środa, 18 grudnia 2019

Powołał Andrzeja Apostoła

Ostatnie dni roku liturgicznego obfitowały we fragmenty opisujące zburzenie Jerozolimy bądź też znaki i wydarzenia poprzedzające koniec świata. Dziś, w ostatni dzień roku liturgicznego liturgia stawia nam przed oczy Apostoła Andrzeja, brata znanego nam dobrze Piotra Apostoła.

Jezus powołuje swoich uczniów, jednego po dru­gim, tam, gdzie żyją. To On przychodzi do Andrzeja, Piotra, Jakuba, kiedy łowią ryby. Powołuje ich, a oni zostawiają swój zawód, swoich bliskich, swoją przeszłość i natychmiast idą z Jezusem. Towarzyszą Mu na modlitwie, przy posiłkach, kiedy naucza i kiedy czyni cuda. Jednak po trzech latach formacji i ciągłej bliskości z Chrystusem porzucają Go - wciąż nie są gotowi na mękę. A Jezus po zmartwychwstaniu znowu do nich przychodzi, aby ich przekonać, że żyje. To jakby drugie powołanie. Dopiero napełnieni Duchem Świętym, staną się gotowi na wszystko, ze względu na Jezusa.

Jeśli dane nam było kiedykolwiek lub też będzie nam dane znaleźć się w bazylice św. Piotra w Watykanie, znajdziemy postać św. Andrzeja jako jedną z czterech postaci znajdujących się w pobliżu ołtarza papieskiego. Ze świętym Andrzejem jednak spotykamy się częściej, niż nam się wydaje. Wszak przed przejazdami kolejowymi ci, którzy są kierowcami, bez trudu wskażą krzyż św. Andrzeja. Inny, niż krzyż na którym umierał Zbawiciel, inny od tego, na jakim skonał brat apostoła – św. Piotr.

Św. Andrzej pierwszy poszedł za Jezusem. To on przyprowadził do Niego Piotra. Choć nie jest wymieniony imiennie jak Piotr, pośród tych, którzy zapewniali, że za Mistrza gotowi są oddać życie, to w chwili próby, podobnie jak pozostałych apostołów zabrakło go na Golgocie.

Do każdego z nas Jezus przychodzi osobiście. Tam, gdzie to­czy się moje życie. Każdego wzywa po imieniu i powtarza swoje „Nie bójcie się" i „Pójdź za Mną". On chce mi objawiać Ojca, chce mnie uzdrawiać, ożywiać, nauczać, posyłać. Niezależnie od tego, jak długo już mnie formuje, ciągle na nowo przekonu­je o zmartwychwstaniu i posyła swego Świętego Ducha, abym wreszcie uwierzył do końca i przestał uciekać spod krzyża. Po­wołuje mnie po raz drugi i trzeci, i setny, i kolejny. Nawet jeśli sam jestem już sobą rozczarowany, Bóg nigdy ze mnie nie re­zygnuje.

My też poszliśmy za Jezusem. Ofiarujemy Mu swój czas, modlitwę, zawierzamy życiowe decyzje i wybory. Jednak wiara w Mistrza z Nazaretu musi nas pobudzać do coraz większej ofiary z życia. Pójście za Panem nie jest bowiem przynależnością do stowarzyszenia czy partii politycznej. Jezus wybrał nas i powołał. Niekiedy dziwimy się a nawet buntujemy, że nasze życie wiary prowadzi nas po trudnej, kamienistej i ciernistej drodze. Jednak warto abyśmy pamiętali, że na końcu tej drogi czeka nas życie a nie śmierć, zbawienie obiecane tym, którzy wytrwają do końca.

W dzisiejszych czasach nieco zapomnieliśmy, że w życie chrześcijanina wpisana jest ofiara, a niekiedy nawet męczeństwo. Powołanie do pójścia za Panem, to tak jak w przypadku apostołów powołanie do zaparcia się siebie i odważnego wyznawania wiary. Pamiętając o tym pamiętajmy także, że do ostatecznej ofiary z życia apostołowie długo dorastali i dojrzewali.



Jutro wejdziemy w Adwent, w radosne oczekiwanie na przyj­ście Pana. To dobry czas, aby na nowo usłyszeć Jezusowe „Pójdź za Mną". Aby zobaczyć momenty, kiedy Bóg objawiał mi swoją miłość i swoją wolę. Aby natychmiast porzucić wszystko to, co mnie obciąża i blokuje na drodze wiary, i pójść za Nim.

„Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię.” Powołał mnie do wiary, do świętości, do miłości, do życia wiecznego. Powołał mnie do jedności z Nim we wspólnocie Kościoła. A to, do czego mnie powołał, sam chce we mnie urzeczywistnić. Przychodzi w tej Eucharystii, aby mnie przemieniać. Czy może uczynić mnie świętym? Skoro świętymi uczynił Andrzeja i innych, których wybrał...

Homilia wygłoszona przez ks. Adama Ogiegło na listopadowym dniu skupienia.

piątek, 13 grudnia 2019

Ten, Który Nadchodzi


Adwent to obcy wyraz. Znaczy "nadchodzący". Adwent łączy się z takim wyrażeniem, jak "przybywający wkrótce". Kiedy coś nadchodzi, kiedy spodziewamy się jakiegoś wydarzenia, adwentu, zazwyczaj jesteśmy czujni wewnętrznie. Nasłuchujemy. Moja rodzina przyjeżdża na Boże Narodzenie i ja jestem na wsi, i nasłuchuję odgłosu samochodu. To szczególny samochód i ja jestem nastawiona na szczególne nasłuchiwanie.

Adwent jest pięknym okresem. To czas odnowy; to zwłaszcza czas przebaczenia, ponieważ Bóg obdarzył nas swoim przeznaczeniem w postaci Syna. Rok kościelny rozpoczyna się w Adwencie. I za każdym razem, gdy nadchodzi, moje serce drży na nowo ...



Słowo adwent posiada dwa znaczenia. Oznacza nadejście nowego okresu liturgicznego, czas przygotowania do Bożego Narodzenia, do przybycia naszego Pana jako Dziecka na ziemię, do Jego wcielenia w czasie. Ale oznacza również inny adwent - paruzję, powtórne przyjście Chrystusa, w chwale, na końcu świata. Tego adwentu rosyjskie serca pragną i oczekują. Mają nadzieję, że to wydarzy się jeszcze w ciągu ich życia, a jeżeli nie, to cieszą się, że to wydarzy się w czyimś życiu.

Te dwa Adwenty łączą się wzajemnie w mojej duszy, umyśle i sercu. Przynoszą pragnienie i tęsknotę, są okresami oczekiwania. Oczekiwania na co? Na kogo? Dla mnie na Niesamowitą Miłość, na Pana, na Chrystusa.


Służebnica Boża Catherine de Hueck Doherty

Catherine de Hueck Doherty (+1985) urodziła się w Rosji i była założycielką Madonna House w Combermere w Kanadzie.

tłumaczenie własne

sobota, 23 listopada 2019

Modlitwa do Chrystusa Króla



Chryste, nasz Królu,
Zstąpiłeś z tronu Krzyża
Aby królować w wrażliwych sercach

Z tronu Krzyża
Wskazujesz ludzkości
drogę do krainy szczęścia.
Na tronie Krzyża
otwierasz nam
cudowne bogactwo
Twego Serca.

O Królu Dusz, dziękuję Ci,
że pozwalasz mi wzrastać
w cieniu krzyża.

Zbawicielu, pozwól mi,
moim bliskim i mojemu narodowi
odczuwać ciepło, miłość
i moc Twego Serca.
Amen

Modlitwa ta pochodzi z modlitewnika, spisanego odręcznie przez cztery litewskie dziewczęta, które zostały deportowane na Syberię w okresie II. wojny światowej. W 1953 roku modlitewnik znalazł się na Zachodzie, gdzie został przetłumaczony na osiem języków i doczekał się wielu wydań. Pierwsze angielskie wydanie ukazało się w USA w 1959 r., natomiast w Wielkiej Brytanii w 1964 r. Imiona czterech litewskich dziewcząt to: Lione, Vale, Levute i Adele.

tłumaczenie własne

niedziela, 6 października 2019

KALENDARIUM Październik

W tym miesiącu obchodzimy 41 rocznicę wyboru na papieża św. Jana Pawła II, która przypada 16 października 1978 roku, w dniu wspomnienia św. Jadwigi Śląskiej. Byłem wtedy licealistą, szkoła jak i całe życie społeczne było przesiąknięte ideologią socjalistyczną i tylko dom, w którym słuchałem Radia Wolna Europa, oraz kościół były wtedy oazą wolności. Wiele się zmieniło wraz z przybyciem papieża do Polski w czasie jego pierwszej pielgrzymki do ojczyzny w czerwcu 1979 roku. Podczas tej wizyty padły słynne później słowa: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”

Jako student słuchałem słów wypowiadanych przez papieża, czytałem jego dokumenty kościelne, stałem pod „oknem papieskim” przed kurią krakowską, obserwowałem jego wystąpienia w telewizji i starałem się zrozumieć jego przepojone głęboką mądrością nauczanie. Jan Paweł II stał się dla mnie kimś bliskim i nawet teraz, po tylu latach, które już minęły, myślę o sobie, że nadal należę do „pokolenia Jana Pawła II”. „Pokoleniem Jana Pawła II” 20 - 30 lat temu nazywano młodych ludzi, którzy wychowali się na nauczaniu papieskim. Jestem oldboyem.

Wspomnienie liturgiczne św. Jana Pawła II obchodzimy 22 października, kiedy to miała miejsce formalna inauguracja pontyfikatu w trakcie mszy św. na placu św. Piotra w 1978 roku.

Przez cały październik odmawiamy różaniec, z tym że w ostatnim tygodniu tego miesiąca zmawiamy różaniec w intencji dusz zmarłych, co jest niejako wstępem do następnego miesiąca listopada, kiedy Kościół modli się za zmarłych.

Ponadto cały październik jest miesiącem misyjnym, z Niedzielą Misyjną 20 października. Kościół z natury swej jest misyjny i każdy z nas jest jakoś odpowiedzialny za misje. Możemy się modlić za misje, o nawrócenie pogan (5 miliardów ludzi nie zna Chrystusa, tylko 1 miliard jest chrześcijanami), za misjonarzy i dzieła misyjne. Możemy wspierać misje materialnie, zależnie od naszych możliwości finansowych. Młodzi ludzie coraz częściej jako świeccy wolontariusze misyjni wyjeżdżają na jakiś czas wspomóc misje. W Polsce patronką misji jest bł. Maria Teresa Ledóchowska, założycielka Sióstr Klawerianek.

Wreszcie należy wspomnieć, iż 28 października obchodzimy wspomnienie św. Apostoła Judy Tadeusza, który był krewnym Pana Jezusa. Święty ten jest znany jako wstawiennik u Boga w sprawach trudnych i beznadziejnych. Często korzystałem z jego pomocy i zawsze doznawałem wsparcia w tych najtrudniejszych sytuacjach.

wtorek, 3 września 2019

Dlaczego powinienem wierzyć w Jezusa?

Jeżeli jest ważne mieć właściwy obraz Jezusa podczas jego działalności ziemskiej, to o wiele ważniejsze jest wiedzieć, kim Jezus jest obecnie. Nie jest zmarłym prorokiem, kaznodzieją lub guru. Jest żyjącym i zmartwychwstałym Synem Bożym, który przyszedł na świat, aby odkupić ludzkość z wszystkich grzechów. Jest w pełni Bogiem i człowiekiem, pośrednikiem między człowieczeństwem a boskością. I chce, byśmy osobiście Go poznali.

Jak ludzie mogą sprawić, żeby poznać Jezusa i odnaleźć w Nim zbawienie? Po pierwsze, muszą żałować za grzechy. W języku greckim istnieje wyraz metanoia, który oznacza: odmienić swój sposób myślenia. Ten, kto żałuje, zmienia kierunek życia i tak daje znać, że nie chce dłużej grzeszyć. Osoba, która się nawraca, musi wierzyć, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który przyszedł odkupić nas od grzechów i dać nam łaskę, byśmy się stali dziećmi bożymi, które będą przebywać z Nim na wieki. Łaska Boża nie tylko ukrywa nasze grzechy czy czyni nas prawymi. Ona rzeczywiście przekształca nas i stajemy się święci, uczestnicząc w Boskiej naturze (1P 4,8).



Po drugie, osoba musi przyjąć łaskę Bożą do swojego życia. Według wskazań Jezusa odbywa się to poprzez przyjęcie chrztu, który obmywa nas z plam grzechu i umożliwia nam przyłączyć się do rodziny Bożej. Po przyjęciu chrztu chrześcijanin może uczestniczyć w kolejnych sakramentach Kościoła, które Jezus ustanowił, i starać się o wzrost łaski, która pozwala nam mieć życie Boże i czyni nas "nowym stworzeniem" w Chrystusie. I tak na przykład w Sakramencie Eucharystii katolicy mogą przyjmować ciało i krew Chrystusa pod postacią chleba i wina, tak więc mogą mieć najlepszy dar od Boga, zamieszkującego w nich w rzeczywisty sposób.

Jezus nie był jakimś ekscentrycznym, śmiertelnym rabinem, który żył i zmarł dwa tysiące lat temu. Jest raczej wcieloną Bożą miłością dla ludzkości i nadzieją na zbawienie, otwartą dla wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc.

Do tych wszystkich, którzy pragną poznać Boga, Jezus mówi: Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (Mt 11,28).

Trent Horn "20 Odpowiedzi, Rzeczywisty Jezus", seria: Catholic Truth Society

tłumaczenie własne

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Kościół żyje przy ołtarzu


Kościół to wieczernik, wieczernik wciąż otwarty. Poprzednio zwróciłem uwagę na to, że istnieją pewne konsekwencje wieczernika wciąż otwartego dla każdego pokolenia. Stosunek do Eucharystii, do Jezusa ukrytego pod postacią chleba, jest wykładnikiem chrześcijańskiej wiary. Stosunek do niedzieli, a zwłaszcza do udziału w Mszy świętej, jest również wykładnikiem chrześcijańskiej wiary. Wreszcie stosunek do świątyni, do wieczernika, którego Gospodarzem jest Chrystus, jest wykładnikiem naszej wiary.
Dziś pragnę skoncentrować uwagę na zgromadzonej przy ołtarzu naszej wspólnocie, która jest Kościołem. Jest to Kościół w skali mikroskopijnej. Podobnie jak fizycy czy chemicy w atomie umieją dostrzec model kosmosu, a równocześnie jego najmniejszą cząstkę, jak biolog próbuje w genach dostrzec zakodowane dzieje całego organizmu, tak w naszej wspólnocie przy ołtarzu, we wspólnocie eucharystycznej, jest obecny cały Kościół. Ta nasza wspólnota jest modelem całego Kościoła i jest miejscem spotkania i przeżywania tajemnicy Kościoła. Wszystkie elementy Kościoła, o których mówiłem na przestrzeni ostatnich miesięcy, są obecne w naszej wspólnocie.

Wspólnota eucharystyczna jest powszechna. Zwróćmy uwagę na to, że przy ołtarzu jest miejsce dla dziecka, nawet takiego, które niewiele rozumie z tego, co się tu dzieje, i dla człowieka, który liczy sto lat. Powszechność uwidacznia się w tym, że przy ołtarzu znika różnica między mężczyzną i kobietą, przed Bogiem jesteśmy równi. Tu jest miejsce dla człowieka zdrowego i chorego, jest miejsce dla olimpijczyków ze złotymi medalami i dla kalekiego człowieka. Tu jest miejsce dla laureata Nagrody Nobla i dla tego, kto nie umie pisać ani czytać. Siedzimy obok siebie i czujemy się braćmi. Tu jest miejsce dla największego grzesznika i dla największego świętego. To jest wspólnota otwarta dla każdego. Każda wspólnota eucharystyczna przekracza wszystkie bariery przynależności narodowej, rasowej, społecznej, wiekowej. To jest jedyna wspólnota na świecie, otwarta dla każdego. Jest tak powszechna. Do teatru nie pójdzie człowiek, który nie widzi; do filharmonii człowiek, który nie słyszy; ileż to sal może być dostępnych tylko i wyłącznie za bilety, biedny do nich nie wejdzie. Kościół jest otwarty dla każdego. Nie ma wspólnoty tak powszechnej, jak wspólnota eucharystyczna. Ten wymiar naszej wspólnoty trzeba dostrzec.



Kościół jest jeden, bo Eucharystia jest jedna. Jest jedna i ta sama wtedy, kiedy celebruje ją osobiście papież, i wtedy, kiedy sprawuje ją kapłan przy łożu chorego. Jest identyczna w Krako­wie, w Korei i na Alasce. Ta sama, jedna, zmienia się tylko oprawa zewnętrzna, szaty liturgiczne, śpiewy, melodie, ale sama istota Eucharystii jest ta sama. Ona też jest jednym z najpiękniejszych znaków jedności, którym posługuje się ludzkość. Jest jedna również w aspekcie dziejowym. Ta sama Eucharystia sprawowana przez św. Pawła, św. Augustyna, w tej samej Eucharystii uczestniczył św. Franciszek, ta sama Eucharystia podawana przez dwadzieścia wieków. Znak jedności i twórcza moc. Ona łączy małżonków w sakramentalnym związku, ona łączy rodziny, ona jest najskuteczniejszym spoiwem jednoczącym ludzi.

Przychodzimy na Mszę świętą, podchodzimy do ołtarza po to, aby zjednoczyć się z Bogiem, ale wcześniej próbujemy się pojednać z naszymi braćmi. W wielu chrześcijańskich rodzinach jest taki zwyczaj, że w niedzielę, już po ubraniu się, kiedy domownicy mają wyjść na Eucharystię, mąż przeprasza żonę, dzieci przepraszają rodziców. Eucharystia tworzy jedność. Nie zawsze ta jedność jest przeżywana wzajemnie, ale ten, kto przychodzi do kościoła, musi umieć przebaczyć i pojednać się ze swoimi bliźnimi, nawet jeśli oni na to pojednanie nie czekają. On musi być pojednany. Eucharystia jest znakiem jedności i mocą jednoczącą ludzi.

Nasza wspólnota jest apostolska. Ten pochodzący od Chrystusa łańcuch rąk, rąk spoczywających kolejno na głowach biskupów, sięga naszej wspólnoty. Na moją głowę biskup krakowski, kardynał Franciszek Macharski, złożył swoje ręce, przekazując mi kapłańską, apostolską władzę sprawo­wania Eucharystii. Jako kapłan, będący tu przy ołtarzu z wami, pomagam w odkryciu tajemnicy apostolskości Kościoła. Eucha­rystia zawsze rodzi się w kapłańskich rękach i kapłan przypomina apostolskie pochodzenie Kościoła.

Nasza wspólnota jest święta. Jest święta, bo zostaliśmy ochrzczeni: jest święta, bo w jakiejś mierze w sercu każdego z nas jest wiara. Jest święta, co przypomniałem na samym początku, kierując do was słowa: „Miłość Boga Ojca, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi". Bóg w Trójcy Świętej jest z nami. Ta wspólnota jest święta, ponieważ za chwilę będziemy świadkami uświęcenia chleba i wina. Odkąd Chrystus będzie obecny wśród nas pod postaciami chleba i wina, znajdziemy się w zasięgu szczególnego oddziaływania Jego świętości.

Eucharystia jest jak pierwiastek promieniotwórczy emitują­cy Boską energię. Zostaniemy napromieniowani nią w takiej mierze, w jakiej potrafimy otworzyć swoje serce. Podejdziemy do Komunii, aby ten Boży pierwiastek włożyć w swoje serce, wyjść na ulicę, wrócić do domu i promieniować świętością samego Boga. Po to tu przyszliśmy, nic innego nie było celem wejścia do świątyni, tylko podejście do tego źródła potężnej Bożej energii, która promieniuje z Eucharystii i wypełnia nas swoją świętością.

Niewielu chrześcijan rozumie te Boskie wymiary wspólnoty zgromadzonej przy ołtarzu. Zależy to od głębi naszej wiary. Jeśli człowiek posiada słabą wiarę, dostrzega tylko ludzkie wymiary tego spotkania, a więc idę, bo muszę, jestem pod­porządkowany wymogom prawa. Jestem obecny, bo się boję grzechu. W takim podejściu dostrzegamy najczęściej słabości wspólnoty ołtarza. Dziecko przeszkadza, człowiek, który nie bardzo słyszy, zachowuje się tak, że będzie nam utrudniał modlitwę, kapłan nie dba o estetykę znaków itp. W takiej sytuacji człowiek zaczyna się denerwować, a nawet ma preten­sje, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Oto niebezpieczeństwo zatrzymania się na samym opakowaniu. Jeśli jednak zobaczymy oczami wiary naszą wspólnotę, którą zgromadził tu sam Bóg, wtedy odkryjemy wielkie bogactwo tajemnicy powszechności, jedności, apostolskości, a przede wszystkim świętości Kościoła. Wtedy człowiekowi już ludzkie wymiary wspólnoty nie prze­szkadzają. Jest nastawiony na Chrystusa, na to, aby zbliżyć się jak najbardziej do Niego i wyjść ubogaconym, mieć moc i siłę do twórczego przeżycia całego tygodnia.

Homilię wygłosił ks. Adam Ogiegło na lipcowym dniu skupienia.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Litania do Przemienienia Pańskiego





Kiedy kusi mnie, aby patrzeć tylko na swoje winy, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy niepokoją mnie widma wątpliwości i porażki, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nie widzę niczego poza frustracją, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy horyzont wydaje się być odległy i ciemny, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nie widzę sensu dążenia do tego, co dobre, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy narzekanie i cynizm ingerują w mój pokój, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nie potrafię zmierzyć się z moimi problemami, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy świat wydaje się czarny, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy inni mierzą mnie i oceniają, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy cierpię na depresję, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy przyjaźń jest daleka ode mnie, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy przyćmił mnie smutek, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy źle wykorzystuję swoją wolność, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy mi trudno wybaczyć, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy rzeczy nie mają sensu, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy myślę, że nie potrafię się zmienić, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy mam do czynienia z cierpieniem, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy stres mnie przygnębia, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy trudno mi coś kontynuować, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy zaślepia mnie grzech, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy przytłaczają mnie trudy życia, daj mi widzieć tylko Jezusa,
Kiedy nadzieja zaczyna zanikać, daj mi widzieć tylko Jezusa.

Modlitwa na zakończenie

Kochający Ojcze, dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi być świadkiem wizji Twojego Syna, który przemienił się na Górze Tabor. Spraw, proszę, aby moje życie promieniowało chwałą i łaską, które pozostają Twoimi bezcennymi darami dla mnie w Jezusie. Amen.

Ojciec Peter John Cameron, O.P.

tłumaczenie własne z języka angielskiego