W tym miesiącu obchodzimy 41 rocznicę wyboru na papieża św. Jana Pawła II, która przypada 16 października 1978 roku, w dniu wspomnienia św. Jadwigi Śląskiej. Byłem wtedy licealistą, szkoła jak i całe życie społeczne było przesiąknięte ideologią socjalistyczną i tylko dom, w którym słuchałem Radia Wolna Europa, oraz kościół były wtedy oazą wolności. Wiele się zmieniło wraz z przybyciem papieża do Polski w czasie jego pierwszej pielgrzymki do ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Podczas tej wizyty padły słynne później słowa: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”
Jako student słuchałem słów wypowiadanych przez papieża, czytałem jego dokumenty kościelne, stałem pod „oknem papieskim” przed kurią krakowską, obserwowałem jego wystąpienia w telewizji i starałem się zrozumieć jego przepojone głęboką mądrością nauczanie. Jan Paweł II stał się dla mnie kimś bliskim i nawet teraz, po tylu latach, które już minęły, myślę o sobie, że nadal należę do „pokolenia Jana Pawła II”. „Pokoleniem Jana Pawła II” 20 - 30 lat temu nazywano młodych ludzi, którzy wychowali się na nauczaniu papieskim. Jestem oldboyem.
Wspomnienie liturgiczne św. Jana Pawła II obchodzimy 22 października, kiedy to miała miejsce formalna inauguracja pontyfikatu w trakcie mszy św. na placu św. Piotra w 1978 roku.
Przez cały październik odmawiamy różaniec, z tym że w ostatnim tygodniu tego miesiąca zmawiamy różaniec w intencji dusz zmarłych, co jest niejako wstępem do następnego miesiąca listopada, kiedy Kościół modli się za zmarłych.
Ponadto cały październik jest miesiącem misyjnym, z Niedzielą Misyjną 20 października. Kościół z natury swej jest misyjny i każdy z nas jest jakoś odpowiedzialny za misje. Możemy się modlić za misje, o nawrócenie pogan (5 miliardów ludzi nie zna Chrystusa, tylko 1 miliard jest chrześcijanami), za misjonarzy i dzieła misyjne. Możemy wspierać misje materialnie, zależnie od naszych możliwości finansowych. Młodzi ludzie coraz częściej jako świeccy wolontariusze misyjni wyjeżdżają na jakiś czas wspomóc misje. W Polsce patronką misji jest bł. Maria Teresa Ledóchowska, założycielka Sióstr Klawerianek.
Wreszcie należy wspomnieć, iż 28 października obchodzimy wspomnienie św. Apostoła Judy Tadeusza, który był krewnym Pana Jezusa. Święty ten jest znany jako wstawiennik u Boga w sprawach trudnych i beznadziejnych. Często korzystałem z jego pomocy i zawsze doznawałem wsparcia w tych najtrudniejszych sytuacjach.
"Spójrz na siebie, na wszystkie swoje cechy, talenty i zalety, na wszystkie swoje władze, na całe życie, na swoje ciało z jego wszystkimi zmysłami - i w tym wszystkim ujrzysz miłość Bożą do ciebie." - ks. Witold Kacz
niedziela, 6 października 2019
wtorek, 3 września 2019
Dlaczego powinienem wierzyć w Jezusa?
Jeżeli jest ważne mieć właściwy obraz Jezusa podczas jego działalności ziemskiej, to o wiele ważniejsze jest wiedzieć, kim Jezus jest obecnie. Nie jest zmarłym prorokiem, kaznodzieją lub guru. Jest żyjącym i zmartwychwstałym Synem Bożym, który przyszedł na świat, aby odkupić ludzkość z wszystkich grzechów. Jest w pełni Bogiem i człowiekiem, pośrednikiem między człowieczeństwem a boskością. I chce, byśmy osobiście Go poznali.
Jak ludzie mogą sprawić, żeby poznać Jezusa i odnaleźć w Nim zbawienie? Po pierwsze, muszą żałować za grzechy. W języku greckim istnieje wyraz metanoia, który oznacza: odmienić swój sposób myślenia. Ten, kto żałuje, zmienia kierunek życia i tak daje znać, że nie chce dłużej grzeszyć. Osoba, która się nawraca, musi wierzyć, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który przyszedł odkupić nas od grzechów i dać nam łaskę, byśmy się stali dziećmi bożymi, które będą przebywać z Nim na wieki. Łaska Boża nie tylko ukrywa nasze grzechy czy czyni nas prawymi. Ona rzeczywiście przekształca nas i stajemy się święci, uczestnicząc w Boskiej naturze (1P 4,8).

Po drugie, osoba musi przyjąć łaskę Bożą do swojego życia. Według wskazań Jezusa odbywa się to poprzez przyjęcie chrztu, który obmywa nas z plam grzechu i umożliwia nam przyłączyć się do rodziny Bożej. Po przyjęciu chrztu chrześcijanin może uczestniczyć w kolejnych sakramentach Kościoła, które Jezus ustanowił, i starać się o wzrost łaski, która pozwala nam mieć życie Boże i czyni nas "nowym stworzeniem" w Chrystusie. I tak na przykład w Sakramencie Eucharystii katolicy mogą przyjmować ciało i krew Chrystusa pod postacią chleba i wina, tak więc mogą mieć najlepszy dar od Boga, zamieszkującego w nich w rzeczywisty sposób.
Jezus nie był jakimś ekscentrycznym, śmiertelnym rabinem, który żył i zmarł dwa tysiące lat temu. Jest raczej wcieloną Bożą miłością dla ludzkości i nadzieją na zbawienie, otwartą dla wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc.
Do tych wszystkich, którzy pragną poznać Boga, Jezus mówi: Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (Mt 11,28).
Trent Horn "20 Odpowiedzi, Rzeczywisty Jezus", seria: Catholic Truth Society
tłumaczenie własne
Jak ludzie mogą sprawić, żeby poznać Jezusa i odnaleźć w Nim zbawienie? Po pierwsze, muszą żałować za grzechy. W języku greckim istnieje wyraz metanoia, który oznacza: odmienić swój sposób myślenia. Ten, kto żałuje, zmienia kierunek życia i tak daje znać, że nie chce dłużej grzeszyć. Osoba, która się nawraca, musi wierzyć, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który przyszedł odkupić nas od grzechów i dać nam łaskę, byśmy się stali dziećmi bożymi, które będą przebywać z Nim na wieki. Łaska Boża nie tylko ukrywa nasze grzechy czy czyni nas prawymi. Ona rzeczywiście przekształca nas i stajemy się święci, uczestnicząc w Boskiej naturze (1P 4,8).

Po drugie, osoba musi przyjąć łaskę Bożą do swojego życia. Według wskazań Jezusa odbywa się to poprzez przyjęcie chrztu, który obmywa nas z plam grzechu i umożliwia nam przyłączyć się do rodziny Bożej. Po przyjęciu chrztu chrześcijanin może uczestniczyć w kolejnych sakramentach Kościoła, które Jezus ustanowił, i starać się o wzrost łaski, która pozwala nam mieć życie Boże i czyni nas "nowym stworzeniem" w Chrystusie. I tak na przykład w Sakramencie Eucharystii katolicy mogą przyjmować ciało i krew Chrystusa pod postacią chleba i wina, tak więc mogą mieć najlepszy dar od Boga, zamieszkującego w nich w rzeczywisty sposób.
Jezus nie był jakimś ekscentrycznym, śmiertelnym rabinem, który żył i zmarł dwa tysiące lat temu. Jest raczej wcieloną Bożą miłością dla ludzkości i nadzieją na zbawienie, otwartą dla wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc.
Do tych wszystkich, którzy pragną poznać Boga, Jezus mówi: Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (Mt 11,28).
Trent Horn "20 Odpowiedzi, Rzeczywisty Jezus", seria: Catholic Truth Society
tłumaczenie własne
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Kościół żyje przy ołtarzu
Kościół to wieczernik, wieczernik wciąż otwarty. Poprzednio zwróciłem uwagę na to, że istnieją pewne konsekwencje wieczernika wciąż otwartego dla każdego pokolenia. Stosunek do Eucharystii, do Jezusa ukrytego pod postacią chleba, jest wykładnikiem chrześcijańskiej wiary. Stosunek do niedzieli, a zwłaszcza do udziału w Mszy świętej, jest również wykładnikiem chrześcijańskiej wiary. Wreszcie stosunek do świątyni, do wieczernika, którego Gospodarzem jest Chrystus, jest wykładnikiem naszej wiary.
Dziś pragnę skoncentrować uwagę na zgromadzonej przy ołtarzu naszej wspólnocie, która jest Kościołem. Jest to Kościół w skali mikroskopijnej. Podobnie jak fizycy czy chemicy w atomie umieją dostrzec model kosmosu, a równocześnie jego najmniejszą cząstkę, jak biolog próbuje w genach dostrzec zakodowane dzieje całego organizmu, tak w naszej wspólnocie przy ołtarzu, we wspólnocie eucharystycznej, jest obecny cały Kościół. Ta nasza wspólnota jest modelem całego Kościoła i jest miejscem spotkania i przeżywania tajemnicy Kościoła. Wszystkie elementy Kościoła, o których mówiłem na przestrzeni ostatnich miesięcy, są obecne w naszej wspólnocie.
Wspólnota eucharystyczna jest powszechna. Zwróćmy uwagę na to, że przy ołtarzu jest miejsce dla dziecka, nawet takiego, które niewiele rozumie z tego, co się tu dzieje, i dla człowieka, który liczy sto lat. Powszechność uwidacznia się w tym, że przy ołtarzu znika różnica między mężczyzną i kobietą, przed Bogiem jesteśmy równi. Tu jest miejsce dla człowieka zdrowego i chorego, jest miejsce dla olimpijczyków ze złotymi medalami i dla kalekiego człowieka. Tu jest miejsce dla laureata Nagrody Nobla i dla tego, kto nie umie pisać ani czytać. Siedzimy obok siebie i czujemy się braćmi. Tu jest miejsce dla największego grzesznika i dla największego świętego. To jest wspólnota otwarta dla każdego. Każda wspólnota eucharystyczna przekracza wszystkie bariery przynależności narodowej, rasowej, społecznej, wiekowej. To jest jedyna wspólnota na świecie, otwarta dla każdego. Jest tak powszechna. Do teatru nie pójdzie człowiek, który nie widzi; do filharmonii człowiek, który nie słyszy; ileż to sal może być dostępnych tylko i wyłącznie za bilety, biedny do nich nie wejdzie. Kościół jest otwarty dla każdego. Nie ma wspólnoty tak powszechnej, jak wspólnota eucharystyczna. Ten wymiar naszej wspólnoty trzeba dostrzec.

Kościół jest jeden, bo Eucharystia jest jedna. Jest jedna i ta sama wtedy, kiedy celebruje ją osobiście papież, i wtedy, kiedy sprawuje ją kapłan przy łożu chorego. Jest identyczna w Krakowie, w Korei i na Alasce. Ta sama, jedna, zmienia się tylko oprawa zewnętrzna, szaty liturgiczne, śpiewy, melodie, ale sama istota Eucharystii jest ta sama. Ona też jest jednym z najpiękniejszych znaków jedności, którym posługuje się ludzkość. Jest jedna również w aspekcie dziejowym. Ta sama Eucharystia sprawowana przez św. Pawła, św. Augustyna, w tej samej Eucharystii uczestniczył św. Franciszek, ta sama Eucharystia podawana przez dwadzieścia wieków. Znak jedności i twórcza moc. Ona łączy małżonków w sakramentalnym związku, ona łączy rodziny, ona jest najskuteczniejszym spoiwem jednoczącym ludzi.
Przychodzimy na Mszę świętą, podchodzimy do ołtarza po to, aby zjednoczyć się z Bogiem, ale wcześniej próbujemy się pojednać z naszymi braćmi. W wielu chrześcijańskich rodzinach jest taki zwyczaj, że w niedzielę, już po ubraniu się, kiedy domownicy mają wyjść na Eucharystię, mąż przeprasza żonę, dzieci przepraszają rodziców. Eucharystia tworzy jedność. Nie zawsze ta jedność jest przeżywana wzajemnie, ale ten, kto przychodzi do kościoła, musi umieć przebaczyć i pojednać się ze swoimi bliźnimi, nawet jeśli oni na to pojednanie nie czekają. On musi być pojednany. Eucharystia jest znakiem jedności i mocą jednoczącą ludzi.
Nasza wspólnota jest apostolska. Ten pochodzący od Chrystusa łańcuch rąk, rąk spoczywających kolejno na głowach biskupów, sięga naszej wspólnoty. Na moją głowę biskup krakowski, kardynał Franciszek Macharski, złożył swoje ręce, przekazując mi kapłańską, apostolską władzę sprawowania Eucharystii. Jako kapłan, będący tu przy ołtarzu z wami, pomagam w odkryciu tajemnicy apostolskości Kościoła. Eucharystia zawsze rodzi się w kapłańskich rękach i kapłan przypomina apostolskie pochodzenie Kościoła.
Nasza wspólnota jest święta. Jest święta, bo zostaliśmy ochrzczeni: jest święta, bo w jakiejś mierze w sercu każdego z nas jest wiara. Jest święta, co przypomniałem na samym początku, kierując do was słowa: „Miłość Boga Ojca, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi". Bóg w Trójcy Świętej jest z nami. Ta wspólnota jest święta, ponieważ za chwilę będziemy świadkami uświęcenia chleba i wina. Odkąd Chrystus będzie obecny wśród nas pod postaciami chleba i wina, znajdziemy się w zasięgu szczególnego oddziaływania Jego świętości.
Eucharystia jest jak pierwiastek promieniotwórczy emitujący Boską energię. Zostaniemy napromieniowani nią w takiej mierze, w jakiej potrafimy otworzyć swoje serce. Podejdziemy do Komunii, aby ten Boży pierwiastek włożyć w swoje serce, wyjść na ulicę, wrócić do domu i promieniować świętością samego Boga. Po to tu przyszliśmy, nic innego nie było celem wejścia do świątyni, tylko podejście do tego źródła potężnej Bożej energii, która promieniuje z Eucharystii i wypełnia nas swoją świętością.
Niewielu chrześcijan rozumie te Boskie wymiary wspólnoty zgromadzonej przy ołtarzu. Zależy to od głębi naszej wiary. Jeśli człowiek posiada słabą wiarę, dostrzega tylko ludzkie wymiary tego spotkania, a więc idę, bo muszę, jestem podporządkowany wymogom prawa. Jestem obecny, bo się boję grzechu. W takim podejściu dostrzegamy najczęściej słabości wspólnoty ołtarza. Dziecko przeszkadza, człowiek, który nie bardzo słyszy, zachowuje się tak, że będzie nam utrudniał modlitwę, kapłan nie dba o estetykę znaków itp. W takiej sytuacji człowiek zaczyna się denerwować, a nawet ma pretensje, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Oto niebezpieczeństwo zatrzymania się na samym opakowaniu. Jeśli jednak zobaczymy oczami wiary naszą wspólnotę, którą zgromadził tu sam Bóg, wtedy odkryjemy wielkie bogactwo tajemnicy powszechności, jedności, apostolskości, a przede wszystkim świętości Kościoła. Wtedy człowiekowi już ludzkie wymiary wspólnoty nie przeszkadzają. Jest nastawiony na Chrystusa, na to, aby zbliżyć się jak najbardziej do Niego i wyjść ubogaconym, mieć moc i siłę do twórczego przeżycia całego tygodnia.
Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na lipcowym dniu skupienia.
niedziela, 4 sierpnia 2019
Litania do Przemienienia Pańskiego

Kiedy kusi mnie, aby patrzeć tylko na swoje winy, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy niepokoją mnie widma wątpliwości i porażki, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nie widzę niczego poza frustracją, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy horyzont wydaje się być odległy i ciemny, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nie widzę sensu dążenia do tego, co dobre, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy narzekanie i cynizm ingerują w mój pokój, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nie potrafię zmierzyć się z moimi problemami, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy świat wydaje się czarny, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy inni mierzą mnie i oceniają, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy cierpię na depresję, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy przyjaźń jest daleka ode mnie, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy przyćmił mnie smutek, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy źle wykorzystuję swoją wolność, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy mi trudno wybaczyć, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy rzeczy nie mają sensu, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy myślę, że nie potrafię się zmienić, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy mam do czynienia z cierpieniem, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy stres mnie przygnębia, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy trudno mi coś kontynuować, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy zaślepia mnie grzech, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy przytłaczają mnie trudy życia, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nadzieja zaczyna zanikać, daj mi widzieć tylko Jezusa.
Modlitwa na zakończenie
Kochający Ojcze, dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi być świadkiem wizji Twojego Syna, który przemienił się na Górze Tabor. Spraw, proszę, aby moje życie promieniowało chwałą i łaską, które pozostają Twoimi bezcennymi darami dla mnie w Jezusie. Amen.
Ojciec Peter John Cameron, O.P.
tłumaczenie własne z języka angielskiego
sobota, 20 lipca 2019
Eucharystia sercem Kościoła
Kościół, obejmujący dziś setki milionów ludzi, to wspólnota, w której obecny jest Zmartwychwstały Chrystus. On posługuje się tą wspólnotą dla uświęcenia świata.
Wiara w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa stanowi fundament życia każdego chrześcijanina i całego Kościoła. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o wiarę w wydarzenie historyczne, które miało miejsce przed blisko dwoma tysiącami lat. Przez wiarę w Zmartwychwstałego Chrystusa rozumiemy uznanie możliwości nawiązania kontaktu z Nim tu i teraz, a więc aktualną możliwość spotkania ze Zmartwychwstałym Chrystusem.
Jak długo Jezus przebywał na ziemi, tak długo był dostępny dla niewielkiej grupy ludzi w ściśle określonym miejscu, a więc jeśli przebywał w Nazarecie, nie można Go było spotkać w Kafarnaum; jeśli przebywał w Jerozolimie, nie można było z Nim rozmawiać w Betsaidzie. Po zmartwychwstaniu wszedł w świat wieczności, a ten świat przekracza bariery czasu i przestrzeni, co umożliwia Chrystusowi spotkanie z nami w każdym momencie i w każdym punkcie globu ziemskiego. Pan Jezus wyraźnie powiedział: Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Zmartwychwstały Chrystus jest z nami. Nie jest dostępny naszym doczesnym oczom, można Go jednak dojrzeć oczami wiary. Przyjął nowe formy swojej obecności w Kościele, jedną z najdoskonalszych form obecności jest Eucharystia. Mając na uwadze śmierć i swe zmartwychwstanie, Pan Jezus w Wielki Czwartek ustanowił pewien ryt świętej uczty, w której jest realnie obecny.
Kościół, o którym już mówimy od kilku miesięcy, to wciąż otwarty wieczernik. Chcąc stworzyć ten ponadczasowy wieczernik, Chrystus posługuje się wybranymi mężczyznami, których czyni kapłanami, i przez nich, z pokolenia na pokolenie, ustawicznie powtarza słowa: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje. W każdej Mszy świętej staje się obecny pod postacią chleba i wina. Ktokolwiek chce dziś odkryć tajemnicę Kościoła, musi wejść do wieczernika i tak długo w nim przebywać, dopóki nie dostrzeże w nim, jako Gospodarza, Zmartwychwstałego Chrystusa.

Każda więc wspólnota eucharystyczna zebrana przy ołtarzu jest wieczernikiem, jest doskonałym, pełnym Kościołem. Wszystkie wymiary Kościoła są aktualne w naszej wspólnocie zgromadzonej w tej świątyni. Z faktu obecności Chrystusa Zmartwychwstałego w Eucharystii wynikają pewne konsekwencje.
Pierwsza - wiara w obecność Jezusa w Eucharystii stanowi wykładnik chrześcijańskiej postawy. Tak zadecydował sam Pan Jezus. Pamiętamy z Ewangelii scenę mówiącą o cudownym rozmnożeniu chleba. Chrystus jest otoczony kilkoma tysiącami mężczyzn, entuzjastycznie podchodzących do Niego. To godzina doczesnego tryumfu Jezusa. Wówczas zapowiada On ustanowienie Najświętszego Sakramentu i prawie wszyscy odchodzą, uważając, że jest to „twarda mowa". Mistrz stawia wówczas pytanie Dwunastu Apostołom, którzy nie bardzo mogli pogodzić się z tak wielką klęską popularności swojego Mistrza: Czy i wy chcecie odejść? W tym wydarzeniu Chrystus zapowiada, że odniesienie do Eucharystii będzie wykładnikiem wiary. Tak jest w Kościele od pierwszego pokolenia.
Zlekceważenie przez chrześcijanina udziału w Mszy świętej niedzielnej było zawsze traktowane jako grzech ciężki, a w starożytnym Kościele trzykrotne zaniedbanie udziału w Eucharystii łączyło się z wyłączeniem danego człowieka ze wspólnoty Kościoła. Uważano, że jest to wystarczający dowód na to, że nie wierzy w Chrystusa, a do zbawienia nie wystarcza wiara w Boga, lecz jest potrzebna wiara w Zmartwychwstałego Chrystusa. Trzeba to mieć na uwadze obecnie, kiedy tysiące ludzi lekceważy niedzielną Mszę świętą.
Druga konsekwencja obecności Jezusa w Eucharystii to odkrycie wartości niedzieli jako dnia, w którym cały Kościół spotyka się ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Starotestamentowy szabat przygotowywał do tego spotkania. Zmartwychwstały Jezus zaprasza w niedzielę do spotkania z Nim wszystkich wierzących. Dlatego Kościół, ze względu na Zmartwychwstanie Pana Jezusa, przeszedł ze świętowania starotestamentowego szabatu na świętowanie niedzieli. To jest dzień Pański, w którym Kościół spotyka się ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Ponieważ najdoskonalsze spotkanie jest możliwe tylko w Eucharystii, dlatego nie ma niedzieli bez uczestniczenia w Mszy świętej. Polskie określenie „niedziela" - nie działać, czyli nie pracować, jest za mało ewangeliczne. W niedzielę nie wystarczy nie działać, ten dzień trzeba święcić. Dla wierzącego jest to dzień Pański, dzień spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem. Każda niedziela jest uroczystością spotkania człowieka ze Zmartwychwstałym Jezusem.
Trzecia konsekwencja faktu obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie dotyczy świątyni. Jest to dom będący własnością Chrystusa Zmartwychwstałego, On jest tu Gospodarzem. Każda świątynia katolicka jest wieczernikiem, w którym Chrystus jest Gospodarzem. Z reguły dbamy o to, by ten nasz wieczernik był piękny. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo ubóstwienia wieczernika, samego domu Bożego, kościoła jako świątyni, jako budowli. Wystarczy, że ten wieczernik zostanie zbudowany jako arcydzieło architektury, ludzie zaczynają podchodzić wtedy do świątyni jak do dzieła sztuki, a nie szukają obecnego w niej Gospodarza. W Krakowie możemy obserwować to w podejściu na przykład do katedry wawelskiej. Ludzie przychodzą do niej nie po to, aby spotkać się ze Zmartwychwstałym Chrystusem obecnym w tabernakulum, lecz po to, aby zobaczyć grobowce, miejsce koronacji, by przypomnieć sobie historię. Pan Jezus obecny w tabernakulum jest ukryty w bocznej kaplicy, tylko płonąca lampka i napis wzywa do adoracji. Zwiedzający, wchodząc do katedry, nie szukają jednak Gospodarza.
Podobnie jest w kościele Mariackim. Pan Jezus musiał ustąpić miejsca i przenieść się do bocznego ołtarza, ponieważ w centrum świątyni jest arcydzieło - ołtarz Wita Stwosza. Zwiedzający przychodzą, aby podziwiać to arcydzieło, niewielu nawet pyta, gdzie jest Gospodarz, gdzie przebywa Zmartwychwstały Jezus Chrystus. Podobnie jest z katedrą w Oliwie, gdzie bóstwem są organy, i w wielu innych świątyniach. Nie chcę przez to powiedzieć, że wspaniały ołtarz Wita Stwosza i bogaty wystrój katedry na Wawelu przeszkadzają w spotkaniu z Chrystusem. Chcę tylko zaznaczyć, że ludzie nie dorastają do tego, aby przez piękno wystroju domu Bożego dotrzeć do Gospodarza, często gubią Go z oczu. To jest mniej więcej tak, jakby ktoś przyniósł do swego domu wspaniały mebel i odtąd przychodzący interesowaliby się wyłącznie meblem, nikt zaś nie zapytałby nawet o gospodarza. Taki mebel może zniszczyć całe życie domu. Cenne są arcydzieła w muzeum, ale muzeum nie jest domem. Świątynia jest domem.
Wiara w obecność Chrystusa Zmartwychwstałego w Eucharystii zmusza do zupełnie innego podejścia do świątyni. Przychodzę tu spotkać się z Nim, a że On dysponuje wspaniałym wyposażeniem swego domu, to jest sprawa druga. Warto zwrócić uwagę na to, że Kościół zasadniczo dba, aby nawet cudowne obrazy, jeśli to tylko możliwe, były w bocznej kaplicy. W Krakowie mamy cudowne obrazy Matki Bożej u Ojców Dominikanów, u Franciszkanów, u Karmelitów na Piasku - wszędzie są one w bocznej kaplicy. Podobnie jest w sanktuariach maryjnych w Kalwarii Zebrzydowskiej czy w Częstochowie. To jest wielka mądrość Kościoła, aby obraz nie przysłonił rzeczywiście obecnego Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Wiadomo jednak, że decyzje mogą być bardzo mądre, a ludzie często nawiedzają kaplice Matki Bożej, a przed Panem Jezusem obecnym w Eucharystii w ogóle nawet nie uklękną. Taka jest rzeczywistość. Brakuje nam świadomości, iż w Kościele największym skarbem jest obecność Chrystusa Zmartwychwstałego w Eucharystii. Na szczęście jesteśmy w kościele, który przez błogosławionego ojca Honorata jest tak zaprojektowany, że w punkcie centralnym mamy Eucharystię, tu wszystko jest tak ukierunkowane, by pomagało w adoracji Najświętszego Sakramentu. Tak powinno być, wystrój kościoła, nawet najbogatszy, może służyć tylko i wyłącznie odkrywaniu i przeżywaniu spotkania z Jezusem Chrystusem obecnym w Eucharystii.
Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło.
Wiara w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa stanowi fundament życia każdego chrześcijanina i całego Kościoła. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o wiarę w wydarzenie historyczne, które miało miejsce przed blisko dwoma tysiącami lat. Przez wiarę w Zmartwychwstałego Chrystusa rozumiemy uznanie możliwości nawiązania kontaktu z Nim tu i teraz, a więc aktualną możliwość spotkania ze Zmartwychwstałym Chrystusem.
Jak długo Jezus przebywał na ziemi, tak długo był dostępny dla niewielkiej grupy ludzi w ściśle określonym miejscu, a więc jeśli przebywał w Nazarecie, nie można Go było spotkać w Kafarnaum; jeśli przebywał w Jerozolimie, nie można było z Nim rozmawiać w Betsaidzie. Po zmartwychwstaniu wszedł w świat wieczności, a ten świat przekracza bariery czasu i przestrzeni, co umożliwia Chrystusowi spotkanie z nami w każdym momencie i w każdym punkcie globu ziemskiego. Pan Jezus wyraźnie powiedział: Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Zmartwychwstały Chrystus jest z nami. Nie jest dostępny naszym doczesnym oczom, można Go jednak dojrzeć oczami wiary. Przyjął nowe formy swojej obecności w Kościele, jedną z najdoskonalszych form obecności jest Eucharystia. Mając na uwadze śmierć i swe zmartwychwstanie, Pan Jezus w Wielki Czwartek ustanowił pewien ryt świętej uczty, w której jest realnie obecny.
Kościół, o którym już mówimy od kilku miesięcy, to wciąż otwarty wieczernik. Chcąc stworzyć ten ponadczasowy wieczernik, Chrystus posługuje się wybranymi mężczyznami, których czyni kapłanami, i przez nich, z pokolenia na pokolenie, ustawicznie powtarza słowa: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje. W każdej Mszy świętej staje się obecny pod postacią chleba i wina. Ktokolwiek chce dziś odkryć tajemnicę Kościoła, musi wejść do wieczernika i tak długo w nim przebywać, dopóki nie dostrzeże w nim, jako Gospodarza, Zmartwychwstałego Chrystusa.

Każda więc wspólnota eucharystyczna zebrana przy ołtarzu jest wieczernikiem, jest doskonałym, pełnym Kościołem. Wszystkie wymiary Kościoła są aktualne w naszej wspólnocie zgromadzonej w tej świątyni. Z faktu obecności Chrystusa Zmartwychwstałego w Eucharystii wynikają pewne konsekwencje.
Pierwsza - wiara w obecność Jezusa w Eucharystii stanowi wykładnik chrześcijańskiej postawy. Tak zadecydował sam Pan Jezus. Pamiętamy z Ewangelii scenę mówiącą o cudownym rozmnożeniu chleba. Chrystus jest otoczony kilkoma tysiącami mężczyzn, entuzjastycznie podchodzących do Niego. To godzina doczesnego tryumfu Jezusa. Wówczas zapowiada On ustanowienie Najświętszego Sakramentu i prawie wszyscy odchodzą, uważając, że jest to „twarda mowa". Mistrz stawia wówczas pytanie Dwunastu Apostołom, którzy nie bardzo mogli pogodzić się z tak wielką klęską popularności swojego Mistrza: Czy i wy chcecie odejść? W tym wydarzeniu Chrystus zapowiada, że odniesienie do Eucharystii będzie wykładnikiem wiary. Tak jest w Kościele od pierwszego pokolenia.
Zlekceważenie przez chrześcijanina udziału w Mszy świętej niedzielnej było zawsze traktowane jako grzech ciężki, a w starożytnym Kościele trzykrotne zaniedbanie udziału w Eucharystii łączyło się z wyłączeniem danego człowieka ze wspólnoty Kościoła. Uważano, że jest to wystarczający dowód na to, że nie wierzy w Chrystusa, a do zbawienia nie wystarcza wiara w Boga, lecz jest potrzebna wiara w Zmartwychwstałego Chrystusa. Trzeba to mieć na uwadze obecnie, kiedy tysiące ludzi lekceważy niedzielną Mszę świętą.
Druga konsekwencja obecności Jezusa w Eucharystii to odkrycie wartości niedzieli jako dnia, w którym cały Kościół spotyka się ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Starotestamentowy szabat przygotowywał do tego spotkania. Zmartwychwstały Jezus zaprasza w niedzielę do spotkania z Nim wszystkich wierzących. Dlatego Kościół, ze względu na Zmartwychwstanie Pana Jezusa, przeszedł ze świętowania starotestamentowego szabatu na świętowanie niedzieli. To jest dzień Pański, w którym Kościół spotyka się ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Ponieważ najdoskonalsze spotkanie jest możliwe tylko w Eucharystii, dlatego nie ma niedzieli bez uczestniczenia w Mszy świętej. Polskie określenie „niedziela" - nie działać, czyli nie pracować, jest za mało ewangeliczne. W niedzielę nie wystarczy nie działać, ten dzień trzeba święcić. Dla wierzącego jest to dzień Pański, dzień spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem. Każda niedziela jest uroczystością spotkania człowieka ze Zmartwychwstałym Jezusem.
Trzecia konsekwencja faktu obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie dotyczy świątyni. Jest to dom będący własnością Chrystusa Zmartwychwstałego, On jest tu Gospodarzem. Każda świątynia katolicka jest wieczernikiem, w którym Chrystus jest Gospodarzem. Z reguły dbamy o to, by ten nasz wieczernik był piękny. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo ubóstwienia wieczernika, samego domu Bożego, kościoła jako świątyni, jako budowli. Wystarczy, że ten wieczernik zostanie zbudowany jako arcydzieło architektury, ludzie zaczynają podchodzić wtedy do świątyni jak do dzieła sztuki, a nie szukają obecnego w niej Gospodarza. W Krakowie możemy obserwować to w podejściu na przykład do katedry wawelskiej. Ludzie przychodzą do niej nie po to, aby spotkać się ze Zmartwychwstałym Chrystusem obecnym w tabernakulum, lecz po to, aby zobaczyć grobowce, miejsce koronacji, by przypomnieć sobie historię. Pan Jezus obecny w tabernakulum jest ukryty w bocznej kaplicy, tylko płonąca lampka i napis wzywa do adoracji. Zwiedzający, wchodząc do katedry, nie szukają jednak Gospodarza.
Podobnie jest w kościele Mariackim. Pan Jezus musiał ustąpić miejsca i przenieść się do bocznego ołtarza, ponieważ w centrum świątyni jest arcydzieło - ołtarz Wita Stwosza. Zwiedzający przychodzą, aby podziwiać to arcydzieło, niewielu nawet pyta, gdzie jest Gospodarz, gdzie przebywa Zmartwychwstały Jezus Chrystus. Podobnie jest z katedrą w Oliwie, gdzie bóstwem są organy, i w wielu innych świątyniach. Nie chcę przez to powiedzieć, że wspaniały ołtarz Wita Stwosza i bogaty wystrój katedry na Wawelu przeszkadzają w spotkaniu z Chrystusem. Chcę tylko zaznaczyć, że ludzie nie dorastają do tego, aby przez piękno wystroju domu Bożego dotrzeć do Gospodarza, często gubią Go z oczu. To jest mniej więcej tak, jakby ktoś przyniósł do swego domu wspaniały mebel i odtąd przychodzący interesowaliby się wyłącznie meblem, nikt zaś nie zapytałby nawet o gospodarza. Taki mebel może zniszczyć całe życie domu. Cenne są arcydzieła w muzeum, ale muzeum nie jest domem. Świątynia jest domem.
Wiara w obecność Chrystusa Zmartwychwstałego w Eucharystii zmusza do zupełnie innego podejścia do świątyni. Przychodzę tu spotkać się z Nim, a że On dysponuje wspaniałym wyposażeniem swego domu, to jest sprawa druga. Warto zwrócić uwagę na to, że Kościół zasadniczo dba, aby nawet cudowne obrazy, jeśli to tylko możliwe, były w bocznej kaplicy. W Krakowie mamy cudowne obrazy Matki Bożej u Ojców Dominikanów, u Franciszkanów, u Karmelitów na Piasku - wszędzie są one w bocznej kaplicy. Podobnie jest w sanktuariach maryjnych w Kalwarii Zebrzydowskiej czy w Częstochowie. To jest wielka mądrość Kościoła, aby obraz nie przysłonił rzeczywiście obecnego Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Wiadomo jednak, że decyzje mogą być bardzo mądre, a ludzie często nawiedzają kaplice Matki Bożej, a przed Panem Jezusem obecnym w Eucharystii w ogóle nawet nie uklękną. Taka jest rzeczywistość. Brakuje nam świadomości, iż w Kościele największym skarbem jest obecność Chrystusa Zmartwychwstałego w Eucharystii. Na szczęście jesteśmy w kościele, który przez błogosławionego ojca Honorata jest tak zaprojektowany, że w punkcie centralnym mamy Eucharystię, tu wszystko jest tak ukierunkowane, by pomagało w adoracji Najświętszego Sakramentu. Tak powinno być, wystrój kościoła, nawet najbogatszy, może służyć tylko i wyłącznie odkrywaniu i przeżywaniu spotkania z Jezusem Chrystusem obecnym w Eucharystii.
Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło.
poniedziałek, 15 lipca 2019
Na drodze z nami
W miesiącu, kiedy wielu spędza czas jadąc nad morze, jeziora lub w góry, być może możemy zrobić przerwę w naszych podróżach, żeby porozważać na temat pewnego Etiopczyka. Opuścił on Jerozolimę na rydwanie, kiedy Duch Święty posłał św. Filipa, żeby pobiegł przed nim i pouczył go, jak ma rozumieć Pismo święte, które właśnie czytał. Etiopczyk był zadowolony z tej pomocy, ponieważ zdawał sobie sprawę, że nie potrafi sam zrozumieć Biblii, bez pomocy kogoś, kto go pouczy i ożywi słowa Pisma.
Orędzie o Jezusie wypowiedziane przez Filipa tak go poruszyło, że poprosił o chrzest w pierwszej dostrzeżonej przez niego przy drodze rzece. Kiedy Filip go ochrzcił, zniknął mu sprzed oczu, lecz Etiopczyk kontynuował swoją podróż pełen radości. To spotkanie było formą celebracji sakramentu: Pismo święte zostało przeczytane, orędzie o Jezusie zostało wygłoszone i Bóg stał się obecny w sakramencie. Etiopczyk nie był przerażony zniknięciem Filipa, ponieważ Jezus, który był obecny w Filipie, teraz żył i podróżował razem z nim.

Ci, którzy w tym miesiącu odbywają piesze wędrówki, mogą rozważyć podróż do Emaus, kiedy to Chrystus dołączył do swoich dwóch uczniów idących drogą, tłumacząc im Pismo święte a następnie udzielając im Eucharystii. Chrystus zniknął im sprzed oczu, lecz pozostał z nimi w Najświętszym Sakramencie.
Niech te podróże Jezusa z jego uczniami rozbrzmiewają echem w naszych osobistych podróżach. Niech nasze życie będzie nawiedzane i przeplatane Jego łaskawą Obecnością.
Autorem powyższego rozważania jest Ojciec Richard Veras, dyrektor formacji pastoralnej w Seminarium św. Józefa w Nowym Jorku. Jest on autorem trzech książek, ostatnia nosi tytuł: The Word Made Flesh: Foreshadowed, Fulfilled, Forever (Słowo Stało się Ciałem: Zwiastowany, Spełniony, Na Zawsze).
tłumaczenie własne
Orędzie o Jezusie wypowiedziane przez Filipa tak go poruszyło, że poprosił o chrzest w pierwszej dostrzeżonej przez niego przy drodze rzece. Kiedy Filip go ochrzcił, zniknął mu sprzed oczu, lecz Etiopczyk kontynuował swoją podróż pełen radości. To spotkanie było formą celebracji sakramentu: Pismo święte zostało przeczytane, orędzie o Jezusie zostało wygłoszone i Bóg stał się obecny w sakramencie. Etiopczyk nie był przerażony zniknięciem Filipa, ponieważ Jezus, który był obecny w Filipie, teraz żył i podróżował razem z nim.

Ci, którzy w tym miesiącu odbywają piesze wędrówki, mogą rozważyć podróż do Emaus, kiedy to Chrystus dołączył do swoich dwóch uczniów idących drogą, tłumacząc im Pismo święte a następnie udzielając im Eucharystii. Chrystus zniknął im sprzed oczu, lecz pozostał z nimi w Najświętszym Sakramencie.
Niech te podróże Jezusa z jego uczniami rozbrzmiewają echem w naszych osobistych podróżach. Niech nasze życie będzie nawiedzane i przeplatane Jego łaskawą Obecnością.
Autorem powyższego rozważania jest Ojciec Richard Veras, dyrektor formacji pastoralnej w Seminarium św. Józefa w Nowym Jorku. Jest on autorem trzech książek, ostatnia nosi tytuł: The Word Made Flesh: Foreshadowed, Fulfilled, Forever (Słowo Stało się Ciałem: Zwiastowany, Spełniony, Na Zawsze).
tłumaczenie własne
poniedziałek, 27 maja 2019
WYKŁADNIKI AUTENTYZMU MODLITWY
Modlitwę można by określić jako przestawanie z Bogiem. „Z jakim przestajesz, takim się stajesz." Jeśli człowiek autentycznie wchodzi w kontakt z Bogiem, upodabnia się do Niego. Co decyduje o tym, że nasza modlitwa jest autentyczna?
W modlitwie, w tym przestawaniu z Bogiem bierze udział słowo, które kierujemy do Boga, moje własne serce, w którym to słowo powstaje, oraz Odbiorca, czyli świadomość obecności Boga, który mnie słyszy i widzi. Doskonała modlitwa to doskonała harmonia tych trzech elementów. Niedoskonałość modlitwy może się łączyć z brakiem jednego z tych ważnych członów.
Słowo może być powtarzane, ponieważ zostało już wcześniej sformułowane przez kogoś. Ten, kto mówi „Ojcze nasz", modli się, wypowiadając słowo przekazane nam przez Jezusa Chrystusa. Ale to słowo niekoniecznie musi być dziełem serca. Zbyt często pojawiają się puste formuły modlitewne, dlatego Chrystus skarżył się: Ten lud czci Mnie wargami, lecz serce jego jest daleko ode Mnie. Jest to skarga wyrażana niejednokrotnie przez proroków. Istnieje więc możliwość przekazywania Bogu słowa, które nie rodzi się w naszym sercu.
Serce nie musi wyrażać swoich przeżyć w słowach, bo wie, że one są za małe, ale jego modlitwa staje się okrzykiem udręczenia lub szczęścia. Wiadomo, że nie potrafimy zamknąć w słowach przeżywania w wielkiej skali tak bólu, jak i szczęścia. W tym przeżywaniu wewnętrznym, gdy człowiek zajmuje się swym własnym sercem, istnieje pułapka subiektywizmu modlitwy, czyli zbytniego przeakcentowania samych przeżyć serca. Jeśli są to przeżycia udręczenia, człowiek po pewnym czasie czuje się tak, jakby wpadł do głębokiej studni i nie widział możliwości wyjścia z niej. Są to sytuacje, w których dotyka granic rozpaczy, mogą się pojawić wtedy nawet myśli samobójcze. Wydaje mu się, że gdyby z tej studni uciekł (a więc od ludzi, którzy go otaczają, od pracy, którą wykonuje i która go męczy, z miejsca, w którym przeżywa ból), zmiana tego środowiska dałaby mu wolność. Taki człowiek jest niewolnikiem samego siebie. Od siebie uciec nie potrafi. Wtedy jest mu potrzebne nawiązanie kontaktu z Bogiem i spokojne poddanie się Jego instrukcji. Bóg pozwala i pomaga temu człowiekowi wyjść z udręczonego serca. To są te wszystkie sytuacje, w których serce krwawi, płacze, w których życie dotyka strun serca w sposób niezwykle bolesny.
Druga, groźniejsza pułapka, to subiektywizm szczęścia. Ma on miejsce wtedy, gdy człowiek przeżywa olbrzymią religijną radość. Dość często w takich przeżyciach pojawiają się wizje, natchnienia, człowiek daje się ponosić nastrojom. Istnieje tu poważne niebezpieczeństwo szukania w modlitwie tylko szczęścia. Takiego człowieka można porównać do tego, kto znalazł się na wspaniałej, kwitnącej łące, gdzie wszystko śpiewa i pachnie. I jest szczęśliwy. Jeśli przyjdzie mu iść w deszczu, nocą, przez pustynię, przez trudny teren, wycofuje się natychmiast i tęskni za swoją łąką szczęścia. Uważa on, że spotkanie z Bogiem dokonuje się tylko na takiej łące. Jest to łąka ułudy, na której ginie wielu ludzi. Człowiek bowiem szuka na niej własnego szczęścia, a nie nawiązania kontaktu z Bogiem. Po tej linii idzie pogoń za objawieniami prywatnymi.

Jedno zdanie z Ewangelii jest bardziej wartościowe, aniżeli jakiekolwiek zdanie z objawień prywatnych. Chrystus obecny realnie w tabernakulum jest wartością miliony razy cenniejszą aniżeli Lourdes, Fatima czy jakakolwiek inna miejscowość słynna z objawień prywatnych. Jeśli się pamięta o tym, że Bóg objawia się przede wszystkim w tekście Pisma Świętego i że jest obecny realnie w Eucharystii, to można z pożytkiem jechać do miejsc, gdzie są prywatne objawienia. Można też z pożytkiem przeczytać teksty prywatnych objawień. Ale jeśli się ta hierarchia wartości zachwieje, niebezpieczeństwo subiektywizmu religijnego staje się groźne i wielu ludzi dziś na tej ścieżce ginie.
Do istoty modlitwy należy świadomość kontaktu z Bogiem; to, czy ja wiem, że Bóg mnie słyszy, gdy ja do Niego mówię. Jakie są znaki świadczące o tym, że połączenie z Bogiem istnieje? Pierwszym znakiem jest wewnętrzny pokój. Jeśli serce płacze z bólu albo szaleje ze szczęścia, a znajduje się w dłoniach Boga, przeżywa to, co przeżywa dziecko w ramionach kochającej matki. Emocje wracają do normy, odzyskuje pokój. Pięknie wyraził to psalmista: Moja dusza jest jak dziecko w ramionach matki. To jest poczucie bezpieczeństwa, wtedy ani ból nie stanowi zagrożenia, ani też wielkie szczęście nie przysłoni Boga. Obok poczucia bezpieczeństwa w modlitwie objawia się świadomość, że jestem kochany. W kontakcie z prawdziwym Bogiem, niezależnie od tego, czy przeżywamy tę miłość w płaszczyźnie dziecko - Ojciec, czy na płaszczyźnie przyjaźni, człowiek odkrywa, że jest kochany.
Drugim znakiem zaistnienia kontaktu z Bogiem jest gotowość podjęcia zadań, które Bóg nam wyznacza tu i teraz. Czyli gotowość wykonania woli Boga. Człowiek w modlitwie odnajduje się nawet wtedy, gdy zadania go przerastają. Spotkanie z Bogiem daje pewność, że skoro Bóg chce, aby to było wykonane, swoją mocą i mądrością pomoże w wykonaniu. To jest ważny wykładnik autentyzmu modlitwy. Ważniejszy niż pokój. Wszyscy specjaliści od modlitwy zgodnie twierdzą, że znakiem spotkania się z Bogiem jest gotowość do podjęcia Jego woli.
W subiektywizmie na modlitwie istnieje tendencja do ucieczki w swoją przeszłość albo w przyszłość. To jest ucieczka od „teraz", od tego, co mam zrobić za minutę. W prawdziwej modlitwie człowiek nie snuje wielkich planów jutra, dlatego że zawsze jest do dyspozycji Boga. Dobrze wie, co zrobić dziś. Gdy się obudzi, będzie wiedział, co zrobić. Człowiek, który żyje w kontakcie z Bogiem, żyje chwilą obecną, on się nie martwi o to, co będzie jutro. Dziś w nocy może umrzeć i po co się ma martwić o jutro. Nie wyklucza to jednak mądrego planowania.
Czasami przyjęcie woli Bożej jest bardzo trudne, o czym mówi dramat Jezusa w Getsemani. On aż spocił się krwawym potem. Zadanie przerastało Jego ludzkie siły. A jednak podjął je i potrafił dzieło wykonać. Warto pamiętać, że ucieczka od chwili obecnej jest ucieczką od współpracy z Bogiem.
Modlitwa jest to moje słowo skierowane do Boga. Jeśli to słowo rodzi się w sercu, posiada niepowtarzalny koloryt, jest tylko moim słowem. Do Boga docierają słowa wypowiedziane sercem. Warto pamiętać o ostrzeżeniu: - Nie dziw się, że cię Bóg nie słyszy, jeśli ty sam siebie nie słyszysz, czyli jeśli słowo nie rodzi się w sercu, nie należy się dziwić, że nie dociera do Boga. Ponieważ modlitwa jest przestawaniem z Bogiem żywym, to i Bóg kieruje do mnie swoje słowo. Zawsze to słowo pochodzi z Jego serca, ponieważ jest słowem miłości. Zawsze jest adresowane wyłącznie do mnie. Bóg rozmawia z nami indywidualnie. Modlitwa ma wymiar indywidualny. Bóg mówi do nas po imieniu. Mówi zawsze z miłością i jest zatroskany o nasze szczęście.
homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na majowym dniu skupienia
Subskrybuj:
Posty (Atom)