, ludzie, nawet ochrzczeni, domagają się od Kościoła rozwodów i prawa do powtórnego małżeństwa, uznania stosunków przedmałżeńskich za dozwolone, prawa do przerywania ciąży, możliwości skracania cierpienia nieuleczalnie chorych itd... Nietrudno zauważyć, że chodzi o żądania zmierzające do zmiany ustanowionego przez Boga prawa. Człowiekowi bowiem wydaje się, że gdyby on urządził świat według własnych praw, ten byłby znacznie lepszy, a życie wygodniejsze.

Popatrzmy na to z punktu widzenia „chłopskiego rozumu". Pan Bóg podał dziesięć krótkich zdań Dekalogu, obejmując w nich całe życie tak indywidualne, jak i społeczne. Każdy człowiek, uczony i prosty, jest w stanie nie tylko zrozumieć poszczególne żądania prawa Boskiego, ale nawet nauczyć się ich na pamięć. Tymczasem ludzkie prawa są tak zawiłe, że, mimo iż obejmują tysiące paragrafów, domagają się ciągłych uzupełnień i poprawek. Żaden adwokat, sędzia czy prokurator nie jest w stanie nauczyć się tego prawa na pamięć. Któreż zatem z tych praw jest doskonalsze: ludzkie czy Boskie?

Dlaczego ludzie żądają zmiany prawa Boskiego? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ nie chce się im podjąć trudu zachowania tego prawa. Skoro trudno budować miłość w jednym małżeństwie, szukają innego. Skoro trudno zachować czystość w narzeczeństwie, mają pretensje do prawa Boskiego. Skoro trudno wychować dziecko, chcą decydować o jego życiu...
Nie łudźmy się. Gdyby rzeczywiście prawo Boże odrzucono, mielibyśmy jeszcze więcej rozbitych małżeństw, jeszcze więcej nieszczęśliwych matek, jeszcze więcej kłamców, oszustów, złodziei, morderców... Życie na ziemi stałoby się nie rajem, ale piekłem, w którym w imię prawa jeden człowiek pożerałby drugiego. Tylko głupiec może sądzić, że drogą do szczęścia jest zmiana prawa Boskiego. Mądry wie, że drogą tą - i to jedyną - jest możliwie jak najdoskonalsze zachowanie prawa Boskiego. Kościół nigdy nie zmieni prawa Bożego, został bowiem ustanowiony, by tego prawa strzec, by je przypominać i pomagać ludziom w jego zachowaniu. Kościół ma ukazywać drogę do szczęścia, a nie do piekła.

Dekalog stanowi bardzo zwartą całość. I im doskonalej jest zachowane każde jego przykazanie, tym łatwiej nim żyć. Posłużę się tu porównaniem. To jest tak jak z samochodem. Jeśli jest doskonale przygotowany do drogi - jazda jest wygodna, szybka i łatwa. Wystarczy jednak niewielka usterka, by jazda stała się trudna i niebezpieczna. Jedna nie dokręcona śruba może spowodować tragedię. Oczywiście zawsze możliwe jest uszkodzenie w czasie jazdy. Na przykład ktoś najedzie na gwóźdź i trzeba z kołem wędrować do wulkanizatora. Ale jeśli ktoś świadomie odkręci koło, to nawet gdyby cały wóz był sprawny, o podróży nie ma co myśleć.

Podobnie jest z Dekalogiem. Jeśli ktoś popełni grzech, to jakby najechał na gwóźdź. Stara się więc możliwie szybko naprawić uszkodzoną część przez łaskę sakramentu pokuty i, zachowując szacunek dla Dekalogu, wędruje przez życie dalej wyznaczoną przez Boga drogą. Ale jeśli świadomie usunie jedno przykazanie, to zachowanie pozostałych staje się bardzo trudne. Na przykład jeśli ktoś zdradza żonę, odchodzi i zawiera nowy związek małżeński, czyli świadomie i dobrowolnie usuwa przykazanie szóste, to w tej sytuacji zachowanie przez niego pozostałych przykazań staje się sto razy trudniejsze niż wówczas, gdyby trwał w wierności złożonej przysiędze małżeńskiej.

Dziś spotyka się często ludzi narzekających na trud zachowania Dekalogu. Czasami słyszy się skierowaną do Boga skargę, że jest nieludzki. Najczęściej narzekanie to pochodzi od ludzi, którzy świadomie odrzucili jedno z przykazań Dekalogu i albo mordują poczęte dzieci, albo kradną, nie szanują rodziców lub lekceważą dzień święty. Nie należy się wtedy dziwić, że pozostałe przykazania są dla nich nieznośnym ciężarem.

Mówię o tym, bo rzadko kiedy w rozmowach na temat poszczególnych przykazań pamięta się, że jest to zaledwie jeden element wielkiej zwartej całości. Kto nie dostrzeże wewnętrznego związku poszczególnych przykazań ze sobą, ten nigdy nie odkryje piękna Dekalogu. A przecież jest to najdoskonalszy kodeks prawa, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi.


Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na kwietniowym Dniu skupienia

środa, 4 kwietnia 2018

WIDZĄC JEZUSA

Kilku Greków podeszło do Filipa i zwróciło się do niego z prośbę: "Panie, chcielibyśmy zobaczyć Jezusa."Mają znaleźć Jezusa w ziarnie pszenicy upadłym na ziemię i umierającym. Mają znaleźć Jezusa w Tym, który jest wywyższony z ziemi i traci życie.

Jeśli chcielibyśmy zobaczyć Jezusa, musimy poszukać upadłych ziaren pszenicy wokół nas, chorych i zubożałych, maltretowanych i uciskanych. Jeśli chcielibyśmy zobaczyć Jezusa, musimy poszukać tych, którzy tracą życie, ofiary ubóstwa, przemocy, dyskryminacji i wojny.

Potrzebujemy nowego przymierza, przymierza miłości i przebaczenia. Musimy napisać w naszych sercach, że jesteśmy ludem Bożym, że dążymy do tego, aby być jak Chrystus, przemieniając ciemność światowego bólu w życie i radość wielkanocną.



"Jezus, który przybył jako Emmanuel (Bóg z nami Mt 1,23) i który obiecuje przebywać ze swoim ludem aż do końca wieków (Mt 28,20), jest ukryty w najbardziej potrzebujących; odrzucenie ich oznacza odrzucenie Boga objawiającego się w historii."
Z orędzia biskupów USA "Sprawiedliwość ekonomiczna dla wszystkich", 1986 r.

Gerald Darring

tłum. Marek

sobota, 24 marca 2018

Modlitwa w godzinie śmierci

Nikt z nas nie wie, gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach będzie umierał. Wiemy jedynie, że śmierć jest tajemnicą. Jest to misterium, w które każdy wchodzi sam. Znamy podejście do śmierci Jezusa wiszącego na krzyżu i czekającego na ostatni oddech. Ewangeliści zanotowali kilka szczegółów Jego agonii, jakby chcieli zostawić pewien wzór odchodzenia z tego świata tych, którzy idą za Synem Boga, wracającym do domu Ojca. Wśród słów Jezusa wypowiadanych na krzyżu jest kilka skierowanych wprost do Ojca niebieskiego. Św. Mateusz tak przedstawił konanie Mesjasza:

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: »Eli, Eli, lema sabachthani?«, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: »On Eliasza woła«. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na trzcinie i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: »Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby go wybawić«. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha (Mt 27, 45-50).

W tej relacji Ewangelista oddaje krzyk Jezusa w głębokim kryzysie ducha, w doświadczeniu opuszczenia Go przez Boga. To jest przeżycie bardzo bolesne. Właśnie wtedy, gdy świadomość obecności tego, kto kocha, jest szczególnie potrzebna, jej brak rodzi tak bolesny krzyk. Wiadomo, że były to słowa psalmu, który Jezus odmawiał na krzyżu. Chciał w ten sposób zwrócić uwagę na realizację przepowiedni zawartej w psalmie 21. Jest on modlitwą człowieka ukrzyżowanego i otoczonego nienawiścią. Uczeni w Piśmie i pobożni Żydzi mogli ten Psalm odczytać, widząc umierającego w wielkim cierpieniu Mesjasza. Czy odczytali? Nic o tym nie świadczy.

Mateusz jednak, adresując swą Ewangelię głównie do Żydów, zanotował te słowa jako realizację prorockiej przepowiedni. Chrześcijanie, modląc się tym psalmem, zawsze wspominali wiszącego na krzyżu Jezusa.

Trzeba się liczyć z pokusą ciemnej nocy, która zaglądała w oczy nawet samego Jezusa. Trzeba się liczyć z kryzysami i to do ostatniego uderzenia serca. Modlitwa o dobrą śmierć należy do najważniejszych próśb w zestawie naszych modlitw. Kościół wpisał ją w modlitwę „Maryjo... módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej". To jest godzina, którą należy mieć zawsze przed oczyma, ponieważ w niej utrwali się stan naszego ducha na wieki. Oby to był stan ducha ufającego Bogu.

Tego właśnie uczą nas inne słowa Jezusa, zanotowane jako ostatnie: „Ojcze, w Twe ręce oddaję ducha mego". Zapisał je św. Jan Ewangelista. One świadczą, że mimo głębokiego kryzysu ducha Jezus był pewny, że Ojciec jest blisko. Tylko ta pewność mogła podyktować Jezusowi słowa całkowitego oddania w chwili śmierci ducha w ręce Ojca. Syn Człowieczy wiedział, że Bóg jest blisko, że ten, kto prawdziwie kocha, nie opuści umiłowanego. To piękny akt śmierci, akt zawierzenia Ojcu, akt prawdziwej miłości.

Obok krzyża Jezusa stała Jego Matka, stał uczeń, którego Jezus kochał i stało kilka kobiet. W tym gronie Maryja na pewno trwała na modlitwie. Ona wiedziała, że pełni się wola Ojca, że Syn potrzebuje wsparcia, by tę trudną wolę realizował do ostatniego uderzenia serca. Ona na pewno wspierała Syna swoją modlitwą.



Jakże ważne jest to, aby obok człowieka odchodzącego z tej ziemi był ktoś, kto się modli. To jest wielkie dzieło miłości. Umierający już niewiele potrzebuje, ale modlitwy potrzebuje zawsze. Niezależnie od tego, w jakich okolicznościach umiera, potrzebuje modlitwy. Nie zawsze może się modlić osobiście. Jeśli jest ktoś, kto otacza go swoją modlitwą, to jest dla niego wielka łaska. Warto pamiętać o tym, gdy Bóg stawia nas obok umierającego. Warto pamiętać o tym, gdy jesteśmy świadkami wypadku, gdy karetka na sygnale spieszy do szpitala... Modlitwa jest bardziej potrzebna umierającemu niż tlen. Ona bowiem w świecie wiary jest tlenem nieba i tlenem szczęśliwej wieczności.

Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na marcowym dniu skupienia Wspólnoty

niedziela, 11 marca 2018

Dekalog to nie tylko zbiór zasad

Prawo Boże jest naszą mocą. Wzywa nas do ustanowienia właściwego porządku z Bogiem (pierwsze trzy przykazania) i z naszymi bliźnimi (siedem kolejnych przykazań). Nasze grzechy są oznakami słabości, które musimy przezwyciężać.

"Chrystus jest Mocą Boga"; Jego słabość jest mocniejsza od naszej mocy. Nasze umieranie z Chrystusem w Wielkim Poście jest utożsamianiem się z mocą Chrystusa ukrzyżowanego. Naszym powołaniem jest bycie mocnymi. Przykazania stanowią nie tylko zbiór zasad, ale i ideał porządku społecznego, za który powinniśmy oddać nasze życie, tak jak Chrystus oddał swoje Życie na krzyżu.



Nie możemy stać bezczynnie, kiedy świat odnosi się nieprzychylnie do ideału ustalonego przez Boże prawo. Musimy być silni. Musimy obalić niesprawiedliwość, tak jak Jezus powywracał stoły bankierów w świątyni jerozolimskiej. Opresorzy ludzi i ich złe systemy muszą wzbudzić nasz gniew. "Zabierzcie to stąd".

Gerald Darring

Gerald Darring od 20 lat jest wykładowcą teologii na uczelni katolickiej Spring Hill College w stanie Alabama w USA, prowadzonej przez Jezuitów. Jest autorem 28 książek, między innymi: "Jan 1-10, Ja jestem Chlebem Życia"; "Jan 11-21, Pokój Mój daję wam"; "Łukasz, Dobra Nowina o Miłosierdziu Bożym"; "Katechizm katolickiego nauczania społecznego"; "Kochać i służyć"; "Celebracja Mszy świętej". Jego książki nie zostały dotychczas przetłumaczone na język polski.

tłumaczenie i opracowanie Marek

wtorek, 27 lutego 2018

Modlitwa na Wielki Post

Panie Boże, wkraczam na ścieżkę skruchy, abym w umieraniu dla siebie mógł powstać do nowego życia.

Niebieski Ojcze, jestem wezwany, aby kroczyć w świetle Chrystusa, Twojego Syna, i aby wierzyć w jego mądrość. Podczas Wielkiego Postu poddaję się Mu coraz bardziej i staram się wierzyć w Niego całym moim sercem. Wkraczam na ścieżkę skruchy, abym w umieraniu dla siebie mógł powstać do nowego życia.

Panie Jezu, Ty przepowiadałeś pokój dla grzesznego świata i przyniosłeś ludzkości dar pojednania przez Twoje cierpienie i śmierć. Kocham Cię i z radością noszę imię "Chrześcijanin". Ucz mnie iść za Twoim przykładem. Powiększaj moją wiarę, nadzieję i miłość, abym mógł zamieniać nienawiść w miłość, a konflikty w pokój.

Kochający Odkupicielu przez Twoją mękę naucz mnie wypierać się siebie, umocnij mnie przeciw złu i niepomyślności, a przez to uczyń mnie gotowym do świętowania Twojego Zmartwychwstania. Uzdrowicielu ciała i duszy, ulecz choroby mojego ducha, abym mógł wzrastać w świętości w Twojej nieustannej trosce. Wybacz mi winy przeciwko jedności Twojej rodziny; naucz mnie kochać tak jak Ty kochasz mnie.

Dobry Mistrzu, naucz mnie pamiętać o godności, jaką mi dałeś na Chrzcie Świętym, abym żył dla Ciebie w każdej chwili. Daj mi serce doskonałe do przyjęcia Twojego zadania, abym przyniósł w przyszłości owoc cierpliwości. Odnów moją gorliwość do pracy z Tobą w budowaniu lepszego świata, aby moi przyjaciele mogli usłyszeć Twoją Dobrą Nowinę pokoju i sprawiedliwości.

Amen.



źródło: www.oaza.pl

poniedziałek, 19 lutego 2018

LEKTURA PISMA ŚWIĘTEGO

Każdego dnia mamy okazję do lektury Pisma Świętego, które jest słowem Boga dostępnym dla każdego z nas. Pragnę przypomnieć, że lektura tego Bożego słowa jest modlitwą.
Oczywiście wiemy też, że człowiek niewierzący może czytać Biblię jako cenną księgę, stanowiącą klucz do rozumienia kultury Europy. Jeśli człowiek wierzący otwiera Pismo Święte, to interesuje go nie tylko przeszłość, ale interesuje go dzień dzisiejszy. Odczytanie Pisma Świętego w aspekcie rozumienia zadań, jakie stoją przed nami w chwili obecnej, jest modlitwą. To jest takie spotkanie z tekstem Pisma Świętego, które pozwala nam usłyszeć Boga, On podaje mi instrukcję życia tu i teraz. Instrukcję dotyczącą mojej postawy i mojej decyzji.

Mamy dwa podejścia do czytania Pisma Świętego, które staje się modlitewnym czytaniem. Pierwsze jest podobne do spożywania codziennego chleba. Bochenek chleba kroimy, aby część zjeść i mieć siłę na cały dzień. Przy jedzeniu tego chleba nie zastanawiamy się nad zadaniami, jakie na nas czekają. Wiemy, że potrzebne są nam siły, aby twórczo przeżyć dzień.
Chleb jest źródłem sił. Podobnie jest z czytaniem Pisma Świętego, gdy człowiek systematycznie, zdanie po zdaniu, jak kromkę po kromce kroi ten chleb i go spożywa. Spożyty, zamienia się w energię duchową, potrzebną do życia. Chrystus wyraźnie powiedział, że jest chlebem, który zstąpił z nieba. Ten tekst, zamieszczony w szóstym rozdziale Ewangelii św. Jana, należy odnieść nie tylko do Eucharystii, ale i do Pisma Świętego. To jest przejście od Biblii do dnia dzisiejszego, to jest szukanie w Biblii siły potrzebnej do przeżycia w sposób twórczy dni, które są w naszych rękach.

Inny sposób czytania Pisma Świętego ma miejsce wtedy, gdy człowiek potrzebuje Bożego umocnienia. Otwiera on Pismo Święte po to, aby w nim znaleźć Bożą odpowiedź. Jest to podobne do szukania specjalisty. W pewnych sytuacjach musimy iść do specjalisty, do lekarza, prawnika, mechanika, do zegarmistrza.Tak jest w życiu. Człowiek wierzący w konkretnej sytuacji, nawet gdy specjaliści są bezradni, zwraca się do Boga. Na przykład zwaliło się na niego wielkie doświadczenie i on chce wiedzieć dlaczego. Otwiera Pismo Święte. Czyta, że cierpienie jest karą za grzechy, ale w jego przypadku to nie wchodzi w grę, nie popełnił wielkich grzechów, a ciężar doświadczenia jest ponad jego siły. Następny tekst z Księgi Hioba mówi: - Nie musisz ty być winien, to doświadczenie jest dla ciebie. Teraz się okaże, jaka jest twoja wierność, jaka jest twoja wiara. - To jest trudna próba, a w niej krystalizują się wartości duchowe. W wielu wypadkach i ta odpowiedź nie wystarcza. Czyta dalej. Oto Bóg mu mówi: - Jest cierpienie za kogoś. Twój syn wszedł na niewłaściwą drogę. Popatrz, ile on uczynił zła. Twoje cierpienie może mu pomóc. Rozważ, co mówi prorok Izajasz o Słudze Jahwe, który wziął na siebie winy, aby ratować nas. - Człowieka interesuje odpowiedź samego Boga i pod tym kątem wertuje Pismo Święte.

Ktoś inny szuka rad dotyczących nawrócenia. Spotyka się z Dawidem, który popełnił grzechy, a później wrócił do Boga. Może śledzić trud tej drogi. Spotyka się z Szawłem, który prześladował Kościół, a później pracował dla niego. Nowe treści wnosi historia Piotra, łotra, nawróconej kobiety.Ten rodzaj czytania Pisma Świętego spotykamy dość często. Jeśli nawet ktoś nie zna całości Pisma Świętego, by mógł łatwo znaleźć interesujące go teksty, przychodzi i pyta: gdzie może w Piśmie Świętym znaleźć odpowiedź na takie czy takie pytanie.

Co jest warunkiem właściwego odczytania Pisma Świętego? Wiara w obecność Ducha Świętego w tym tekście, czyli wiara w natchnienie. Potęga tej wiary decyduje o tym, czy my słowo Boże traktujemy jako normę, czy też nie. Przestrzegam przed próbą podważania autorytetu Biblii. Szukamy w Piśmie Świętym norm, które są ponadczasowe. Bóg mówi: Zawieram z wami nowe i wieczne Przymierze. Dla człowieka wierzącego niepodważalny jest autorytet wypowiedzi Chrystusa. Tymczasem dzisiaj wielokrotnie w dyskusjach słyszymy: Gdyby Pan Jezus żył dzisiaj, to by wyświęcił kobiety na kapłanów, to by się zgodził na rozwody, a nawet na zabijanie dziecka nie narodzonego. Jest to wejście na ścieżkę etyki sytuacyjnej. A dlaczego Pan Jezus nie mógł wyświęcić kobiet w wieczerniku? Powiadają, że bał się opinii ludzkiej. Nigdy się jej nie bał. Syn Boży ustanowił pewną normę i tej normy nie da się zmienić.
Słyszałem, jak mówiono : - Gdyby Chrystus żył dzisiaj, to odprawiałby Mszę świętą nie używając wina, lecz coca-coli. Tymczasem Jezus wybrał wino i do Świętej Ofiary musi być wino. To jest norma ponadczasowa. Dopiero przy takim ujęciu Pismo Święte stanowi punkt odniesienia, a słowo Chrystusa staje się pionem, dzięki któremu człowiek może odkryć, w jakiej mierze jego życie jest proste, a w jakiej skomplikowane. Jeśli tego spojrzenia zabraknie, jeśli się nie traktuje słowa Bożego na serio, Pismo Święte można interpretować, jak się komu podoba, ale to nigdy nie będzie modlitwą. Wtedy człowiek nie usłyszy słowa Boga, tylko stanie wobec różnych interpretacji, które sam podsunie pod słowo Pisma Świętego.

Jakie są formy czytania Pisma Świętego? Wielu czyta Pismo Święte codziennie. Jedni robią to rano, inni wieczorem. Są tacy, którzy wyznaczają sobie np. jeden rozdział w tygodniu i szukają takiej chwili, żeby spokojnie poczytać. Coraz częściej obserwujemy, że ludzie otwierają Pismo Święte i nie świadczy to o tym, że są świadkami Jehowy.
Wielu zatrzymuje się nad tekstami Pisma Świętego z liturgii dnia albo z niedzieli. Dlatego kalendarze i czasopisma katolickie podają odnośniki, jaki tekst Pisma Świętego jest przeznaczony na poszczególne dni. Są dzisiaj aplikacje internetowe, które dostarczają teksty biblijne na każdy dzień. Jedni czytają indywidualnie, inni wspólnie. Piękne są zwyczaje czytania Pisma Świętego w rodzinach lub w Kręgach Biblijnych.

Najważniejsze jest nasze spotkanie z samym tekstem Pisma Świętego. Dopiero na drugim planie sięgamy do komentarza. Starsze pokolenie nie było podprowadzone przez katechezę do tej lektury. Był to pewien brak spowodowany różnymi układami w Kościele, zwłaszcza relacją do protestantów, którzy popularyzowali czytanie tekstu Pisma Świętego. Trzeba tę lukę uzupełnić. W katechezie najnowszej mamy wiele miejsca na podprowadzenie pod modlitwę przy pomocy tekstu Pisma Świętego. Wszystko wskazuje na to, że sytuacja zmusi ludzi myślących do szukania mądrości i do jej doskonalenia - wówczas otworzą oni Pismo Święte i oniemieją ze zdumienia. Zapłaczą z powodu czasu straconego przed ekranem telewizora, podczas gdy w zasięgu ręki mieli w Biblii słowo Boże skierowane wprost do nich. Nie czekajmy na to, aż Bóg nas zmusi do czytania Pisma Świętego.


Korzystając z okazji wróćmy do dzisiejszej Ewangelii:
Gdy znowu wielki tłum byt z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: "Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka». Odpowiedzieli uczniowie: Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem? Zapytał ich: - Ile macie chlebów? Odpowiedzieli: «Siedem». I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił. Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty (Mk 8,1-10).

Nie mieli co jeść

Przedkładali pokarm Słowa Bożego nad troskę o jedzenie. Wspaniali słuchacze. Trwali na słuchaniu mimo głodu. Warto w tym kontekście postawić sobie kilka pytań:
Ile razy w życiu zrezygnowaliśmy z jedzenia dla czytania Pisma Świętego?
Ile razy mimo głodu trwamy na lekturze Słowa Bożego - bez śniadania, obiadu, kolacji?
Czy znamy smak i wartość chleba, jakim jest słowo Boga, i czy umiemy postawić ten pokarm nad chleb doczesny?
Módlmy się zwłaszcza o głód mądrości, który może zaspokoić słowo Boże!

Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na lutowym dniu skupienia

wtorek, 6 lutego 2018

Dzień Skupienia

W najbliższą sobotę 10 lutego odbędzie się nasz kolejny Dzień skupienia. Początek o godzinie 9.00. Miejsce - ul. Kopernika 2 w centrum Krakowa. Serdecznie zapraszamy!